...na plastrony przemienione i trzy edycje Biegu Mazurów przeprowadzone. Uczestnictwo w XXVII Biegu Piastów w Szklarskiej Porębie na Jakuszyckiej Polanie tak mnie nakręciło, że aż po nocach mi się śniło, że tu na Mazurach zrobimy swoją, narciarską imprezę.
Pomysłami zaraziłam „Kręcioły” oraz Elżbietę i Zdzisława Kobusów prowadzących Gospodarstwo Agroturystyczne w Wawrochach. Podczas licznych spotkań temat był wielokrotnie wałkowany. Ostatecznie ustalono, że zawody mogą odbyć się na Kobusowej Polanie, a Zdzisław wesoły i pracowity człowiek śnieg nam walcem uwałuje i teren przygotuje. Natychmiast zabraliśmy się do pracy, bo mimo że impreza miała wymiar zabawowy, to postanowiliśmy przygotować ją profesjonalnie. W pierwszej kolejności należało zamówić plastrony – koszulki startowe z numerami i nazwą zawodów. Takie profesjonalne trochę kosztowały, ale Ela zakrzyknęła, że przecież każdy w domu prześcieradła ma, więc z prześcieradeł poszyjemy swoje własne. To co się działo w domu przemiłych gospodarzy przypominało istną manufakturę. Korzystając z Jakuszyckich plastronów, z białych płacht wycinaliśmy analogiczne, potem przykładaliśmy wykonany przez plastyczkę Hanię Bucoń szablon z napisem „Bieg Mazurów” i za pomącą gąbki nakładaliśmy farbę. Wreszcie całość łączyliśmy gumkami, opatrywaliśmy numerami startowymi i gotowe. Ileż śmiechu, ileż radości dawała nam wspólna praca. Każdy wybierał swój plastron i dla relaksu po ciężkiej, ale twórczej pracy zakładaliśmy biegówki i w las. Gdy tak roześmiani śpiewaliśmy sobie: „Szli na zachód osadnicy, tropem białej niedźwiedzicy”, to faktycznie różne tropy zwierząt widzieliśmy. W pewnym momencie ktoś dostrzegł, że nie mam plastrona. Szybko odpowiedziałam, że jako KOMANDOR BIEGU MAZURÓW nie będę startować, ale wszystko nadzorować. Wywołało to śmiech, a wesoła gromadka aż przystanęła w narciarskim biegu, by oznajmić, że i tak nikt nie będzie o tym wiedział. Wówczas wyciągnęłam specjalny plastron i zakładając go na siebie zostałam ogłoszona samozwańczym komandorem Biegu Mazurów. Napis jednoznacznie mówił jaką pełnię funkcję.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Tuż przed pierwszą edycją Biegu Mazurów aż do późnej nocy przygotowywaliśmy na łące tor, aby następnego dnia wszystko było dopięte na ostatni guzik. Plastrony na zawodnikach prezentowały się imponująco i nawet nikt nie domyślał się z czego były uszyte. Każdy uczestnik mógł się zapoznać z programem imprezy jaki stworzyliśmy oraz wypełnić profesjonalny blankiet zgłoszenia. Jak na Komandora Biegu Mazurów przystało, postąpiłam tak jak Julian Gozdowski w Jakuszycach i poprosiłam zawodników, by podnieśli w górę kije i uderzając w nie pozdrowili lasy, kibiców i wspaniałych gospodarzy zawodów - rodzinę Kobusów. Impreza udała się, każdy otrzymał medal, a medale zostały stworzone z powieszonych na wstążeczkach płyt CD.
W sumie takich zabawowych zawodów w Wawrochach udało się nam przeprowadzić aż trzy. Przyznaję, że dzięki zaangażowaniu wielu ludzi i instytucji, bowiem w pewnym momencie do prac włączyło się Powiatowe Centrum Sportu i Rekreacji, taka zimowa frajda świętowała swoje sukcesy i niosła radość. Pierwsze zawody pozwoliły zdobyć doświadczenie i następne starty były bardziej profesjonalne. Dla przykładu, kolejne medale zostały wykonane w Warsztatach Terapii Zajęciowej w Szczytnie. Do drugiej edycji zostały wypalone z gliny, a do trzeciej stworzono nam istne arcydzieło sztuki. Medale miały kształt nart, a zawodnikom wręczał je starosta Jarosław Matłach. Po zawodach uczestniczyliśmy w biesiadzie przy ognisku oraz w kuligu. Pierwszy Bieg Mazurów został przeprowadzony w 2005 r., kolejny w 2006 r., a ostatni w 2007 r. Pracy było przy tym wiele, ale każdemu dawało ona radość i wesele. Teraz gdy patrzę na fotografie, to fantastyczne wspomnienia wracają i o wesołych zawodach przypominają. Oj, nabiegaliśmy się po Zdziśkowej łące i każdy z nas „złapał” śnieżne zające.
Grażyna Saj-Klocek{/akeebasubs}
