Radny Paweł Krassowski podjął rękawicę rzuconą przez burmistrza Krzysztofa Mańkowskiego. Podczas posiedzenia komisji budżetu i finansów próbował przeforsować wprowadzenie pod obrady najbliższej sesji uchwały o przeprowadzeniu referendum w sprawie odwołania włodarza. Większość jej członków była jednak przeciw.
Podczas majowej sesji Rady Miejskiej radni, podobnie jak rok wcześniej, nie udzielili burmistrzowi Krzysztofowi Mańkowskiemu wotum zaufania. Zgodnie z prawem otwiera to drogę do przeprowadzenia referendum w sprawie odwołania włodarza. Rada może, choć wcale nie musi, podjąć stosowną uchwałę. Miesiąc temu burmistrz zachęcał do tego radnych, mówiąc, że jeśli mają „cojones” (jaja), to właśnie tak powinni uczynić. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Wychodzi na to, że zgadza się z burmistrzem i demonstruje, że ma „cojones”.
– Tu nie chodzi o „cojones”, tylko o to, że miasto jest w stagnacji. Proszę popatrzeć, na co dostaliśmy największą w tej kadencji dotację. Na cmentarz. Czy to ma być kierunek rozwoju Szczytna? - zastanawia się radny. Zgadza się z tym, że referendum pociągnęłoby za sobą dodatkowe koszty, ale i tak obecnie, przy tak słabej radzie i burmistrzu, traci znacznie więcej.
Co na to radni, którzy byli przeciwko wnioskowi Krassowskiego? - Szkoda już na to pieniędzy – uważa Waldemar Zimny. Z kolei Karol Furczak zauważa, że 90% referendów się nie udaje z powodu zbyt niskiej frekwencji, a do wyborów zostało niewiele czasu. - Burmistrz dostał już od nas czerwoną kartkę – mówi, dopatrując się w działaniu Krassowskiego chęci promocji własnej osoby.
(ew){/akeebasubs}
