Jerzy Fabisiak, były wójt, a obecnie radny Rady Gminy Świętajno, potrącił rowerzystkę. 68-letnia kobieta jest mocno poobijana i posiniaczona, wskutek urazu odezwało się u niej także zadawnione zwyrodnienie kręgosłupa. Samorządowiec został przez policję ukarany mandatem w wysokości 500 złotych.

Radny, były wójt potrącił rowerzystkę

PECHOWY POWRÓT Z GRZYBOBRANIA

Do zdarzenia doszło w środę 7 października po południu. Na skrzyżowaniu ulic Kościelnej i Mickiewicza w Świętajnie kierujący land roverem Jerzy Fabisiak, podczas wykonywania manewru skrętu w lewo, nie ustąpił pierwszeństwa przejazdu jadącej prawidłowo rowerem 68-letniej mieszkance Świętajna. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  – Akurat wracałam z Jerutek z grzybów. Dojechałam do skrzyżowania i zauważyłam samochód osobowy zmierzający w moim kierunku od strony kościoła. Zastanawiałam się, w którą stronę on skręci, bo nie dał kierunkowskazu – relacjonuje poszkodowana Leokadia Waciakowska. Kobieta w ostatniej chwili zaczęła hamować, ale samochód uderzył w przednie koło jej roweru. – Żebym nie zahamowała, miałby mnie na masce – mówi mieszkanka Świętajna. Na miejsce przyjechała policja i karetka pogotowia.

Były wójt, a obecnie radny został ukarany mandatem karnym w wysokości 500 złotych. Swoją nieuwagę miał tłumaczyć tym, że oślepiło go słońce i nie zauważył rowerzystki.

ZACHOWAŁ SIĘ JAK NALEŻY

Pani Leokadia trafiła na obserwację do szpitala w Szczytnie. Mocno poobijanej kobiecie podano tam leki przeciwbólowe i wykonano prześwietlenie. Ponieważ nie wykazało ono niczego niepokojącego, jeszcze tego samego dnia wieczorem karetką przewieziono ją do domu, radząc, by udała się do lekarza rodzinnego lub ortopedy. Ten pierwszy wypisał jej maści przeciwbólowe, a na wizytę u tego drugiego wolne miejsca były dopiero za dwa tygodnie. Blisko tydzień po wypadku, obolała i posiniaczona kobieta poszła do chirurga. Ten ponownie zrobił prześwietlenie, które wykazało, że wskutek uderzenia odezwał się u niej zadawniony uraz kręgosłupa. Lekarz wypisał jej skierowanie do szpitala. – Tam powiedzieli mi, że potrzebuję pasa ortopedycznego. Ponieważ go nie mieli, odesłali mnie po niego do sklepu w Elmedzie, który był nieczynny – mówi pani Leokadia. Ma żal do szpitala, że tak szybko po wypadku wypuścił ją do domu. Nie żywi natomiast urazy do Jerzego Fabisiaka. – Zachował się wobec mnie w porządku. Do końca był ze mną po wypadku, a na drugi dzień przyszedł zapytać o moje zdrowie. Odkupił mi też rower i zostawił numer telefonu na wypadek, gdybym czegoś potrzebowała – wylicza kobieta. Żałuje tylko, że z pojazdu, który stanowi dla niej najważniejszy środek lokomocji, będzie mogła skorzystać dopiero wiosną. – Lekarz powiedział mi, że dojdę do siebie za jakieś dwa miesiące – mówi pani Leokadia, która wciąż z trudem się porusza po mieszkaniu.

TO MOJA WINA

Jerzy Fabisiak potwierdza, że feralnego dnia oślepiło go słońce. - Zauważyłem rowerzystkę dopiero, kiedy była tuż przed maską auta, chociaż nie jechałem szybko – mówi, dodając, że skrzyżowanie, na którym doszło do wypadku, jest bardzo niebezpieczne, mimo że sam codziennie tamtędy przejeżdża i dobrze je zna. Przyznaje jednak, że wina leży po jego stronie. - Prowadzę samochód od około 40 lat i nigdy nic podobnego mi się nie przytrafiło, nie miałem nawet kolizji – mówi radny. W swoim zachowaniu wobec poszkodowanej nie widzi nic nadzwyczajnego. - Zrobiłem tyle, co mogłem. Skoro zawiniłem, to uznałem, że trzeba jakoś to tej pani zrekompensować.

Ewa Kułakowska{/akeebasubs}