Siedzą za stołem prezydialnym i przeglądają papierki, nie mają wiele do roboty – tak cztery lata temu radny Robert Siudak uzasadniał swój wniosek o obniżkę diet wiceprzewodniczącym rady. Dziś, kiedy sam nim został, ma już inny punkt widzenia na tę sprawę. To nie pierwsza tak radykalna zmiana poglądów radnego.
Podczas przedświątecznej sesji Rady Miejskiej radny Paweł Krassowski złożył wniosek, by diety wiceprzewodniczących rady zrównać do poziomu tych, które otrzymują radni niepełniący żadnych funkcji. Jego propozycja została odrzucona. Nie byłoby w tym pewnie nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że cztery lata temu, niemal identyczny wniosek, w imieniu klubu radnych „Razem dla Mieszkańców”, złożył Robert Siudak. - Siedzą za stołem prezydialnym i przeglądają papierki, nie mają wiele do roboty – mówił wtedy o pracy wiceprzewodniczących.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
To nie pierwsza tak radykalna zmiana frontu Siudaka. Kiedy w kadencji 2010 – 2014 jego klub „Razem dla Mieszkańców” był w koalicji z burmistrz Danutą Górską, chwalił on pomysł budowy Centrum Nauki InnoPolice. Zmienił jednak zdanie po przejściu do opozycji, krytykując inicjatywę ówczesnych władz miasta. Była burmistrz nie miała wątpliwości, że za tą woltą kryje się zwykły koniunkturalizm: - Słyszałam, że miał pan przemożną ochotę zostać przewodniczącym albo wiceprzewodniczącym rady, a przynajmniej przewodniczącym komisji. Ten prywatny, koniunkturalny interes nie został zrealizowany, w związku z czym przeszedł pan do opozycji i nagle ma inne zdanie – mówiła ponad rok temu o motywacjach Siudaka była burmistrz.
(ew){/akeebasubs}
