Niedawno, słuchając wywiadu telewizyjnego z jednym z popularnych artystów, ubawiła mnie jego odpowiedź na pytanie: „co pan sądzi o telewizyjnym programie naszej stacji” (nieważne jakiej). „Czy pani ma na myśli to, co tam czasem widać między reklamami?” - odpowiedział jej znany muzyk. No właśnie. Reklama zdominowała wszystkie formy naszej współczesnej egzystencji. Chciałoby się powiedzieć, że oto mamy aktualne signum temporis, czyli znak czasów.
Reklamowe zabiegi mają wielowiekową tradycję. Już w starożytności posługiwano się tekstem na glinianych tabliczkach, w celu pozyskania klientów. Świadczy o tym solidna tablica antyczna odnaleziona w Pompejach. Jest na niej napis: Wędrowcze, idź stąd do dwunastej wieży, tam prowadzi Sarinus winiarnię. Wstąp do niej - bądź zdrów
W czasach nam bliższych, za prekursorów reklamowych działań należy uznać krzykaczy targowych i ulicznych, zachwalających swój towar. Starożytni handlarze szybko zorientowali się, że dobrze skonstruowany opis walorów sprzedawanych przedmiotów, zdecydowanie zwiększa popyt. Warto także zwrócić uwagę na ówczesne szyldy. Wobec powszechnego analfabetyzmu, nie miałoby sensu pisać nad wejściem „warsztat szewski”, albo „gospoda”. W pierwszym wypadku umieszczano nad drzwiami wizerunek stylizowanego buta, w drugim jakiegoś prosiaka na rożnie, albo pieczonego kurczaka. I to już były, bardzo często, prawdziwe dzieła sztuki plastycznej. Płaskorzeźba, relief, metaloplastyka. To przecież owe artystyczne szyldy są pierwowzorem dzisiejszych, graficznych, firmowych logo.
Wielkim przełomem, a wręcz rewolucją w dziedzinie reklamy, było wynalezienie druku. Prędko okazało się, że warto zainwestować w powielane przez prasę informacje na temat swojego towaru. Za pierwsze, płatne zlecenie reklamowe uważa się ogłoszenie sprzed ponad trzystu lat, w najstarszym amerykańskim dzienniku „Boston News - Letter”. Namawiało ono do zakupu atrakcyjnych nieruchomości w mieście Oyster Bay, nad zatoką, w stanie Nowy Jork.
Odtąd starannie dobrane słowa, czyli dobrze zredagowany tekst, zdominował reklamowe działania. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Przypomnę postać Melchiora Wańkowicza. Słynnego pisarza, króla polskiego reportażu. To u niego zamówiono hasło reklamujące cukier. W tamtych latach uważano, że cukier jest niezrównanym dostarczycielem niezbędnych kalorii. Zlecony szlagwort miał wspierać producentów słodyczy. Wańkowicz napisał tylko dwa słowa „cukier krzepi”. Za swoje dzieło otrzymał ogromne honorarium, odpowiednik rocznej pensji ówczesnego urzędnika. Równowartość dzisiejszych 50 000 zł. Widocznie zamawiający uznali, że warto. Dodam, że wkrótce owo hasło zyskało popularność w wersji „cukier krzepi, wódka lepiej”, aczkolwiek uważa się, że to sam Wańkowicz dopisał ów rymowany żart. Ja też tak sądzę. Mistrz widać uznał, że jego dwuwyrazowe hasełko jest niewspółmiernie skromne wobec pysznego honorarium i honorowo podniósł swój utwór do rangi dwuwiersza.
W tamtych latach ceniono wypowiedzi mistrzów słowa. Nawet w sowieckiej Rosji. Zamordowany, z rozkazu Stalina, w roku 1930, Włodzimierz Majakowski, wcześniej wielki piewca komunizmu, poeta i grafik-plakacista, poza artystyczną działalnością propagandową, od czasu do czasu podejmował się zadań stricte reklamowych. Czyli chałturzył. Jego najbardziej znanym dziełkiem, nie propagującym komunizmu, jest autorski plakat z rymowanym tekstem. W dosłownym tłumaczeniu: „lepszych smoczków nie było i nie ma, będziesz je ssać do starości”. Ten plakat powstał w roku 1923, kiedy jeszcze Majakowski był u szczytu sławy, jako czołowy, komunistyczny poeta.
Chciałbym teraz odnieść się do czasów współczesnych. Na przykład, co to jest plakat, afisz, czy billboard. Napisać także o reklamowych produkcjach telewizyjnych. Ale rozgadałem się i brak mi już miejsca, zatem innym razem. Na zakończenie przypomnę, że wielki pisarz Melchior Wańkowicz, już w powojennej Polsce, a konkretnie w roku 1971, w wieku lat 79, wygrał konkurs linii lotniczych LOT na hasło reklamowe. To jego autorstwa jest znakomite „Lotem bliżej”.
Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}
