Z rodziną dobrze wychodzi się tylko na zdjęciu – to zdanie, w dobie kryzysu podstawowej grupy społecznej, jest przez niektórych chętnie wypowiadane i to w tonie całkowicie serio.

Rodzina, ach rodzinaZ rodziną dobrze wychodzi się tylko na zdjęciu – to zdanie, w dobie kryzysu podstawowej grupy społecznej, jest przez niektórych chętnie wypowiadane i to w tonie całkowicie serio. Inne zapatrywanie na rodzinę ma np. Janusz Gębczyński, znany Czytelnikom „Kurka” były sołtys Nart (fot. 1).   Nie należy do grona osób unikających familijnych spotkań, kultywuje rodzinne tradycje – podobnie jak ojciec i brat zajął się m.in. zegarmistrzostwem. Pan Janusz tropi również ciekawostki związane ze swoimi przodkami i osobami z nimi spowinowaconymi. Do naszej redakcji przyniósł niedawno dwie książeczki: „Czas zatrzymany w słowie. Dziedzictwo Jana Szczepanika” oraz „Polski Edison. Jan Szczepanik”. Tym wszystkim, którzy interesują się techniką, postać Jana Szczepanika powinna być doskonale znana. Jan Szczepanik (1872-1926) to szwagier dziadka Janusza Gębczyńskiego. Jest autorem ponad 50 wynalazków. Stworzył  m.in. elektroskop, czyli pierwowzór dzisiejszej telewizji, systemy barwnego filmu i kolorowej fotografii czy kamizelkę kuloodporną. Został patronem kilku polskich szkół, uwieczniono go również na znaczku pocztowym (fot. 2).
Nazwisko byłego sołtysa Nart nosił Jerzy Gębczyński – stryjeczny brat taty pana Janusza. Kinomani mogą pamiętać tę postać ze słynnego  „Pianisty” Romana Polańskiego. Jerzy Gębczyński (w filmie Marek, grany przez Krzysztofa Pieczyńskiego) to jedna z osób, które ryzykując życiem, ukrywały przed okupantem znanego kompozytora żydowskiego pochodzenia - Władysława Szpilmana. Skoro zapuszczamy się w rejony filmu… Kto z nas nie oglądał „Samych swoich”? W tej polskiej komedii wszech czasów w roli matki Kaźmierza Pawlaka wystąpiła Natalia Szymańska-Spiess (fot. 3). To aktorka znana także z „Chłopów”  czy pierwszego odcinka „Stawki większej niż życie”.  Była ona jedną z wnuczek prapradziadka pana Janusza.  Aktorstwo wybrała również starsza siostra Natalii Szymańskiej-Spiess Amelia Szymańska. Ciekawe biografie mają też inne osoby spowinowacone z Januszem Gębczyńskim. Wszystkich zainteresowanych odsyłamy do lektury.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} 

DWORZEC DO POPRAWKI

W naszym pięknym kraju jest wiele miejsc, którymi możemy się pochwalić i których zazdroszczą nam za granicą. Lista jest długa, ale nie znajdują się na niej np. dworce autobusowe. Nie zachwycają one swym wyglądem nawet w wielu większych miastach, nie inaczej jest i w mniejszych miejscowościach. Szczytno również nie znajduje się pod tym względem w grupie potentatów, a wygląd dworca wprawia w irytację wielu naszych Czytelników. Gdy nie tak dawno pisaliśmy o zmniejszającej się liczbie połączeń autobusowych, internauta podpisujący się jako Edek stwierdził: Nie nazywajmy dworcem autobusowym tego zaniedbanego kawałka miasta. Ostatnio nasza Czytelniczka, pani Urszula, skarżyła  się nam  na fatalną nawierzchnię  stanowisk. Faktycznie, trudno się nie uskarżać, skoro miejsce dla autobusu na najbardziej prestiżowym stanowisku 1, z przelotowymi kursami dalekobieżnymi, wygląda tak: (fot. 4). Pasażerowie, przechodząc tędy, mogą skręcić nogę lub przez nieuwagę zmoczyć buty, a podjeżdżające tu autobusy kołyszą się niby łodzie i choroba morska gwarantowana. Nawierzchnia placu dworcowego jest podziurawiona jeszcze w innych miejscach, zarówno przed wjazdem na poszczególne stanowiska, jak i przy wyjeździe w ul. Linki. Wciąż nieciekawie prezentuje się otoczenie dworca (w kierunku stacji PKP) – czas na wiosenne porządki najwyraźniej jeszcze tam nie nadszedł. Sama bryła dworca wygląda nie najgorzej – budynek był nie tak dawno remontowany (fot. 5). Stosunkowo nowe są również ławki na świeżym powietrzu, kosze na śmieci i słupki na stanowiskach. Obciachowo wyglądają za to lampy oświetleniowe (fot. 6). Ich dizajn był może nowoczesny podczas wizyty w Szczytnie w latach 70. ubiegłego wieku  tow. Edwarda Gierka lub w czasie kręcenia w pobliskim Pasymiu „Południka zero”…
Od maja nastąpiła  – co najmniej teoretycznie – istotna zmiana, jeśli chodzi o funkcjonowanie dworca. Jeszcze pod koniec kwietnia na  stronie www. szczycieńskiego Bus-Komu-u mogliśmy przeczytać, że od 1 maja poczekalnia oraz kasa będą zamknięte. Do budynku – i poczekalni – ciągle da się jeszcze wejść i schronić  przed niepogodą. Gdy odwiedziliśmy to pomieszczenie w minioną sobotę, było tam całkiem czysto, nie spotkaliśmy również żadnych niepożądanych gości. Wywieszonej informacji o zamknięciu poczekalni nie widzieliśmy. Kasy były jednak faktycznie zamknięte na głucho, a pasażerowie korzystający z biletów miesięcznych muszą je nabywać w oddalonej o ponad kilometr bazie PKS. Od pewnego czasu podróżni, także ci przejeżdżający przez Szczytno i liczący na zwyczajne, zdawałoby się udogodnienie, muszą się liczyć z niespodzianką. Nieczynne jest dworcowe WC, a ci, którzy  muszą iść za potrzebą podczas krótkiego na ogół postoju, powinni raczej pobiec do szaletu miejskiego przy targowisku. Warto dodać, że czynne toalety można wciąż spotkać na dworcach w mniejszych niż Szczytno miejscowościach.
Pasażerowie liczą na poprawę, ale czy się doczekają? Na wspomnianej dziś stronie internetowej  Bus-Kom-u od pewnego czasu znajduje się informacja o zamiarze sprzedaży terenu dworca autobusowego w naszym mieście. Niektórzy kierowcy,  próbując sprzedać swoje auto, usiłują doprowadzić je stosunkowo niewielkim kosztem do maksymalnie atrakcyjnego wyglądu.  Inni, widząc, jaki ten samochód jest, po prostu go złomują. Jak będzie ze szczycieńskim dworcem?

KŁOPOTÓW Z REMONTEM CIĄG DALSZY

W dwóch poprzednich numerach „Kurka” pisaliśmy o nie najlepszej, mówiąc delikatnie, organizacji ruchu podczas przebudowy fragmentu szczycieńskiego odcinka drogi krajowej nr 53.  Mimo naszych słów zdziwienia i krytyki wciąż nikt nie pofatygował się, by poinformować odpowiednimi znakami o kłopotach z dojazdem do ulic Broniewskiego i Działkowej.  Przed niespełna dwoma tygodniami zamknięto dodatkowo wloty w ulice Leyka i Wileńską.  To już konkretny wstęp do budowy ronda. Niemal od razu dokonano wyglądającego spektakularnie demontażu sygnalizacji świetlnej – słupy usuwał spory dźwig, a na pewien czas zamknięty był dodatkowo ciąg Polska – Piłsudskiego. Momentami   wprowadzany tu jest ruch wahadłowy (fot. 7). Na najważniejszych ulicach Szczytna objazdy zaznaczone są, ale… - To była tragedia. Nie wiedziałam, jak mam jechać – żali się miejska radna Anna Rybińska, która w dniu rozpoczęcia robót na rzeczonym skrzyżowaniu próbowała dostać się zza torów prowadzących do Ełku w inne rejony miasta.  Ulica Władysława IV, będąca przedłużeniem ul. Wileńskiej, ma charakter drogi wylotowej – wyjedziemy ją w stronę Zabiel, Rudki i dalej np. Lipowca czy Myszyńca. Przed przejazdem kolejowym nie umieszczono żadnych tablic informujących o objazdach. Dopiero tuż za nim postawiono „ślepą uliczkę” (fot. 8). Drogowcy (i chyba nie tylko oni) zakładają, że wszyscy mieszkańcy powiatu i powiatów ościennych mają zaktualizowany GPS, czytają informacje na drogi.miastoszczytno.pl (których nota bene nie ma, bo nad zapowiadaną aktualizacją nikt nie czuwa, a terminy rozpoczęcia poszczególnych etapów traktowane są swobodnie) lub mają w małym palcu mapę Szczytna.

Radna Rybińska wspomina o pewnym kierowcy z Białegostoku, który znalazł się z jakiegoś powodu w tamtej części miasta i przez dłuższy czas jeździł w poczuciu całkowitej dezorientacji. – Byłam niedawno na komunii w Niemczech. Nie ma porównania, tam też były różne remonty, ale wszystko było odpowiednio oznakowane – tłumaczy radna Rybińska. Przed tygodniem wspominaliśmy o apelu radnego powiatowego Henryka Żuchowskiego, by na ulicach stanowiących objazd ustawić znaki zakazu zatrzymywania się i postoju. Tak uczyniono na momentami zakorkowanej ul. Pułaskiego (fot. 9), na której teraz mogą zatrzymywać się jedynie autobusy ZKM – mają tu one tymczasowy przystanek.  I na koniec jedno spostrzeżenie – na skrzyżowaniu ulic Polskiej, Wileńskiej, Piłsudskiego i Leyka rondo… już było. Taką postać miała piaskownica na terenie znajdującego się tu przedszkola (fot. 10).  Część placu zabaw została jednak zabrana w związku z przebudową arterii.
Tekst i foto (w większości):
G. P. J. P.{/akeebasubs}