„Zielona” polityka Unii Europejskiej oraz niekontrolowany napływ produktów z Ukrainy to dziś największe bolączki polskich rolników. Dlatego w ubiegłym tygodniu wyjechali oni w wielu miejscach w Polsce na ulice, by zamanifestować swój sprzeciw. Jeden z protestów odbył się w Jedwabnie, gdzie jego uczestnicy, przejeżdżając ciągnikami i samochodami, przez dwie godziny spowalniali ruch.
NIE DLA ABSURDÓW ZIELONEGO ŁADU
Protest w Jedwabnie był jednym z kilkuset, które w połowie minionego tygodnia odbywały się w całej Polsce. Rolnicy, przejeżdżając ciągnikami i samochodami po odcinku drogi krajowej nr 58, przez dwie godziny spowalniali na nim ruch. Uczestnicy protestu sprzeciwiali się ograniczeniom w produkcji roślinnej i zwierzęcej wynikającym z nakładania na nich kolejnych wymogów środowiskowych w ramach Europejskiego Zielonego Ładu. Demonstrowali również przeciw trwającemu już trzeci sezon niekontrolowanemu napływowi produktów z Ukrainy. - Jak tak dalej pójdzie, polityka Unii nas wykończy – mówili protestujący w Jedwabnie.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
NIC SIĘ NIE OPŁACA
Ogromną bolączką jest też niekontrolowany napływ produktów z Ukrainy. Przeciwko temu polscy rolnicy protestują już od ubiegłego roku, teraz dołączają do nich także koledzy z innych krajów wspólnoty, m.in. Niemiec. - Na towarach z Ukrainy zarabiają różne firmy, a my, jeśli sytuacja się nie zmieni, będziemy upadać – żali się Agata Tyc. - Cena zboża jest u nas taka, jak dwadzieścia lat temu, a koszty produkcji od tego czasu wzrosły przecież znacząco – mówi inna uczestniczka protestu w Jedwabnie, dodając, że żadna dziedzina rolnictwa nie jest opłacalna – ani produkcja mleka, ani zboża, ani mięsa. - Takiej sytuacji jeszcze nigdy nie było – zauważa nasza rozmówczyni prowadząca gospodarstwo nastawione na produkcję mleka. Polscy rolnicy, w konkurencji do ukraińskich, są obecnie bez szans. Sprowadzane stamtąd produkty nie są objęte żadnymi normami, podczas gdy nasze muszą spełniać nałożone przez Unię wysokie standardy jakości. - W Ukrainie, gdzie ziemie są o wiele lepsze niż u nas, nie ma ograniczeń jeśli chodzi o stosowanie środków ochrony roślin. U nas oprysk jednego hektara kukurydzy kosztuje 500 zł, a u nich – 20 zł – porównuje jeden z uczestników protestu.
NIECH NASZE PRODUKTY ZOSTAJĄ U NAS
Rolnicy mają żal do rządzących o to, że choć problem jest im od dawna doskonale znany, to nie potrafią go rozwiązać. - Polski rolnik jest gorzej traktowany niż niemiecki czy francuski. Dlaczego mamy mniejsze niż oni dopłaty? Dajemy jeszcze radę dzięki kredytom, ale będą je musiały spłacać następne pokolenia – nie kryje goryczy nasz rozmówca.
Protestujący domagają się także tego, aby wyprodukowane przez nich płody rolne zostawały w Polsce. - Dlaczego ściągamy je z innych krajów, jak np. Holandii czy Rumunii, skoro mamy swoje, i to bardzo dobrej jakości? - zastanawia się Agata Tyc.
Rolnicy liczą na to, że dzięki protestom staną się wreszcie zauważalni dla decydentów z Warszawy i Brukseli. Jeśli nie, to będą swój sprzeciw manifestować jeszcze nie raz.
Z protestującymi w Jedwabnie spotkał się wójt Sławomir Ambroziak. Rolnicy przekazali mu swoje postulaty, a on zobowiązał się do skierowania ich na szczebel centralny – do wojewody, ministra rolnictwa, prezydenta oraz Komisji Europejskiej.
(ew){/akeebasubs}
