Po jesiennych wyborach na czele większości samorządów powiatu stanęli nauczyciele. Przedstawiciele tej grupy zawodowej zostali nowymi włodarzami w Rozogach, Świętajnie i Pasymiu. Trzecią kadencję nauczyciel zasiada również w fotelu starosty szczycieńskiego, czwartą – na stanowisku wójta gminy Wielbark. Grono pedagogiczne jest również licznie reprezentowane w poszczególnych radach. Skąd bierze się ten fenomen?

Rządy nauczycieli

WŁADZA W RĘKACH BELFRÓW

Nauczyciele to najliczniej reprezentowana grupa zawodowa w samorządach powiatu szczycieńskiego. Tak było prawie zawsze, ale po jesiennych wyborach grono pedagogiczne jeszcze bardziej umocniło swoją pozycję. W Rozogach i Pasymiu funkcje wójta i burmistrza objęli wieloletni dyrektorzy miejscowych szkół – Zbigniew Kudrzycki i Cezary Łachmański. W dodatku w obu tych samorządach przewodniczącymi rad również zostali nauczyciele – Marek Nowotka i Elżbieta Dyrda. Przedstawicielką tej grupy zawodowej jest także wójt gminy Świętajno Alicja Kołakowska. Zanim zatrudniono ją na stanowisku dyrektora Wydziału Edukacji Urzędu Miasta w Olsztynie, przez 19 lat uczyła języka polskiego m.in. w świętajeńskim gimnazjum.

Wśród pedagogów, którzy już od dawna piastują wysokie funkcje w samorządach są jeszcze wójt gminy Wielbark Grzegorz Zapadka, który wcześniej pracował jako dyrektor Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Czarni oraz starosta Jarosław Matłach, kierujący w przeszłości Szkołą Podstawową w Wielbarku. W obecnym Zarządzie Powiatu zasiada z kolei dyrektor Zespołu Szkół z tej miejscowości, Jerzy Szczepanek, a na czele komisji oświaty w powiecie stoi dyrektor Zespołu Szkół w Jedwabnie Mariusz Dobrzyński. Nauczyciele mają też liczną reprezentację w poszczególnych radach. Poza wymienionymi już Rozogami i Pasymiem, na czele Rady Gminy Jedwabno również stoi nauczycielka, Elżbieta Brzóska. Najmniej obsadzonymi pedagogami samorządami są gminy Szczytno, Dźwierzuty i miasto Szczytno, choć w tym ostatnim przypadku w radzie zasiada czworo przedstawicieli tego zawodu.

W minionych kadencjach nauczyciele także grali pierwsze skrzypce we władzach różnych szczebli. Wystarczy wspomnieć choćby Andrzeja Kijewskiego, byłego burmistrza Szczytna i starostę, przewodniczącego Rady Powiatu w latach 2002 – 2006 Krzysztofa Mańkowskiego, czy stojącą przez dwie kadencje na czele RM w Szczytnie Beatę Boczar.

TRZEBA GDZIEŚ SPALAĆ ENERGIĘ

Co sprawia, że reprezentanci tej grupy zawodowej tak garną się do samorządów?

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

– To zawód zaufania społecznego. Dobry dyrektor szkoły czy nauczyciel są dobrze postrzegani przez lokalną społeczność – tłumaczy starosta Jarosław Matłach. Podkreśla też, że nabyte na stanowisku dyrektora szkoły doświadczenie procentuje również w pracy samorządowej. – Dziś grono pedagogiczne to trudna materia, często złożona z indywidualistów. Jeśli ktoś się sprawdzi w zarządzaniu szkołą, to poradzi sobie w samorządzie – uważa. Zdaniem starosty, nauczyciele inaczej postrzegają problemy lokalnych środowisk niż przedstawiciele innych grup zawodowych. – Nie każdy biznesmen zauważa potrzeby społeczne tak, jak np. nauczyciel – mówi Matłach. Skąd jednak tak liczny ich udział w samorządach powiatu szczycieńskiego? – Trzeba gdzieś spalać energię – odpowiada starosta. Z kolei burmistrz Pasymia Cezary Łachmański uważa, że o fenomen liczebności pedagogów we władzach trzeba pytać przede wszystkim wyborców, którzy na nich postawili. – Być może bierze się to stąd, że funkcjonujemy w małych środowiskach i nie jesteśmy osobami anonimowymi. Mamy kontakt z dużą grupą rodziców, wychowujemy kolejne pokolenia młodzieży, która osiągając dorosłość obdarza nas potem zaufaniem – mówi burmistrz. Podobnie jak starosta jest przekonany o tym, że doświadczenie zdobyte na stanowisku dyrektora szkoły, zaprocentuje w pracy samorządowej. Włodarz Pasymia kierował miejscową szkołą podstawową, a następnie Zespołem Szkolno – Przedszkolnym w sumie przez 16 lat.

DOŚWIADCZENIE PROCENTUJE

Wójt Wielbarka Grzegorz Zapadka dużą liczbę nauczycieli w samorządach tłumaczy tym, że jeszcze do niedawna w niewielkich, lokalnych społecznościach stanowili oni jedną z najlepiej wykształconych grup zawodowych. – Środowisk o w miarę dobrym przygotowaniu było niewiele – mówi wójt, dodając, że dopiero od niedawna sytuacja zaczęła się zmieniać. – Dziś pewnie jest inaczej, bo wykształcenie stało się powszechniejsze – uważa. Jemu również przydało się doświadczenie nabyte w czasie pracy w ośrodku szkolno-wychowawczym w Czarni. Z jednej strony dlatego, że jest to placówka dla dzieci o szczególnych potrzebach, z drugiej, ze względu na jej charakter polegający na całodobowej opiece nad uczniami.

– Była to w zasadzie taka mikrogmina z własną oczyszczalnią ścieków, ujęciem wody, magazynami, energetyką i kuchnią działającą bez przerwy – wspomina Grzegorz Zapadka. Zdaniem wójta, nauczyciele mają przygotowanie do pracy w samorządach ze względu na znajomość zagadnień oświatowych. – To się bardzo przydaje, bo dziś, skromnie licząc, 30 – 50% wydatków jest przeznaczanych na tę sferę – zauważa. Po drugie, pedagodzy muszą mieć doświadczenie w kontaktach z ludźmi, co w przypadku pracy w samorządzie ma niebagatelne znaczenie.

TRUDNE DECYZJE

Zdarza się jednak, że były nauczyciel po objęciu stanowiska wójta czy burmistrza musi podejmować wraz z radą trudne decyzje dotyczące oświaty, takie jak np. likwidacja szkół. Takie działania wdrożyła m.in. gmina Wielbark pod rządami obecnego wójta. Zlikwidowane zostały tu dwie szkoły – w Przeździęku Wielkim i Wesołowie. Czy włodarzowi wywodzącemu się ze środowiska nauczycielskiego łatwo przyszło podjęcie tych decyzji? – Z satysfakcją muszę stwierdzić, że obyło się bez niepotrzebnych złych emocji czy ludzi, którzy poczuliby się pokrzywdzeni – odpowiada wójt. Domyśla się, że kiedy obejmował urząd, ze strony nauczycieli mogły być pewne oczekiwania związane z ich traktowaniem. – Nie odczułem jednak jakichś silnych nacisków lobby nauczycielskiego – zapewnia.

KAŻDY DBA O SWÓJ INTERES

Inne spojrzenie na nauczycielski fenomen samorządowy ma radny powiatowy Szczepan Olbryś. Zastrzega, że nie jest przeciwny, aby ta grupa zawodowa miała we władzach swoich przedstawicieli, ale wskazuje, że nadmiar nigdy niczemu dobremu nie służy. – Nauczyciele są pracownikami budżetowymi i z budżetu żyją. Dlatego zawsze będą się interesować samorządem, bo ta instytucja ich finansuje – tłumaczy udział pedagogów w samorządach radny Olbryś. Według niego nie ma w tym nic dziwnego. – Każdy dba o własny interes – podkreśla. Ubolewa, że inne grupy zawodowe nie garną się do pracy w samorządzie. Zdaniem radnego, to wina panującego w kraju systemu, który odstręcza od tego np. ludzi, którzy osiągnęli sukces w biznesie. – Ich zniechęcają pewne procedury związane choćby z oświadczeniami majątkowymi. Jak biznesmen pokaże swoje dochody, to ryzykuje, że ludzie go nie wybiorą. Nauczyciele takiego problemu nie mają – przekonuje radny.

NIE ZAWSZE JEST RÓŻOWO

Janusz Koziński, prezes Okręgu Warmińsko-Mazurskiego Związku Nauczycielstwa Polskiego twierdzi, że relacje z włodarzami wywodzącymi się ze środowiska pedagogicznego nie zawsze układają się wzorowo. – Jest bardzo różnie. W pewnych kwestiach mamy odmienne stanowiska – mówi prezes, jako przykład podając szczycieńskie starostwo i sprawę liczebności klas w szkołach ponadgimnazjalnych. – Należy coś z tym zrobić, bo w naszej ocenie są one zbyt liczne. Zdarza się, że w jednym oddziale uczy się grubo ponad 30 uczniów – wytyka Janusz Koziński. Dodaje, że nie zawsze to, co się robiło poprzednio, przekłada się na działalność w samorządzie.

Ewa Kułakowska

{/akeebasubs}