Tydzień temu, opisując początek lata w Szczytnie, wspomniałem o sezonowej inauguracji działalności wieży ratuszowej. Czyli otwarciu obiektu dla turystów, jako widokowej atrakcji miasta. W felietonie skupiłem się na walorach krajobrazowych Szczytna i okolic. Czyli na tym, co widać przez okna najwyższej, wieżowej kondygnacji (odpowiednik 12. typowego piętra).

Salon wystawowy na ratuszowej wieży
Akwarelka A. Symonowicza na wernisażowym zaproszeniu

Dzisiaj zamierzam napisać o atrakcyjnym przygotowaniu pomieszczeń ratuszowej wieży, aby zwiedzający, poza panoramą miasta, mogli także doznać innych artystycznych wrażeń o charakterze poznawczym, czyli promującym Szczytno.

Wieża udostępniana jest turystom każdego lata, ale w roku bieżącym przystąpiono do realizacji zadania ze szczególnym pietyzmem. Pan Burmistrz zmobilizował do współdziałania wszystkich tych, którzy już wcześniej udowodnili, że potrafią coś zrobić w dziedzinie projektowania ekspozycji. Zależało mu, aby przekształcić pomieszczenia ratuszowej wieży w rodzaj wystawowego salonu. I tak się stało. Wzięliśmy się wspólnie do roboty. My, to znaczy wystawiennicy z Towarzystwa Przyjaciół Muzeum w Szczytnie oraz ekipa Miejskiego Domu Kultury. Z pomocą koordynacyjno-techniczną nowo powołanego w Urzędzie Miejskim Wydziału Promocji. Wyszło efektownie. Uroczyste otwarcie, czyli wernisaż z koncertem i poczęstunkiem, miał miejsce w czwartek 27 czerwca. Warto wieżę odwiedzić. Nie tylko dla jej walorów widokowych. Także interesujących ekspozycji.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} 

Na trzech kolejnych kondygnacjach wieży (na czwartej, widokowej, podziwiać można ogromne dzwony) przygotowano cztery atrakcyjne wystawy. Na poziomie pierwszym, już kilkanaście lat temu, wyeksponowano resztki elewacyjnych płaskorzeźb, a także artystycznej mozaiki, wydobytych z ruin zburzonego w roku 2006 kina „Jurand”. Później wystawę wzbogacono o oryginalny, dziś już zabytkowy, projektor kinowy oraz inny specjalistyczny sprzęt, używany przez długie lata w szczycieńskim MDK. Aktualnie ekspozycję uzupełniono plakatami filmowymi, oprawionymi w „antyczne”, drewniane ramy, jakie powszechnie stosowano w niegdysiejszych kinematografach.

Piętro wyżej mamy okazję obejrzeć niezwykle bogaty zbiór reprodukcji zabytkowych pocztówek ze starego, niemieckiego Szczytna. Tę kolekcję udostępnili zwiedzającym znani miłośnicy historii naszego miasta - Witold Olbryś oraz Mieczysław Rawski. Natomiast w niewielkiej salce obok, Miejski Dom Kultury zaprezentował sztukę współczesną. Pokazano tam, przede wszystkim, prace dzieci i młodzieży uczestniczących w zajęciach pracowni plastycznej, ale wyeksponowano także siedem artystycznych dzieł jednego z instruktorów młodzieży, znakomitego rzeźbiarza Michała Grzymysławskiego. Znam dość dobrze twórczość Michała. Niedawno pisałem o nim. A jednak zaskoczył mnie maestrią rzeźb pokazanych na wieży. Grzymysławski znakomicie potrafi rzeźbić „na ludowo”, a także tworzyć klasycznie wypracowane, realistyczne postacie, jakby żywcem przeniesione z dawnych epok (również rzeźby sakralne). Tym razem pokazał, że także nowoczesność formy nie jest dla niego żadnym nadzwyczajnym wyzwaniem. Wspaniały, wszechstronny artysta!

Trzecią kondygnację, podobnie jak przed rokiem, poświęcono Krzysztofowi Klenczonowi, choć obecnie całe wnętrze zaaranżowano nieco inaczej. Tej ekspozycji poświęcę trochę więcej miejsca, ponieważ jest to wystawa, która przypomina nam o dwóch wspaniałych twórcach. Słynnym muzyku i nie mniej słynnym fotografiku Marku Karewiczu, którego zdjęcia z lat sześćdziesiątych prezentują sylwetkę Krzysztofa Klenczona. Obaj panowie opuścili ten świat, ale pamięć o nich jest wciąż żywa. Obu poznałem osobiście, aczkolwiek Krzysztofa spotykałem raczej rzadko. „W przelocie” na niektórych festiwalach piosenki. Z Markiem natomiast łączyła mnie wieloletnia, stała znajomość i współpraca. Nie będę dzisiaj pisał o Krzysztofie Klenczonie, ponieważ tu w Szczytnie my wszyscy wiemy o nim wszystko. Natomiast wspomnę autora wyeksponowanych na wieży zdjęć - Marka Karewicza. Zacznę od tego, że Marek zmarł dokładnie rok temu, 22 czerwca. Akurat w dniu, kiedy na wieży montowaliśmy zeszłoroczną wystawę jego fotogramów. Fotogramów wykonanych do płytowych okładek zespołu „Czerwone Gitary”. Te zdjęcia Marek Karewicz przekazał Muzeum Mazurskiemu w Szczytnie w roku 1993. W latach sześćdziesiątych Marek był najpopularniejszym autorem okładek do płyt z utworami jazzowymi i bigbeatowymi. Niemal monopolistą. Fotografował muzyków podczas ich koncertów. Wkrótce stał się stałym fotoreporterem niemal wszystkich globalnych festiwali jazzowych. Fotografował największe światowe gwiazdy i błyskawicznie zyskał taką sławę, że genialny, niewidomy muzyk Ray Charles postanowił zatrudnić go na stałe. Przez dwa lata Ray Charles koncertował na największych światowych estradach, podróżując z nieodłącznym Markiem, jako swoim „nadwornym” fotografem. Wkrótce potem zaprosił Marka do wspólnych podróży najsłynniejszy światowy jazzman Miles Davis. Jeden z wykonanych wówczas fotograficznych portretów mistrza tak spodobał się Davisowi, że zamówił on gigantyczną odbitkę fotogramu i zawiesił ją na elewacji drapacza chmur nowojorskiego Manhattanu. Ten portret wisiał przez kilka miesięcy.

Klenczon na zdjęciach Karewicza. Tę wystawę naprawdę warto obejrzeć. A także ekspozycje opisane wcześniej. Namawiam.

Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}