i góreczki. W dzieciństwie wszystkie okoliczne górki w Szczytnie były moje. Pierwsza tuż przy domu na ulicy Konopnickiej, kolejna za Melioracją i największa w centrum mojej ulicy. Każda z nich swój zjazd kończyła na Jeziorze Małym Domowym.

Saneczki...
Na zdjęciu z lewej pracownicy „Społem” podczas kuligu w Kobyłosze, styczeń 1995 r. Z prawej „Kręcioły” na sankach w Wawrochach

Czasem robiliśmy wyprawy na Kamienną Górę na Kamionku i tam zjazd kończył się na Dużym Domowym. Jeździliśmy parami, samodzielnie i na koguta. Oczywiście na sankach, tornistrach i takich konstrukcjach z desek, do których przybite były łyżwy. Oj, działo się, działo. Gdy nastawała zima, to szaleństwo trwało aż do wiosny. Wielokrotnie wspominałam, że takie zimy, jak tegoroczna były czymś normalnym i oczywistym. Jeździłam na sankach i byłam na nich wożona. Najmilej jednak wspominam nasze rodzinne, nocne zjazdy na sankach wprost pod sam dom. Wracając od dziadków z ulicy Suwalskiej, siadaliśmy na nie na szczycie ulicy Śląskiej i mknęliśmy aż na ul. Konopnickiej. To ojciec odpowiadał za to, by w odpowiednim momencie tak zahamować butami, byśmy skręcili w lewo. Kilka razy tak się zdarzyło, że pędu sanek nie mógł wyhamować i wówczas zatrzymywaliśmy się za browarem. Ale to nie stanowiło problemu, bo i tak dzieci opatulone kocami miały frajdę i były dowiezione pod sam dom. Przeżyłam też zimę 100-lecia, więc pamiętam tunele, którymi chodziłam, gdy musiałam wyjść z domu. Miałam wówczas 18 lat i nie zapomnę wyprawy na pocztę, bo akurat musiałam nadać list. Pamiętam też hałdy śniegu zmieszanego z piaskiem i żużlem, które podczas pamiętnej zimy wywożono i składowano na plaży miejskiej. Umawialiśmy się tam z paczką znajomych i udawaliśmy, że wędrujemy po kraterach księżyca.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} 

Zabawę na saneczkach przeżywałam podczas pracowniczych kuligów. Wielokrotnie organizowane były na Kobylosze. Jechaliśmy tam służbowymi żukami zaopatrzeni w kiełbasy, pieczywo oraz piwo na grzańca. Ówczesna kierowniczka Ośrodka Wypoczynkowego w Kobylosze Pani Daniela Balcerzak specjalnie dla nas otwierała wrota świetlicy i czuwała nad bezpiecznym przebiegiem biesiady przy ognisku. Niestety z tych pracowniczych wypadów nie mam dobrych wspomnień. Otóż pewnego razu zerwał się sznurek i sanki niczym domino wpadały jedne na drugie i ja wówczas tak wyrżnęłam kolanami, że sińce nosiłam przez dwa miesiące. Na szczęście nic mi się poważnego nie stało, a gdy jako znieczulenie dostałam szklanę grzanego piwa o bólu zupełnie zapomniałam, pląsając z innymi wokół ogniska. Innym razem jakiś dowcipniś rzucił gałą zmrożonego śniegu tak niefortunnie, że trafiła mnie ona w twarz. Wówczas przez wiele dni musiałam tłumaczyć, że to nie efekt przemocy w rodzinie, tylko wyprawy na kulig. Jednak mimo wszystko, gdy oglądam zdjęcia z tamtych wypraw, to na nich widać, że wszyscy bawili się świetnie. Wiadomo, kulig zawsze kończyła biesiada przy ognisku i zajadanie upieczonej w nim kiełbaski.

Miło wspominać saneczki i okoliczne góreczki

Przyznaję szczerze, że po tych dwóch niefortunnych incydentach najlepiej czułam się w roli Oleńki, gdy w rolę Kmicica wcielał się odpowiedzialny i zawsze pełen humoru gospodarz z Wawroch – Zdzisław Kobus. Na saniach ciągniętych przez koniki czułam bezpieczeństwo i wygodę. Oczywiście Oleńkami zostawały wszystkie moje koleżanki, ale najdostojniejszą i najbardziej rozpoznawalną była Ela Kobus – pani na zdziśkowych włościach. Nasze „kręciołowe” grono gościny zażywało w Wawrochach wielokrotnie, a kolega Włodzio dzielnie wszystko nagrywał. Pewnego dnia postanowił kamerę oddać w zacne ręce i pozwolił, by zrobiono z niego prawdziwego kręciołka. Wówczas na leśnej polanie podczas wygłupów wypadły Włodziowi klucze z kieszeni. Odkrył to przy ognisku. Prawdopodobieństwo, że je odnajdzie było zerowe. Na szczęście moment wypadania kluczy uchwyciła kamera i oczywiście zostały odnalezione. Zimowe zabawy dostarczały radości wiele. Miło wspominać saneczki i okoliczne góreczki. Nadal istnieją widzę jak na nich dzieci szaleją. Żegnaj zimo na rok, już wiosna robi pierwszy krok!

Grażyna Saj-Klocek{/akeebasubs}