Przed tygodniem napisałem felieton na temat satyry i dowcipu. Ze szczególnym uwzględnieniem ich odmiany politycznej. Z tym, że skupiłem się na polskiej specyfice tego rodzaju żartów. Dzisiaj chciałbym temat nieco rozszerzyć. Dodać kilka przykładów, także spoza Polski. Powszechnie wiadomo, że poczucie humoru poszczególnych narodów różni się między sobą. Zatem postaram się przybliżyć czytelnikom owe satyryczne niuanse.

Satyry i dowcipy - ciąg dalszy
Prezydent Ronald Reagan. Mistrz politycznej riposty

Zacznijmy od humoru brytyjskiego. Anglicy są niesłychanie autoironiczni. Nie traktują siebie zbyt poważnie. Ponadto świetnie operują całkowitą abstrakcją. Przypomnę choćby filmowe wyczyny cyrku Monty Pythona. W Polsce abstrakcyjny dowcip nie zawsze jest zrozumiały. Opowiadał mi Stanisław Tym, że w czasach, kiedy jeszcze jeździł po polskich miasteczkach i występował na licznych estradach, stosował specjalny test dla rozpoznania poziomu wyczulenia publiczności na żart abstrakcyjny. Otóż zaczynał on swój program od następującego dowcipu: - Biały Amerykanin przyjechał do miasta, w którym funkcjonował hotel wyłącznie dla czarnoskórych. Jednak gdzieś przenocować musiał, zatem wysmarował sobie twarz czarną pastą i udał się do owego hotelu. Wynajął pokój i poprosił recepcjonistkę o poranne budzenie. Wszystko przebiegło sprawnie. Rano zadzwonił telefon. Gość poleciał do łazienki i usiłował zmyć czarny barwnik. Szorował buźkę i szorował, ale bez rezultatu. Okazało się, że recepcjonistka nie tego obudziła. Reakcja miejscowej publiczności na ową zabawną bzdurkę była dla Tyma wskazówką, na jaki rodzaj żartów może sobie pozwolić.

Całkowite przeciwieństwo wysublimowanego poczucia humoru Brytyjczyków stanowi żart niemiecki. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Z reguły prosty i zrozumiały dla wszystkich, co wcale nie oznacza, że jest bezwartościowy. Polecam obejrzenie filmu „Kabaret”. Wprawdzie zrobionego przez Amerykanów, ale opisującego Niemców. A co do Ameryki, to warto nieco więcej napisać o poczuciu humoru mieszkańców USA. W tym wielkim kraju dozwolony jest każdy rodzaj żartu. Jeśli chodzi o dowcip polityczny, to można dowolnie kpić z każdego, nawet prezydenta. Zresztą tamtejsi prezydenci, w swoich przemówieniach, zawsze starają się być dowcipni. Poczucie humoru jest bardzo cenione pośród politycznych elit Ameryki. Podam przykład. Ronald Reagan, kiedy kandydował na prezydenta, odbył debatę ze swoim rywalem Walterem Mondalem. Reagan miał wówczas 70 lat. Zatem został złośliwie spytany, czy nie jest za stary na tak poważny urząd. Odpowiedział natychmiast: - Wcale nie. Nie zamierzam wykorzystywać, w celach politycznych, młodości i braku doświadczenia mojego kontrkandydata. Dodajmy, że Mondal nie był już młodzikiem. Miał bodajże lat 57. Reagan zawsze znany był z celnej riposty. Ale podam inny przykład. Znacznie bardziej wredny. Kiedy prezydentem USA został Gerald Ford (1974), to jego poprzednik Lyndon Johnson często publicznie go krytykował. Kiedyś powiedział tak: - Ford jest tak ograniczony, że nie może jednocześnie żuć gumy i chodzić. Będąc przy prezydentach USA, mam ochotę opowiedzieć skąd (prawdopodobnie, bo historycznej pewności nie ma) wziął się powszechnie stosowany na świecie zwrot O.K., czyli o-kej. Podobno Andrew Jackson, 7. prezydent USA (1829-1837), akceptując treść przygotowanego dla niego dokumentu, powiedział do swojego zastępcy „all correct”, co oznacza „wszystko prawidłowo”. Ale, że fonetycznie brzmi to „oll korekt”, napisał pod dokumentem litery O i K. Był to żart, ale jakże się przyjął na całej kuli ziemskiej.

To na razie tyle o amerykańskich żartach politycznych. Ale Amerykanie, podobnie jak Anglicy, potrafią także żartować z siebie. Oto przykład kawału. W szkole w Chicago nauczyciel historii opowiada o wojnach Rzymian z Żydami. Nagle mały John pyta: - A po czyjej stronie byli wówczas Amerykanie? I jeszcze jeden dowcip chicagowski. Tym razem ze środowiska polonijnego. Wycieczka Amerykanów zwiedza zamek w Polsce. - Do jakiego filmu budowaliście ten zamek? - pyta amerykański turysta. - Proszę pana, ten zamek pochodzi z czternastego wieku! - O, to u was już wtedy były kina?

Jeszcze kilka zabawnych żartów. Pierwszy z nich polityczny. Zabytkowy. Rodem z ZSRR: - Jaka jest różnica między demokracją, a demokracją socjalistyczną? - Mniej więcej taka, jak między krzesłem, a krzesłem elektrycznym. Warto także przypomnieć, ku uciesze seniorów, coś z peerelowskiej serii kawałów o blondynkach, albo milicjantach. Blondynki oszczędźmy. Zatem o mundurowym. Milicjant w komisariacie odbiera teleks. Czyta go kilka razy, po czym zamiata podłogę, rozbiera się do naga i wybiega na ulicę. W tekście napisano: „zamieć i gołoledź na E-22”. Na zakończenie jeszcze jeden żarcik z PRL. Mój ulubiony. W sklepie warzywnym klient prosi o jedną brukselkę. - Jedną? - dziwi się sprzedawca. - Tak, bo to do gołąbków z przydziałowego mięsa.

I to byłoby na tyle. Smacznego!

Andrzej Symonowicz/fot. www.whitehouse.gov{/akeebasubs}