Nic nie stało na przeszkodzie, aby obok schodów prowadzących z ul. Konopnickiej nad małe jezioro zaprojektować pochylnię dla kobiet z dziećmi w wózkach oraz osób z niepełnosprawnościami. Tak uważa kierownik budowy Jerzy Balcewicz, który dziwi się, że tego typu udogodnienia nie uwzględniono w projekcie.

Schody zrobione bez wyobraźni i empatii
Wykonane za ponad 170 tys. zł schody nie uwzględniają potrzeb osób z niepełnosprawnościami oraz matek z małymi dziećmi. Mimo to burmistrz Mańkowski jest z nich bardzo dumny

BURMISTRZ PRZEPRASZA W IMIENIU MIESZKAŃCÓW

Ostatnia miejska inwestycja, budowa schodów z ul. Konopnickiej prowadzących nad małe jezioro, odbiła się głośnym echem wśród mieszkańców. Powodem jest brak zjazdów. Wielu szczytnian nie może się nadziwić, dlaczego warte ponad 170 tys. zł zadanie nie uwzględnia potrzeb osób z niepełnosprawnościami oraz matek z małymi dziećmi. Zagorzała dyskusja na ten temat przetoczyła się przez media społecznościowe. Internauci zwracali uwagę, że w dokumentach przetargowych była mowa o tym, że inwestycja ma być dostępna dla niepełnosprawnych.

Głosy krytyki oburzyły burmistrza Szczytna Krzysztofa Mańkowskiego{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} , który podczas sierpniowej sesji Rady Miejskiej odniósł się do stawianych zarzutów. - Burmistrz i urzędnicy muszą pracować w granicach prawa. To, co wydaje się mieszkańcom, że można zrobić, zupełnie inaczej wygląda ze strony urzędników i nie dlatego, że są niewykształceni i są durniami – mówił włodarz, tłumacząc, że na wykonanie podjazdu w tym konkretnym przypadku nie pozwoliły przepisy. - Schody zostały zrobione zgodnie z projektem, który tam nie pozwalał na zjazdy - twierdził Mańkowski, zapewniając, że 70% małego jeziora jest dostępne dla osób niepełnosprawnych. Jednocześnie, w imieniu mieszkańców, przepraszał urzędników za negatywne komentarze pod ich adresem.

WYSTARCZYŁO POGŁÓWKOWAĆ

Zdaniem burmistrza, małe jezioro jest dostępne dla osób niepełnosprawnych w 70%. A tak ta „dostępność” wygląda od strony ul. Konopnickiej

Czy rzeczywiście przy realizacji tej inwestycji nie dało się uwzględnić potrzeb osób z niepełnosprawnościami i matek z dziećmi? - Dałoby się, tylko przed projektowaniem trzeba było usiąść i trochę pogłówkować – odpowiada kierownik budowy Jerzy Balcewicz, były kierownik Rejonu GDDKiA w Szczytnie. Jego zdaniem wystarczyłoby nieco przesunąć schody w kierunku prokuratury, a obok nich, przy hali sportowej Zespołu Szkół nr 1 zaprojektować pochylnię prowadzącą do ścieżki wokół jeziora. Według niego schody zaprojektowali ludzie młodzi i zdrowi, którym problemy osób niepełnosprawnych nie leżą na sercu. Przy okazji dzieli się swoimi obserwacjami sprzed kilku dni. - Patrzyłem na to, co się tam wyczynia. Rowerzyści zjeżdżają po skarpie obok schodów, chodzą tamtędy też matki z dziećmi, co w żadnym razie nie jest bezpieczne – zauważa nasz rozmówca. Ostrzega, że jak przyjdzie większa ulewa, to od strony hali sportowej woda będzie się przelewać przez krawężniki i tworzyć błotniste rozlewisko, tak jak to miało miejsce przed remontem.

CZY POŻAŁOWALI KASY?

Czym tłumaczyć nieuwzględnienie w projekcie ułatwienia dla osób z niepełnosprawnościami, co dziś, przy realizacji wszelkich inwestycji, powinno być standardem? Jedyna odpowiedź, która się nasuwa, to chęć zaoszczędzania środków finansowych. Jednak zdaniem Jerzego Balcewicza koszt pochylni nie byłby aż tak wysoki. - Wyszłoby to o jakieś 50 tysięcy drożej. Na pewno nie byłoby to drugie tyle, ile kosztowały same schody – szacuje kierownik budowy. - Jeśli już miasto zdecydowało się na taką inwestycję, to należało ją wykonać może trochę drożej, ale porządnie – przekonuje pan Jerzy.

SKĄD TE 70%?

Kierownika dziwi informacja podana przez burmistrza, że małe jezioro jest w 70% dostępne dla osób z niepełnosprawnościami. - Jak on to obliczył? Od strony długiej przecież ul. Konopnickiej dostępność jest zerowa. Wszystkie schody są tam bez pochylni. Pierwsza jest dopiero na ul. Jeziornej, ale tam spadek wynosi aż 10% - zauważa Jerzy Balcewicz, dodając, że z tej strony miasta jezioro jest dostępne dla rowerzystów, niepełnosprawnych i matek z dziećmi tylko od ul. Mickiewicza, naprzeciwko browaru.

Warto przy okazji dodać, że wszystkie pozostałe zejścia do jeziora od strony ul. Konopnickiej są w opłakanym stanie i nawet sprawnej osobie trudno je pokonać bez obawy o własne bezpieczeństwo. Wydawać by się więc mogło, że skoro miasto wykonuje już jedno zejście, to powinno ono być zrobione należycie, z uwzględnieniem potrzeb najsłabszych.

Podczas sesji burmistrz stwierdził, że inwestycja została już odebrana. To nie było prawdą. Jak powiedział nam Jerzy Balcewicz, odbiór schodów miał nastąpić dopiero w tym tygodniu.

Ewa Kułakowska

 

DLACZEGO NIKT NAS NIE ZAPYTAŁ?

Stanowiska dla wędkarzy okazały się kompletnym niewypałem. Nie chcieli z nich korzystać nawet uczestnicy zawodów wędkarskich o Puchar Burmistrza

Budowa schodów prowadzących z ulicy Konopnickiej do ścieżki wokół jeziora to już kolejny bubel firmowany przez burmistrza Mańkowskiego. Przypomnijmy, że na początku kadencji przyszedł mu do głowy pomysł wybudowania stanowisk dla wędkarzy łowiących ryby w małym jeziorze w Szczytnie. O tym, że na tę inwestycję wyrzucono w błoto publiczne pieniądze mogliśmy się przekonać chociażby podczas rozgrywanych dwa tygodnie temu zawodów o Puchar … Burmistrza Szczytna. W rywalizacji uczestniczyło 25 zawodniczek i zawodników, ale żaden nie skorzystał z ponad 30 stanowisk. Zlokalizowano je bowiem zbyt daleko od linii brzegowej. - Żeby z nich łowić ryby, wędkarze musieliby mieć jakieś gigantyczne wędki – tłumaczy Henryk Zembrzuski, skarbnik koła 74 PZW okręgu mazowieckiego w Szczytnie, sędzia zawodów. Dziwi się, że nikogo z ich koła nie zapytano o opinie przed budową stanowisk, bo wtedy może udałoby się zapobiec kuriozalnej sytuacji. - A tak mamy niewypał – podsumowuje ekspert wędkarski.

(o){/akeebasubs}