Korzystając z poprawy pogody mieszkańcy miasta i okolic wybrali się na spacer ścieżką pieszo-rowerową nad dużym jeziorem. Zaraz po tym meldowali w redakcji i to z miłym zaskoczeniem, że szlak jest już prawie ukończony. Faktycznie, gdy zjawiliśmy się na miejscu, zauważyliśmy, że po garbie, czyli wielkim nasypie nie ma już śladu, a robotnikom układającym kostkę pozostało do zamknięcia ścieżki w pełny okrąg zaledwie kilkadziesiąt metrów - fot. 1. Roboty trwają już od miesiąca. Przypomnijmy, że wykonuje je miejscowy oddział firmy „PUDIZ”, zaś stary wykonawca zajmuje się obecnie naprawianiem usterek na swoich odcinkach. Fachowcy pracujący przy ścieżce najpierw usunęli wspomniany wielki nasyp, który miał za zadanie osiąść pod własnym ciężarem i ustabilizować należycie podłoże. - Wywieźliśmy ok. 2 000 ton gruntu - mówi majster Marek Pietrzak. Teraz, jak dodaje, robota z układaniem kostki posuwa się szybko. Pobocza ścieżki umocnione są na tym nowym odcinku gabionami, czyli skrzyniami wykonanymi z metalowej siatki, w której zamknięte są kamienie (konstrukcje takie znane są z małego jeziora i okolic mola na miejskiej plaży). Gabiony wyglądają efektownie, co zapowiada, że ten fragment szlaku stanie się bodaj najbardziej atrakcyjnym odcinkiem, w dodatku z obu stron otoczonym wodą.
{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
GDZIE TA RURA?
Naszych Czytelników, którzy w miniony weekend spacerowali prawie już ukończoną ścieżką zaniepokoił jednak fakt taki - brak rury, która umożliwiała przepływ wód z dużego jeziora na rozlewiska po drugiej stronie, stanowiące tarliska ryb. - Wystawała ona prawie na metr z obu stron ścieżki, a obecnie wcale jej nie widać - martwił się pan Ireneusz, pełen obaw, że rura została przygnieciona kamieniami umacniającymi skarpy. W tym miejscu musimy uspokoić Czytelników, bo rura na pewno jest! Trudno ją dostrzec, bo jej końcówki zostały przycięte w jednej płaszczyźnie z gabionami i nic już teraz nie wystaje, bo i sterczeć ze skarpy nie powinno - fot. 2. Jak mówią nam robotnicy budujący ścieżkę, parę dni temu przepychali rurę, bo była mocno zamulona. O dziwo woda zaczęła wówczas płynąć nie w kierunku Szczycionka, a odwrotnie do dużego jeziora. Dodajmy jeszcze, że widoczna u góry zdjęcia (fot. 2) goła ziemna skarpa nad gabionami zostanie oczywiście obsiana trawą. Z zamknięciem ścieżki w pełen okrąg „PUDIZ”, jak zapewnia, upora się szybko i z końcem bieżącego tygodnia powinien nastąpić finał. Z kolei władze miasta planują uroczyste oddanie szlaku do użytku na początku września. Kiedy to dokładnie nastąpi jeszcze nie wiadomo, ale jak zapewnia wiceburmistrz Krzysztof Kaczmarczyk odbędzie się wówczas jakiś koncercik oraz sportowe zawody.
WENUS NA RUINACH
W poprzednim „Kurku” przy okazji freestylowego święta młodzieży pisaliśmy, że młodzi organizatorzy zadbali nie tylko o należyte przygotowanie areny sportowej, ale także o odpowiednią oprawę artystyczną imprezy. Ruiny zamku, pod którymi rozgrywano szereg sportowych konkurencji zostały ciekawie ozdobione rzeźbami Bartosza Myślaka. Niestety, z braku miejsca nie udało się wówczas dołączyć zdjęć, co obecnie nadrabiamy - fot. 3. Postać z lewej to w naszej, wolnej interpretacji staropruska Wenus, siedząca na ruinach krzyżackiego zamczyska.
Siedziby rycerzy, którzy podbili pruskie ziemie, ale teraz to jednak Wenus triumfuje. Niby z pozoru to nic takiego, ale trzeba podkreślić, że rzeźby uatrakcyjniły dobrze znany wszystkim obiekt i znów, choć tylko w dwa weekendowe dni, ruiny wzbudzały zaciekawienie, tak miejscowych, jak i turystów. Wydaje się zatem, że podobne działania powinny być organizowane przez miejskie władze i to co tydzień. W wakacje mamy raptem 8 weekendów, więc nie byłby to ogromny wysiłek, a tego typu artystyczne instalacje przyciągnęłyby zapewne ciekawskich na zamek. Artystów miejscowych i okolicznych mamy trochę, więc na ruinach mogłyby być wystawiane nie tylko rzeźby, ale obrazy i fotogramy, oczywiście odpowiednio zabezpieczone przed opadami. Byłyby to takie letnie galerie pod chmurką. A może i muzeum pomyślałoby o jakiejś wystawie na powietrzu?
MADE IN HONG KONG
Innym, tym razem bardziej trwałym artystycznym pokłosiem freestylowego pikniku jest takie oto dzieło, które pokazujemy jeszcze w fazie tworzenia - fot. 4. Autorem tego graffiti jest Winston Lau, Chińczyk z Hong Kongu, artysta malarz młodego pokolenia, znany w świecie. Tak oto w Szczytnie, a właściwie pod miastem, bo w Korpelach znalazło się oryginalne dzieło twórcy z dalekiego wschodu, co jest zapewne ewenementem na skalę kraju i powinno być wymieniane w turystycznych przewodnikach. Wyjaśnijmy jeszcze, że aby zaprosić Winstona Lau na piknik, organizatorzy nie musieli udawać się do Hong Kongu, a do niedalekiego Targowa, gdzie przebywał on na plenerze malarskim u rodzimego artysty Andrzeja Cisowskiego.
JAŚ I MAŁGOSIA ZAGUBIENI W LESIE
Skoro już obracamy się wokół artystycznej tematyki, zadajmy pytanie czy możliwe jest obcowanie z prawdziwą sztuką w lesie, np. w trakcie zbierana jagód, albo grzybów? Każdy kto by się uśmiechnął, słysząc takie niby niedorzeczne pytanie, byłby jednak w błędzie. Okazuje się, że na Mazurach jest wszystko możliwe. Przez kilka dni buszujący w lasku rozciągającym się przy drodze Dębówek - Kobyłocha mogli natknąć się na efektowne, nadnaturalnej wielkości postacie dziewczynki i chłopca, które szczególnie ciekawie prezentowały się po zmroku - fot. 5.
Według interpretacji zdumionych grzybiarzy byli to Jaś i Małgosia zagubieni w lesie, ale tak naprawdę figury wyobrażały parę uczniowską z nieistniejącej, bo spalonej szkoły w Kobyłosze. Na zdjęciu (fot. 5) siedząca postać to Marek Grochowalski, współautor dzieła. Rzecz powstała na warsztatach rzeźbiarskich prowadzonych w ramach opisywanego w „Kurku” projektu „Szkoła, die Schule”, a realizowanego przez stowarzyszenie „Anima”. Dzieło to, czego chyba nie trzeba dodawać, wywierało mocne wrażenie na miejscowych i turystach.
PUSZCZAŃSKI POTWÓR
Jak było wyżej, postacie Jasia i Małgosi, niby to zagubionych w lesie, budziły zdumienie i podziw, ale co wówczas powiedzieć o kolejnej niespodziance, czyli puszczańskim straszydle o połyskujących rubinowo trzewiach - fot. 6. Na szczęście, oprócz „Kurka” po lesie nocą nikt nie chodzi, najwyżej przemykają dzikie zwierzaki.
Jednak gdyby jakiś śmiałek, albo kłusownik natknął się po zmroku na czyhającą w gęstwinie taką poczwarę, byłby chyba o krok od zawału serca. Ów potwór, jak sądzimy, wzięty z dziecięcych wyobrażeń uczniów szkoły zbudowanej w lesie jest kolejnym dziełem powstałym podczas wspomnianych warsztatów. Odbywały się one w Nowinach pod kierunkiem autora pruskiej Wenus, czyli Bartosza Myślaka. Niestety, rzeźby z lasu już znikły. Na szczęście nikt ich nie ukradł, ale aby temu zapobiec zostały zabrane. Na razie ich dalszy los nie jest znany, tzn. nie wiadomo gdzie staną na dłużej, bo członkowie „Animy” aktualnie rozważają tę kwestię.
ŚLEPE LUSTRO
Przy skrzyżowaniu ul. Ogrodowej z ul. 3 Maja od dawien dawna wisi lustro. Widoczność bowiem w kierunku tej drugiej ulicy, przy której stoi budynek Powiatowego Urzędu Pracy, jest mocno ograniczona. Wynika to stąd, że siedziba PUP, jako jedyna w mieście ma ciekawy element architektoniczny - arkady, no i one choć piękne, zasłaniają widok w głąb ulicy. Ruch w tym miejscu nie jest zbyt duży, a mimo to często dochodzi do zatorów - fot. 7. Dzieje się tak dlatego, że auta nadjeżdżające od strony ul. Kościuszki zatrzymują się na dłużej i bardzo powoli ruszają, gdyż niestety, nie widzą kompletnie pojazdów nadjeżdżających od strony arkad. Dlaczego - oto w lustrze nic praktycznie się nie odbija.
Nie dlatego, że mamy tu do czynienia z samochodami-widmami, a zniszczoną lustrzaną taflą - fot. 8. Stan taki utrzymuje się bodaj jeszcze od ubiegłorocznej zimy. Informowaliśmy o tym Urząd Miejski, ale jakoś jak dotąd nie doczekaliśmy się obiecanej naprawy. Tymczasem nieomal doszło w tym miejscu do wypadku. Mało brakowało, a samochód nadjeżdżający od strony ul. Kościuszki uderzyłby auto jadące spod arkad. Choć te miało pierwszeństwo przejazdu nie było w ogóle widoczne w lustrze, a i kierowca zapomniał o włączeniu dziennych świateł. Gdyby te były zapalone, jakiś refleks pewnie by się odbił nawet w uszkodzonej tafli.
{/akeebasubs}
