Niewiele już brakuje do zakończenia jednej z najciekawszych miejskich inwestycji, czyli budowy szlaku pieszo-rowerowego wokół dużego jeziora. Pisaliśmy o tym przedsięwzięciu szeroko, zwracając uwagę na różne aspekty, nie tylko plusy, ale i minusy (podtopienia okolicznych posesji, odcięcie tarła, itp.). Jakby jednak nie było, szlak pieszo-rowerowy wrasta już w miejski i gminny krajobraz i cieszy się dużym powodzeniem. Wystarczy, że tylko pogoda jako tako dopisze i zaświeci słońce, a na ścieżkę rusza spora liczba chętnych, którzy gdyby nie możliwość spacerowania, pozostaliby zapewne w domach - fot. 1.
Nad jeziorem widać zatem rowerzystów, pieszych i nawet co bardziej wysportowane osoby na łyżworolkach. Do tego należałoby dodać jeszcze i tych, którzy usiłują dostać się na ścieżkę z wysokiego zbocza (fot. 1 - sylwetki w czerwonym otoku). Na zdjęciu przedstawiony jest teren leżący poza obszarem miejskim - są to okolice Kamionka. Cóż, ani pomysłodawcy, ani projektanci nie uwzględnili zejścia w tym miejscu, a przecież Kamionek to osada ludna i wielu miejscowych także chce pospacerować. Na szczęście, jak obiecuje nam Sławomir Wojciechowski, wójt gminy Szczytno, błąd projektowy zostanie naprawiony i już wkrótce powstanie w Kamionku eleganckie zejście.
Ruch na szlaku, jak wspomnieliśmy, panuje wielki, mimo że ścieżka nie została całkiem ukończona. Pod Nadleśnictwem Korpele pozostał jeszcze do zrobienia niezbyt długi odcinek, na który obecnie nasypywana jest ziemia - fot. 2.
OCALONE TARŁO
Końcowy fragment szlaku pieszo-rowerowego, mimo że nie wygląda zachęcająco i tak pokonywany jest przez bardziej wytrwałych spacerowiczów, a nawet rowerzystów. Mimo wszystko brną oni przez ów nie gotowy jeszcze odcinek, bo cóż to byłaby za wycieczka, gdyby jezioro nie zostało okrążone - fot. 3.
Przy okazji warto zwrócić uwagę na szczegół zaznaczony na zdjęciu czerwonym otokiem - to fragment rury, która wystaje spod nasypu. Zapewnia ona rybom i innej wodnej faunie komunikację miedzy jeziorem, a rozlewiskami, w których jak pisaliśmy wcześniej („KM” nr 11) wiosną obywają się tarliska ryb. Rozlewiska nie zostały zatem odcięte od jeziora, jak obawiali się tego wędkarze i miłośnicy przyrody, choć z tego, co zaobserwowaliśmy, to na razie z rury korzystają nie ryby, a żaby buszując w niej całymi gromadami.
KIEDY FINAŁ I JAK CHODZIĆ?
Spacerowicze chcieliby już od zaraz, wręcz natychmiast chodzić wokół dużego jeziora i mocno się niecierpliwiąc, pytają kiedy ścieżka będzie w pełni gotowa. Ba, nie tak szybko, bo nawożony grunt, z racji podmokłego podłoża musi się dobrze uleżeć. Jak informuje nas naczelnik Ilona Bańkowska z Urzędu Miejskiego, potrwa to aż lipca i dopiero potem zostaną położone płytki na tym ostatnim, biegnącym przy Nadleśnictwie Korpele fragmencie szlaku pieszo-rowerowego. Są też i odczytelnicze uwagi względem tego jak chodzić, a jak jeździć rowerem, bo na przeważających odcinkach ścieżki brakuje stosownego oznaczenia - fot. 4. Jak widać na zdjęciu najlepiej maszerować środkiem, bo wówczas nikt się nie przyczepi, że idziemy nieprawidłowo.
Żarty, żartami, ale jest to dość ważna kwestia, bo przecież chodzi o bezpieczeństwo. Dwie odrębne ścieżki są po to, aby ruch pieszy i rowerowy odbywał się bezkonfliktowo, by jedni nie wpadali na drugich. Jak nam wyjaśnia ratusz, szlak nie został jeszcze oddany do użytku, więc nie wszystko jest już gotowe - oznakowanie w swoim czasie na pewno się pojawi. Skoro jednak go nie ma, wyjaśnijmy, że mniej równa, ciemniejsza kostka jest dla pieszych, a gładsza i jaśniejsza dla rowerzystów. W związku z tym powróćmy jeszcze do zdjęcia - fot. 1 - choć nie ma na szlaku oznaczenia, wszyscy użytkownicy poruszają się prawidłowo... Ale czy na pewno? Są co do tego pewne wątpliwości. Chodzi o jazdę dziewczyny na łyżworolkach - czy powinna ona, tak jak to robi, poruszać się po szlaku dla rowerzystów, czy też może dla pieszych?
BANER NADE WSZYSTKO!
Pani Halina spod siedemnastki przy ul. Kościuszki od 20 lat prowadzi piękny przyblokowy ogródek. Sama jedna, bez niczyjej pomocy. Wszystko robi własnoręcznie, sadzi, pielęgnuje, podlewa i grabi, także kupuje sadzonki za własne pieniądze i nic nie chce od nikogo, tyle żeby przynajmniej nie niszczono efektów jej wysiłków. Ogródek jest nawet dość spory, bo składa się z trzech osobnych kwater i został już przygotowany do wiosny.
Niestety, w ubiegłym tygodniu zjawili się na nim jacyś ludzie i zabrali się do zawieszania reklamowego banera - fot. 5. Do dzieła zabrali się bezceremonialnie i podczas zawieszania żółtego cholerstwa poniszczyli ozdobne krzewy, które pani Halina pielęgnowała od lat, m. in. różanecznik, forsycję i jaśmin. Najbardziej opiekunkę ogródka zabolał sposób wykonania tej roboty - nie upiłowali, czy nie przycięli krzewów sekatorami, a po prostu brutalnie poobłamywali im gałązki. Co gorsza potem ich nawet nie uprzątnęli (byłby to za duży wysiłek?), a upchnęli za choinkami, tuż pod banerem - fot. 6.
Jak to skomentować? Postępowanie owych „fachowców” to rzecz zadziwiająca. Powiesili baner na obskurnej ścianie tuż nad ziemią, jakby wyżej nie było można i w dodatku, aby nie zasłaniały go ozdobne krzewy, pouszkadzali je i tyle! Ręce same się załamują, a ponadto widząc efekty pracy owych ludzi nie można mieć pewności jak solidnie umocowali baner - szczęście, że wisi tak nisko, więc w razie czego, nikomu na głowę nie spadnie.
{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
ŚWIERGOTLIWY STRASZAK
U schyłku zimy opisywaliśmy m. in. ozdobną tablicę, która stoi w parku na małym jeziorem i przedstawia historyczny widok miejsca oraz krótki jego opis w kilku językach. Rzecz niby ozdobna, sprawiała zgoła przeciwne wrażenie, stając się kompletnie nieczytelną z powodu utytłania ptasimi ekskrementami.
Niby jest obecnie w nieco lepszym stanie, ale i tak pozostawiającym wiele do życzenia - fot. 7. Tak w ogóle, to park zanieczyszczają w głównej mierze okropne kawki, które nocują sobie na okolicznych drzewkach, brudząc wówczas wszystko wokoło. Kilka lat temu donosiliśmy, że miasto znalazło sposób na przegnanie tych ptaszysk z parku. W 2009 r. zakupiło specjalne elektroniczne urządzenie, które emitując dźwięki o rozmaitych częstotliwościach miało odstraszać natrętne kawki. Bywało z tym rozmaicie, bo ptaki z czasem zaczęły je ignorować – po prosu się przyzwyczaiły. Teraz urządzenie pojawiło się znowu - fot. 8. Jak mówi nam Krystyna Lis z Urzedu Miejskiego zmieniono w nim kartę, i teraz wydaje ono bardziej agresywne dźwięki.
Brzmią tak naturalnie, że spacerowicze biorą je za rzeczywiste odgłosy, gdy tymczasem jest to świergot elektroniczny i to, mimo małych rozmiarów pudełka, dość donośny. Czy tym razem skutecznie odstraszy okropne kawki? Cóż, odpowiedź przyniesie czas.
{/akeebasubs}
