... torebeczka i pobita buteleczka. Do noszenia i pakowania zakupów dawniej używano uplecionych z żyłki albo sznurka siatek.

Siateczka...
Emerytowana wiceprezes ds. handlu w „Społem” Marcjanna Dobrońska z firmową reklamówką

Były mocne, funkcjonalne i wygodne, ale tak skonstruowane, że sploty ukazywały całą gamę niesionych sprawunków. W taką siatkę pakowano np. puste butelki i wędrowano po mleko, maślankę, śmietanę. Gdy się szło z zakupami, to każdy widział co zostało kupione. Srebrny kapsel zdradzał zakup zwykłego mleka, a niebieski maślanki. Więc nic dziwnego, że niesione produkty poddawane były komentarzom. Wiedzieliśmy kto pije maślankę, a kto spija śmietankę. Oczywiście butelki każdorazowo były szorowane specjalnymi szczoteczkami, a te bardziej zapuszczone traktowano ziarnkami ryżu – docierały w każdy zakamarek.

Za butelki pobierano kaucję, więc były szanowane i opłacało się je zwrócić, by odzyskać kasę. Opłacało się też zbierać butelki, by trochę zarobić. Wiadomo, że wiele butelek pobiłam, ale nigdy nie płakałam z powodu rozlanego mleka, bo i tak więcej w nim było wody. Z czasem problem jakości niesionego mlecznego produktu przestał być tematem snutych sugestii, ponieważ w sprzedaży pojawiły się plastikowe, kolorowe nakładki, które szczelnie chroniły aluminiowe kapselki i każdy, kto pił mleko i tak był wielki. Mleko piłam w domu i w szkole. Podczas przerw biegaliśmy też do sklepu na szybki kefir i suchą bułkę.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

Gdy w szkole urządzano wieczorki taneczne, to aluminiowe zwoje wprost z Zakładu Mleczarskiego w Szczytnie trafiały na ściany i stanowiły fantastyczne dekoracje. Takimi taśmami ustrojone były sale, w których miałam szkolny półmetek i studniówkę. Natomiast szklane butelki w moim życiu były obecne bardzo długo, w nich kupowałam ulubioną oranżadę oraz syfon, natomiast z butelek po piwie sączyłam podpiwek.

W swojej kolekcji mam wiele siatek i torebeczek, i kilka pustych buteleczek

Z czasem siatki zastąpiły szmaciane torby, wreszcie pojawiły się reklamówki. W mojej ocenie najlepiej w przenoszeniu zakupów sprawdzały się właśnie torby, a najmniej reklamówki, gdyż uchwyty w nich często nie wytrzymywały. Ostatnio, gdy rozmawiałam z Panią Marcjanna Dobrońską, wieloletnią wiceprezes do spraw handlu „Społem” PSS, to temat opakowań stał się mottem przewodnim wspomnień. Pani Prezes powiedziała, że w siatce nosiła książki i zakupy, bo taka wówczas moda panowała. Dodała też, że w pewnym momencie zakupiła sobie dużą torebkę i mimo że wszystko w niej się mieściło, to zawsze dyżurna reklamówka też się w niej znajdowała. Dopytywałam też Panią Prezes w co pakowano towar w sklepach. Ze śmiechem wyjaśniła, że ryby w gazety, a inne produkty w szary papier o różnej grubości. Pakowizna dostarczana była do magazynu i rozwożona w belach po wszystkich placówkach. W sklepach załoga kroiła papier i układała na ladzie. Pani Dobrońska potwierdziła, że wówczas problemu z opakowaniem nie było, natomiast poskarżyła się, że w obecnych czasach nie można nigdzie kupić szarego papieru, by zapakować przeznaczoną do wysyłki paczkę. Długo rozmawiałyśmy, wspominając dawne czasy. Ja z sentymentem wyznałam jak to moja babcia w torby od cukru pakowała mi na drogę racuszki, a w torbę po mące agrest. Oczywiście do kanapek można było kupić papier śniadaniowy i takiego używaliśmy w domu. Natomiast pani Dobrońska uświadomiła mi, że w jej domu zakupowana była ryza przebitki i ten wówczas popularny produkt do pisania na maszynie miał inne zastosowanie. Był cienki, miękki i przyjazny dla kanapek. Jednak hitem zachowań pewnej klientki kupującej rybę, była prośba o książkę skarg i wniosków, ponieważ sprzedawczyni oznajmiła, że niestety papier się skończył. Przestraszona ekspedientka podała wiszący na sznurku zeszyt. Jakże się zdziwiła, gdy klientka wyrwała z niego dwie kartki i towar zapakowała. W tym miejscu aż się prosi, by przypomnieć słynne zachowanie niezadowolonego klienta z kultowego filmu Stanisława Barei „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz”, który oświadcza, że do „Bydgoszczy będzie jeździł, a tu nie będzie robił zakupów”. W swojej kolekcji mam wiele siatek i torebeczek, i kilka pustych buteleczek.

Grażyna Saj-Klocek{/akeebasubs}