SKĄD MY TO ZNAMY
W ostatnich latach zrealizowano w Szczytnie wiele inwestycji, w tym sporo drogowych. Nową nawierzchnię otrzymała m. in. ul. 1 Maja. Jak pamiętamy, gdy stawiano tam nowe słupy energetyczne, okazało się, że niektóre z nich wyrastają wprost ze środka chodnika, utrudniając ruch pieszym. Z kolei w trakcie przebudowy ul. Drzymały w tak niefortunnym miejscu usytuowano hydranty, które jednak potem przestawiono. Jest takie powiedzenie, że człowiek uczy się na błędach, ale chyba nie ma ono zastosowania jeśli chodzi o realia naszego miasta. Oto na przebudowywanej, a właściwie budowanej od nowa ul. Bohaterów Września mamy coś takiego, co przedstawia zdjęcie powyżej Nagle, pośrodku chodnika, tkwi hydrant-zawalidroga. - Skąd my to znamy? - ironizują przechodnie.
KRES CHODNIKA?
Przebudowa ul. Bohaterów Września sięga już okolic Szkoły Podstawowej nr 6. W związku z tym rodzice dzieci uczęszczających do tej placówki oświatowej niepokoją się o chodnik, którym w niedalekiej przyszłości ich pociechy miałyby maszerować do szkoły. - Wygląda na to, że nowy chodnik, jeślibyśmy szli od strony ul. Poznańskiej, urywa się zaraz za osiedlem szeregowców - mówi pan Tadeusz, mieszkaniec tych domków. Martwi go to, że dzieci będą zmuszone iść ulicą, co nie jest bezpieczne. Jak dowiadujemy się w Urzędzie Miejskim, projektant nie przewidział w budowy chodnika za domkami. Chodnik do szkoły będzie biegł tylko jedną stroną ul. Bohaterów Września. - Przeszkodą okazała się komora ciepłownicza. Jest ona niewidoczna, bo została zagłębiona pod ziemią - wyjaśnia inspektor Wiesław Kulas. Dopiero wówczas, gdy miasto upora się z jej przebudową, co jest w planach, będzie można pomyśleć o ewentualnej budowie chodnika.
{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
JESZCZE O SEGREGACJI
Pan Stefan z ul. Barcza podzielił się w redakcji swoimi spostrzeżeniami, z których wynika, że z tą segregacją odpadków to może być wielka lipa. Konkretnie chodzi o opróżnianie opisywanych w poprzednim numerze tzw. różnokolorowych dzwonów. Nasz Czytelnik twierdzi, że widział na własne oczy, jak pod dzwony podjechał wielki pojazd, a do jego wnętrza operator wsypywał kolejno zawartość wszystkich trzech pojemników. W związku z tym pyta - jaki zatem jest sens segregowania śmieci? Obserwacja, jak nam wyjaśnia firma Remondis, była jak najbardziej prawdziwa, ale wnioski już nie. Chodzi bowiem o to, że skrzynia ładunkowa wielkiego pojazdu jest podzielona wewnątrz na sektory, osobne dla każdego rodzaju nieczystości. Dzięki temu zawartość np. żółtych dzwonów trafia do pierwszego, zielonych do drugiego, a niebieskich do trzeciego sektora i nic się nie miesza.
DWUNOŻNA REKLAMA
Parę dni temu ulicami miasta chodził sobie pewien przebrany ludzik rozdający przechodniom ulotki reklamowe. Co on tam reklamował, nieważne i niby nic w tym nadzwyczajnego, bo przecież nie był to pierwszy taki widok w Szczytnie. Jednak dopiero w tym momencie przypomniało mi się pewne filmowe przeżycie sprzed dobrych kilkudziesięciu lat. Wówczas kino „Jurand” było u szczytu prosperity, kolejki po bilety na seans liczyły ponad setkę, a czasami i więcej osób. W tamtych czasach każdą projekcję poprzedzała kronika filmowa. Z reguły wychwalano w niej uroki życia w socjalizmie, dla kontrastu pokazując marne życie na zgniłym zachodzie. Dowodzić tego miała scenka pokazująca biednych nowojorczyków, którzy zmuszani byli do niegodnej pracy polegającej na reklamowaniu wyrobów farmaceutycznych, czyli paradowaniu po ulicach miasta w przebraniu np. za tubkę pasty do zębów. U nas w socjalizmie nikt czegoś takiego robić nie musiał. Lektor oczywiście nie wspomniał o tym, że dzienny zarobek takiego amerykańskiego „biedaka” w tamtych czasach równał się nieomal naszej miesięcznej pensji w Polsce. Poza tym, co ważne, praca nie hańbi i dlaczegoż to czy to młody, czy starszy człowiek nie miałby sobie dorobić tych paru groszy.
ALTERNATYWA DLA BANERÓW I PLANSZ
Jak już poruszamy się wokół tematyki reklamowej, to warto dodać, że reklamy w postaci banerów, czy wielkoformatowych plansz, nie dość, że wszystkim obrzydły, to jeszcze szpecą ulice miast. W związku z tym szykowane są ustawy mające mocno ograniczyć to szaleństwo, ale... od czego jest ludzki pomyślunek. Jak nie będzie wolno instalować nic stałego, to alternatywą staną się właśnie reklamy na dwóch nogach. Tych już raczej w żadne karby przepisów ująć się już nie da. Na razie jednak banery panoszą się nieomal wszędzie. Oto przykłady z naszego miejscowego podwórka. Aż trudno uwierzyć, że to baner reklamowy, bo widok jest zgoła beznadziejny.
Dodajmy przy tym, że właściciel parkanu na którym zwiesza się coś takiego otrzymuje jednak wynagrodzenie, które ze względu na wysokość mogłoby jakoś tłumaczyć jego zachowanie. Tymczasem są z tego pieniądze właściwie symboliczne. W przypadku banera „płotowego” to równowartość dwóch paczek lepszych papierosów miesięcznie(!). No tak, ale gdyby banerów było więcej, np. jeden nad drugim, a nad nim jeszcze kolejny, forsy będzie więcej. I oto mamy rezultat ludzkiej pazerności, który ilustruje fotografia poniżej.
TABLICZKOWI WANDALE
Cholerni wandale znów dali znać o sobie. Tym razem powyrywali słupki z tabliczkami sieci wodociągowej. Jak widać na zdjęciach, nie było dla nich przeszkodą nawet zakotwiczenie słupków w betonie. Ot, popis siły pozbawionej rozumu. Dodajmy jeszcze, że opisywane tabliczki wskazywały w tym konkretnym przypadku położenie zasuw. Między innym po to, aby w razie awarii można było ją szybko usunąć, tj. przywrócić wodę w kranie. No i niechby teraz taki owaki nie dziwił się, że nie ma czym popić kaca.
POMYSŁ NA WIEŻĘ
Na posesji Starostwa Powiatowego odziedziczonej po dzielnych strażakach stoi sobie obecnie całkiem bezużyteczna wieża. Dawniej strażacy suszyli w niej węże i trenowali wspinanie się po drabinkach. Teraz gdy wieżę mają geodeci nie bardzo wiadomo co z nią zrobić. A przecież geodezja, jak sama nazwa wskazuje, ma wiele wspólnego z Geą, czyli ziemią. Stąd już tylko krok do np. obrotowego ruchu naszej planety. Kilka dni temu, w niecałkiem okrągłą, bo 194. rocznicę urodzin Léona Foucaulta Google przypomniało jego eksperymentalne wahadło, zademonstrowane w 1851 r. w Paryżu. Rzecz jest o tyle ciekawa, że obserwując wahadło odchylające się od płaszczyzny ruchu, tym samym obserwujemy ruch obrotowy Ziemi. W swoim czasie było to wydarzenie epokowe i podobne wahadła instalowano potem na słynnych uniwersytetach i innych placówkach naukowych. Gdyby takie urządzenie zainstalować w naszej wieży byłaby to zapewne spora atrakcja turystyczna. W Polsce bowiem jest zaledwie tylko kilka wahadeł Foucaulta – jedno z najbardziej znanych wisi w pałacu Książąt Pomorskich w Szczecinie (prawa strona fotografii).
{/akeebasubs}
