...przytwierdzona do ściany jednego z budynków na ulicy Odrodzenia 35 w Szczytnie przez ponad pół wieku była dla mnie symbolem solidności i pewności. To do jej wnętrza wrzucałam listy służbowe i prywatne. Przez dekady korzystałam z prostej i wygodnej usługi, a powierzana czerwonej skrzynce korespondencja zawsze trafiała do adresatów. Nigdy nie miałam przypadku, by list się gdzieś zawieruszył. Stąd moja pochwała niezawodnej usługi.

Skrzynka pocztowa...
Wprawdzie pocztowa skrzynka czerwona to moja powiernica listów ulubiona i jej zniknięcie bardzo przeżyłam, ale znów z Pocztą Polską się zaprzyjaźniłam

W kwietniu do wspomnianej skrzynki pocztowej wrzuciłam listy zawierające zaproszenia dla członków Spółdzielni na zebranie grupy członkowskiej. Oczywiście zostały one dostarczone i członkowie niezawodnie przybyli na spotkanie. Jednak gdy na początku maja wzięłam do ręki kolejne listy, by powierzyć je czerwonemu wnętrzu, to oniemiałam z wrażenia – moja ukochana, wspaniała służbowo-prywatna powiernica zniknęła. Po skrzynce pocztowej został jedynie ślad na murze. Tego dnia poszłam na pocztę, a wracając przy okazji zauważyłam, że zniknęła też inna skrzynka zamontowana na budynku, gdzie swoją siedzibę ma Spółdzielnia Mieszkaniowa „Odrodzenie”. Od razu domyśliłam się, że kultowe skrzynki pocztowe odeszły na zasłużoną emeryturę. Zaczęłam więc robić rachunek sumienia i wyszło, że okazjonalnie korzystałam z takiej formy wysyłania korespondencji. Listów służbowych mniej, prywatnych... Nie da się ukryć – białe koperty, kolorowe widokówki... zastępujemy technicznymi wynalazkami. Doszłam też do wniosku, że nie tylko ja ze skrzynki nie korzystam. Dawniej, gdy więcej się korespondowało – miały rację bytu. Teraz to wielki obowiązek dla pocztowców, bo czy coś we wnętrzu jest czy też nie ma – zajrzeć trzeba.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} 

Bardzo mnie zmartwiło zniknięcie mojej skrzynki pocztowej, ale jako osoba rozsądna rozumiem, że w dobie nowoczesności minął czas ich świetności. Z korespondencją teraz trzeba wędrować na pocztę i choć czerwona skrzynka pocztowa odeszła do lamusa, to z całą stanowczością twierdzę, że do adresatów nie docierały tylko listy niewysłane. Od razu przypomniał mi się ponadczasowy i jakże pasujący do felietonowego kontekstu wiersz Juliana Tuwima o „Grzesiu kłamczuchu i jego cioci”. Są wakacje, więc może ktoś z dorosłych swoim pociechom odpoczywającym na plaży miejskiej nad jeziorem Dużym Domowym go przeczyta: Wrzuciłeś, Grzesiu list do skrzynki, jak prosiłam? List, proszę cioci? List? Wrzuciłem, ciociu miła! Nie kłamiesz, Grzesiu? Lepiej przyznaj się, kochanie! Jak ciocię kocham, proszę cioci, że nie kłamię! Oj, Grzesiu, kłamiesz! Lepiej powiedz po dobroci! Ja miałbym kłamać? Niemożliwe, proszę cioci! Wuj Leon czeka na ten list, więc daj mi słowo. No, słowo daję! I pamiętam szczegółowo: List był do wuja Leona. A skrzynka była czerwona. A koperta... no, taka... tego... Nic takiego nadzwyczajnego. A na kopercie – nazwisko i Łódź... i ta ulica z numerem, I pamiętam wszystko: Że znaczek był z Belwederem. A jak wrzucałem list do skrzynki, To przechodził tatuś Halinki. I jeden oficer też wrzucał. Wysoki – wysoki Taki wysoki, że jak wrzucał, to kucał. I jechała taksówka... i powóz... I krowę prowadzili... i trąbił autobus, I szły jakieś trzy dziewczynki, Jak wrzucałem list do skrzynki... Ciocia głową pokiwała. Otworzyła szeroko oczy ze zdumienia: Oj, Grzesiu, Grzesiu! Przecież ja ci wcale nie dałam Żadnego listu do wrzucenia!... Wprawdzie pocztowa skrzynka czerwona to moja powiernica listów ulubiona i jej zniknięcie bardzo przeżyłam, ale znów z Pocztą Polską się zaprzyjaźniłam. Teraz listy tam będę nosiła, pamiętając, że kultowa skrzynka długie lata nie tylko mi służyła.

Grażyna Saj-Klocek{/akeebasubs}