Zima jaka jest, każdy widzi. Aż trudno uwierzyć, że tak to może wyglądać. Jakim więc wspaniałym pomysłem okazało się otwarcie w Szczytnie sztucznego lodowiska.
Czytam w prasie o ogromnym powodzeniu owej publicznej ślizgawki. O dopisującej frekwencji i solidnych wpływach do kasy. Cieszy mnie to. Niegdyś jeździłem na łyżwach. Po dawnej, poważnej kontuzji kości podudzia już nie mogę, ale nie umniejsza to mojej radości. Choćby dlatego, że jest to obecnie jedyne miejsce w naszym mieście, gdzie można zobaczyć biały śnieg. Czyli przypomnieć sobie czasy, kiedy zima była zimą. Trochę mnie to rozrzewnia, zatem pozwolę sobie na kilka wspomnień. Zacznijmy od historii.
Łyżwy znano już 5000 lat temu. Wykonywano je z kości zwierzęcych i przywiązywano rzemieniami do butów. W XIV wieku produkowano łyżwy drewniane z metalowym usztywnieniem. Sprzęt całkowicie stalowy zaczęto produkować w połowie dziewiętnastego wieku. Początkowo takie łyżwy miały zaciskowe klamry mocujące je do obuwia. Znacznie później pojawiły się te, które dziś znamy, przytwierdzone do buta na stałe. Łyżwy służyły, jako środek lokomocji w krajach Europy północnej - tych z długimi, mroźnymi zimami. Przede wszystkim w Szwecji, Norwegii, Finlandii i Holandii. Dopiero pod koniec wieku osiemnastego zauważono ich walor rozrywkowy i sportowy. Kilkadziesiąt lat później w całej Europie zaczęto budować obiekty ze sztucznymi lodowiskami. A jak to było w Polsce?
Zaczęło się pechowo. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
W Warszawie postanowiono „pójść na całość” trzy lata później. Zimą 1912 otwarto luksusowy Palais de Glace przy ulicy Nowy Świat. Pierwszego stycznia 1913 urządzono tam lodowego sylwestra pod nazwą „Książę karnawału w krainie wiecznych lodów”. Była to bardzo snobistyczna impreza. Grała orkiestra. Panowie we frakach, a panie w kreacjach, z łyżwami na butach, marzli na wielkim lodowisku (sala długości 50 m). Na szczęście mogli rozgrzać się w luksusowej restauracji oraz kawiarni. Imprezę długo jeszcze wspominano, ale koszty utrzymania obiektu były zbyt wysokie, toteż w późniejszych latach zrezygnowano z lodowiska, pozostawiając lokale gastronomiczne i montując tam kino Colosseum o dwóch salach. Piękny architektonicznie obiekt, niestety nie przetrwał do współczesnych czasów.
Sylwestrowa, pałacowa impreza to był jednorazowy incydent, bowiem działała już ślizgawka w przepięknej warszawskiej Dolinie Szwajcarskiej. U zbiegu Alej Ujazdowskich i ulicy Chopina. Postawiono tam koncertową muszlę i zimą wylewano lód, natomiast wokół stawiano, w zależności od sezonowych potrzeb, lekkie pawilony. Obiekt był czynny przez cały rok. Latem jeżdżono na wrotkach. W muszli grały orkiestry dęte. Najczęściej wojskowe. Tutaj dygresja. Wszystkie ślizgawki, jakie poznałem zawsze miały muzyczną oprawę. Z głośników dobiegały głośne polki, tanga i walce, ze słynnym „Nad pięknym modrym Dunajem” na czele. Tego nastroju brakuje mi na szczycieńskim lodowisku. A wracając do Doliny Szwajcarskiej. Kiedyś był to duży park. Letni salon Warszawy. Po wojnie został mocno okrojony zabudową. Dziś otaczają go cztery ambasady: Norwegii, Węgier, Rumunii i Finlandii. Niemniej niewielki skwer z pięknymi rzeźbami-fontannami, jaki pozostał, to wciąż luksusowy fragment dawnej Warszawy. Dzisiaj ślizgawki są gdzie indziej, ale pamiętam, że pod koniec lat pięćdziesiątych wylewano tam jeszcze lód dla szkolnej młodzieży. Owszem bywałem. Z rodzicami.
W latach 1950-1953 powstało także, pośród ruin Czerniakowa, koło stadionu Legii, lodowisko Torwar. Chętnie zacytowałbym fragment powieści Leopolda Tyrmanda „Zły”, gdzie autor opisuje chuligańskie, ślizgawkowe wyczyny miejscowych, ówczesnych meneli. Dzisiaj brak mi już miejsca na stronie, polecam zatem wymienioną książkę. Kiedy ja bywałem na Torwarze, już jako licealista, było tam znacznie spokojniej. Dodam, że przez lata lodowisko przy ul. Łazienkowskiej nie miało zadaszenia. Dopiero w latach sześćdziesiątych wybudowano znany dzisiaj, potężny obiekt.
Tegorocznej zimy, w Warszawie, jest wiele lodowisk. Poza stałymi, całorocznymi - jak Torwar, czy Stegny - zorganizowano potężne ślizgawki na rynku Starego Miasta, czy przed Pałacem Kultury. Także na Stadionie Narodowym oraz wiele, wiele innych. Zainteresowały mnie ceny korzystania z tych obiektów. Sprawdziłem. Porównajmy je z opłatami w Szczytnie. U nas wejście osoby dorosłej to 5 zł za godzinę (dzieci połowę). Tyle samo kosztuje wypożyczenie łyżew. W Warszawie wstęp na sezonowe, ogromne lodowiska przed Pałacem Kultury i na Starym Mieście jest za darmo, ale wypożyczenie łyżew to koszt 10 zł. W obiektach krytych - jak Torwar, czy Stadion Narodowy - wejście to 16-20 zł (zależnie od dnia tygodnia), a wypożyczenie łyżew wszędzie 10 zł. No to u nas nie jest drogo. Korzystajmy.
Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}
