W Muzeum Mazurskim w Szczytnie odbyła się prezentacja książki Sławomira Ambroziaka „Dawne Jedwabno w stu ilustrowanych opowieściach”. Autor, znawca i badacz lokalnej historii, wcielił się w rolę przewodnika po wschodniopruskiej miejscowości, ukazując nie tylko najważniejsze wydarzenia z jej dziejów, ale także losy mieszkańców. Nie uniknął przy tym trudnych wątków związanych z uwielbieniem Mazurów dla ideologii nazistowskiej, która w konsekwencji doprowadziła do zagłady ich świata.
EKSPRESOWE TEMPO
„Dawne Jedwabno w stu ilustrowanych opowieściach” autorstwa Sławomira Ambroziaka jest już 52. publikacją z serii „Moja biblioteka mazurska” ukazującej się nakładem Oficyny Wydawniczej Retman i 9. w ramach podserii „Miasta (i miejscowości) dawnych Prus Wschodnich w stu ilustrowanych opowieściach”. Jedwabno jest już drugą miejscowością powiatu szczycieńskiego, która doczekała się takiej publikacji. Rok temu ukazała się książka Witold Olbrysia „Dawne Szczytno w stu ilustrowanych opowieściach”.
W miniony czwartek w Muzeum Mazurskim odbyła się prezentacja wydawnictwa poświęconego Jedwabnu. W rolę przewodnika po wschodniopruskiej miejscowości wcielił się sam autor, Sławomir Ambroziak. Przyznał, że praca nad książką zajęła mu tylko kilka miesięcy i trwała od grudnia ubiegłego roku do kwietnia bieżącego roku. Stało się tak dlatego, że Ambroziak od dawna już publikował liczne artykuły o historii Jedwabna i szerzej – gminy Jedwabno, więc materiałów miał pod dostatkiem. Bezpośrednim impulsem do napisania książki był realizowany przed rokiem projekt polegający na ustawieniu w Jedwabnie jedenastu tablic ze zdjęciami i informacjami dotyczącymi historii miejscowości. Autor, dzięki swoim kontaktom ze stowarzyszeniami skupiającymi byłych mieszkańców, pozyskał wiele unikatowych fotografii przedstawiających dawne Jedwabno.
FASCYNUJĄCE LOSY
Opowiedziana przez Sławomira Ambroziaka historia miejscowości to przede wszystkim losy związanych z nią ludzi. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
MROCZNE KARTY
Sławomir Ambroziak odkrywa również mroczne karty historii Jedwabna związane z rządami Adolfa Hitlera i fascynacją zbrodniczą ideologią, której ulegli Mazurzy, nie przeczuwając, że przyczyni się ona do zagłady ich świata. Na jednym z zamieszczonych w książce zdjęć widać, jak entuzjastycznie witały go tłumy mieszkańców, kiedy jeszcze przed wygranymi wyborami przejeżdżał przez miejscowość. Podczas spotkania autor opowiadał również o autorze niemieckiej monografii Jedwabna, Fritzu Suchalli, fanatycznym wyznawcy nazizmu i szefie lokalnych struktur NSDAP, w którego obecności w czasie wojny doszło do powieszenia Polaka mającego romans z Mazurką.
WSZYSCY JESTEŚMY IMIGRANTAMI
Klamrą w symboliczny sposób spinającą książkę są otwierające ją i zamykające zdjęcia. Pierwsze, z początku XX w., przedstawia kościół ewangelicki w Jedwabnie wraz z plebanią, wybudowaną na fundamentach dawnego zameczku krzyżackiego. Na drugim widać już tylko ruiny kościoła zniszczonego przez sowietów w 1945 r. Uwagę przykuwa na nim bocian mający swoje gniazdo na pozostałościach kościelnej wieży. Ten obraz skłonił autora do podzielania się swoimi przemyśleniami dotyczącymi współczesnych mieszkańców opisywanej przez niego miejscowości i szerzej – Mazur. - Nie ma dla mnie bardziej migracyjnego ptaka niż bocian. Mieszkańcy Jedwabna to też są imigranci. Wygnani z Wołynia, z Wileńszczyzny, przybyli tu z Mazowsza w poszukiwaniu lepszego życia – mówił Ambroziak. - My w stu procentach jesteśmy społecznością imigrancką. Czy jest się czego wstydzić? Wystarczy popatrzeć na Stany Zjednoczone. To kraj pełen imigrantów, największe światowe mocarstwo – zauważał, dodając, że także Mazurzy, którzy zostali tu po wojnie, paradoksalnie, też stali się imigrantami, bo przyszło im żyć w innym kraju, z przeważającą inną niż ich religią, wśród obcych ludzi. - Nie mamy takiego zakorzenienia jak górale, Kurpie czy mieszkańcy Podlasia, ale to jest fajne, bo łatwiej nam się między sobą rozmawia, łatwiej nam siebie zaakceptować i być bardziej tolerancyjnym – przekonywał.
CZY TO BYLI „NASI CHŁOPCY”?
Nieoczekiwanie w polemikę z nim wszedł wydawca książki, Waldemar Mierzwa, uznając diagnozę Ambroziaka za nieprawdziwą. - Ja się imigrantem nie czuję. Na Mazury przeniosłem się w stanie wojennym, a pochodzę z Lubelszczyzny, więc przyjechałem z Polski do Polski – akcentował.
Podczas spotkania nawiązano również do głośnej wystawy prezentowanej w Gdańsku zatytułowanej „Nasi chłopcy” ukazującej losy Polaków wcielonych do Wehrmachtu. Ambroziak pokazał zdjęcie młodych mieszkańców Jedwabna z lat 30., w tym synów miejscowego szefa NSDAP. - Czy to byli „nasi chłopcy”? Moja odpowiedź brzmi: nie, to nie byli nasi chłopcy – mówił autor książki, tym razem znajdując zrozumienie u Waldemara Mierzwy, który zdradził, że nie dziwi się negatywnym reakcjom na gdańską wystawę, bo w jego opinii zrównuje ona Polaków z Niemcami, wciąż niemogącymi pogodzić się z utratą swoich ziem na wschodzie.
(ew){/akeebasubs}
