Na terenie prywatnych oraz należących do KOWR-u działek w obrębie Małszewa od kilku lat zalegają sterty podrzuconych przez nieznanych sprawców odpadów samochodowych – drzwi, podsufitki, deski rozdzielcze, podwozia oraz kanistry po płynach eksploatacyjnych. Wszystko to w obszarze chronionym Natura 2000. W ubiegłym roku gmina Jedwabno wezwała dzierżawców i właścicieli działek do ich uprzątnięcia, ale jedyną instytucją, która się do tego zastosowała, były Lasy Państwowe.
ODPADY W PRZYRODNICZYM RAJU
W ubiegłym tygodniu otrzymaliśmy sygnał od mieszkańca gminy Jedwabno o zalegających w obrębie Małszewa niebezpiecznych dla środowiska odpadach. Nasz rozmówca wskazał nam trzy lokalizacje, gdzie znajdowały się elementy pochodzące najprawdopodobniej z kradzieży samochodów. Były to m.in. drzwi, podsufitki, podwozia, deski rozdzielcze oraz, co najbardziej niepokoi, kanistry po płynach eksploatacyjnych. Wszystkie one zostały tu podrzucone. Niektóre dzikie wysypiska zdążyły porosnąć bujną roślinnością i wtopić się w otoczenie. Inne wciąż są dobrze widoczne.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
WIZJA LOKALNA PO PIŚMIE RADNEJ
Wójt gminy Jedwabno Sławomir Ambroziak odpiera zarzut, że kierowany przez niego urząd niczego w tej sprawie nie zrobił. Okazuje się, że pierwszy sygnał o dzikich wysypiskach z odpadami samochodowymi dotarł do urzędników pod koniec kwietnia 2022 r. i pochodził od miejscowej radnej, Kamili Szczepańskiej. Informowała ona o czterech miejscach, w których zalegają śmieci. W reakcji na pismo radnej, pod koniec maja, odbyła się tam wizja lokalna z udziałem pracowników urzędu. Przeprowadzone kontrole ujawniły, że oprócz odpadów samochodowych znajdują się tam również butelki z tworzyw sztucznych oraz elementy wyposażenia AGD i RTV. - Na jednej z działek były one już mocno wrośnięte w poszycie. Inne znajdowały się w obszarze zadrzewień, porastała je bujna roślinność, a obok znajdowało się wiele ptasich gniazd – relacjonuje wójt. Urzędnicy stwierdzili, że taki stan rzeczy potęguje zagrożenie ekologiczne, choć wykluczyli ryzyko skażenia.
PODRZUCONY PROBLEM
Po wizji lokalnej gmina skierowała wezwania do właścicieli i zarządców działek do ich uprzątnięcia. Grunty, o których mowa, należą do KOWR-u, Lasów Państwowych oraz osób prywatnych. Pozytywnie na wezwanie odpowiedzieli tylko leśnicy, którzy uprzątnęli zalegające na swoim terenie śmieci. - Poza nimi nikt inny nam nie odpowiedział – przyznaje wójt, dodając, że wcale się temu nie dziwi. - Koszty pozbycia się takich odpadów są bardzo wysokie – zauważa, dodając, że za 1 tonę trzeba zapłacić ponad 3 tys. zł brutto i jeszcze opłacić transport. Do tego, jak tłumaczy, dochodzą jeszcze inne problemy związane z pozbyciem się tego rodzaju odpadów. - Firmy zajmujące się ich recyklingiem wymagają podania numeru BDO, który zwykle posiadają tylko firmy, a nie osoby fizyczne. W tej sytuacji pozostaje tylko dostarczenie odpadów do stacji demontażu samochodów, ale i to nie jest do końca zgodne z prawem, bo przecież te śmieci nie pochodzą od nich – wyjaśnia Ambroziak.
Włodarz zapowiada jednak, że po roku ponownie przyjrzy się sprawie. - Będziemy to wszystko jeszcze raz sprawdzać. Cieszę się, że są osoby, które to widzą i zgłaszają – konkluduje Ambroziak.
Ewa Kułakowska
Z OSTATNIEJ CHWILI
Jak poinformował nas we wtorek wójt, po naszej interwencji uprzątnięta została również działka dzierżawiona przez pracownicę UG.{/akeebasubs}
