Członkowie Rady Nadzorczej Spółdzielni Mieszkaniowej „Odrodzenie” w teorii pełnią swoje funkcje społecznie. W praktyce jednak ze spółdzielczej kasy pobierają miesięcznie 840 złotych brutto. To nie wszystkim się podoba, zwłaszcza że do ich pracy są zastrzeżenia. Dlatego grupa mieszkańców wystąpiła z wnioskiem o obcięcie im wynagrodzeń o 20%.
ZA CO TE PIENIĄDZE?
Członkowie 9-osobowej Rady Nadzorczej Spółdzielni Mieszkaniowej „Odrodzenie” w Szczytnie są w czepku urodzeni. Z każdym rokiem pobierane przez nich miesięczne wynagrodzenie (z wyjątkiem lipca i sierpnia, kiedy nie otrzymują wypłat) jest wyższe. Zawdzięczają to wzrostowi płacy minimalnej. Zgodnie ze statutem spółdzielni, wysokość ich uposażeń wynosi 40% najniższej pensji. To zgodne z prawem, choć teoretycznie członkostwo w radzie ma charakter społeczny. - Za rok 2016 pobrali ponad 62 tysiące zł, a za 2017 już o dziesięć tysięcy więcej – wylicza zbulwersowany tym „zwykły” członek spółdzielni Ryszard Dąbrowski. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
OBNIŻKA NIE PRZESZŁA
Zirytowany mieszkaniec przed organizowanym w połowie czerwca walnym zebraniem członków SM „Odrodzenie” zebrał 47 podpisów pod wnioskiem o obniżenie o 20% wynagrodzeń osobom zasiadającym w Radzie Nadzorczej, choć do tego, by był on głosowany, wystarczyłoby dziesięć. Podczas głosowania wniosek jednak przepadł. Za - było 48 osób, a przeciw – 61. Ryszarda Dąbrowskiego zastanawiają jednak okoliczności, w jakich odbywało się głosowanie. - Mandaty były wydawane do końca zebrania, co do tej pory nigdy nie miało miejsca. Zawsze, jak zaczynało się posiedzenie, lista była zamykana. Teraz mandaty wydawano przez cały czas – dziwi się mieszkaniec. Intryguje go również to, że wiele osób głosowało dwoma mandatami, mając pełnomocnictwa od nieobecnych na zebraniu. Co prawda taką możliwość dopuszcza statut spółdzielni, ale zdaniem pana Ryszarda, tym razem liczba pełnomocnictw była wyższa niż zazwyczaj. Nasz rozmówca zwraca także uwagę na inny szczegół: - Po przegłosowaniu wniosku dotyczącego obniżki, z 87 osób na sali, nagle zostało tylko 30, choć zebranie jeszcze trwało – relacjonuje.
W trakcie posiedzenia padło też pytanie o wynagrodzenie społecznego prezesa spółdzielni. Okazuje się, że w minionym roku pobrał on 18 tysięcy złotych. - Jeśli się za coś bierze pieniądze, to nie jest już społeczna praca – zauważa pan Ryszard. Na dodatek osoba pełniąca tę funkcję przebywa obecnie poza Szczytnem.
BEZ BODŹCA NIE BYŁO KWORUM
Czy członkowie Rady Nadzorczej powinni pobierać za swoją pracę wynagrodzenia? Zdaniem prezesa SM „Odrodzenie” Krzysztofa Krakowskiego, taka praktyka panuje w całym kraju. Przypomina, że przed laty w Szczytnie przez pewien czas członkowie rady nie otrzymywali finansowych gratyfikacji. - Wyglądało to może i szlachetnie, ale efekt był taki, że jak zabrakło bodźców finansowych, to nie można było zebrać kworum. Teraz frekwencja jest stuprocentowa – mówi prezes. Nie chce oceniać pracy rady, bo formalnie to ona jest jego pracodawcą. - Każdy członek spółdzielni może mieć swoje odczucia – kwituje. Czy to normalne, że członkowie rady nie przychodzą na dyżury? - Każdemu może coś wypaść. Zdarzyła się sytuacja, że jeden z panów zapomniał o dyżurze, ale przybiegł po telefonie od pani sekretarki i na drugi dzień kontaktował się z panem Ryszardem – odpowiada Krzysztof Krakowski. Według niego zebranie, na którym glosowano wniosek o obniżkę wynagrodzeń, przebiegło prawidłowo. - Liczba pełnomocnictw nie była wyższa niż w poprzednich latach i nie przekroczyła dziesięciu – twierdzi prezes. Nie widzi również nic dziwnego w tym, że podczas trwających zwykle nawet kilka godzin obrad ludzie wchodzą i wychodzą.
Z GDAŃSKA DO SZCZYTNA - ŻADEN PROBLEM
Zapytany o prezesa społecznego i jego wynagrodzenie, Krzysztof Krakowski odpowiada, że kwestia ta wynika z prawa spółdzielczego i jest uregulowana w statucie. - Nasz zarząd składa się z trzech osób, przy czym etatowym jego członkiem jest tylko prezes, natomiast dwóch pozostałych ma charakter społeczny – tłumaczy, dodając, że pobierają oni wynagrodzenie wynoszące 75% minimalnej płacy. - Te osoby mają bardzo dużo pracy i ponoszą odpowiedzialność majątkową za swoje decyzje – podkreśla. Czy to, że jeden z prezesów społecznych pracuje poza Szczytnem, nie przeszkadza mu w pełnieniu obowiązków w spółdzielni? - Został obecnie delegowany do Gdańska i fizycznie tam przebywa, ale to przecież tylko 2,5 godziny drogi. Nie ma problemu, aby dwa razy w miesiącu był u nas – przekonuje prezes.
PATRZMY WŁADZOM NA RĘCE
Ryszard Dąbrowski żałuje, że zgłoszony przez grupę mieszkańców wniosek nie przeszedł. Jego zdaniem to skutek tego, że ludzie nie interesują się tym, co dzieje się w spółdzielni i nie patrzą na ręce jej władzom. Najlepiej świadczy o tym fakt, że choć liczy ona ok. 3 tysięcy członków, to na walne zebrania przychodzi garstka. - Mieszkańcy powinni się bardziej tymi sprawami in teresować, zwłaszcza że to my za wszystko płacimy – podsumowuje.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
