Mieszkańcy Leleszek, zaniepokojeni możliwością utraty części gminnej drogi, postanowili temu przeciwdziałać. Zwołano wiejskie zebranie, aby zablokować jej sprzedaż.

Spór o zapomnianą drogę

Jako pierwsza na wiejskim zebraniu, które odbyło się w miniony czwartek wystąpiła mieszkanka Leleszek i radna Hanna Gryczka. Poinformowała zebranych, że do Urzędu Gminy i Miasta Pasym wpłynął wniosek o wykup drogi, złożony przez mieszkańca tej miejscowości Rolanda Kuenga. Apelowała do miejscowych, aby zastanowili się nad tym, żeby nie stało się tak, jak w przypadku sprzedaży miejscowej szkoły wraz z działką. Mieszkańcy wówczas pochopnie się zgodzili, a teraz narzekają i mają pretensje do rady, że nie posiadają we wsi już nic, nawet miejsca, gdzie mogliby się spotkać. Obecnie muszą odbywać zebrania w lokalach wyproszonych od właścicieli okolicznych pensjonatów.

Na spotkanie przybyły też gminne władze. Burmistrz Bernard Mius zaprzeczył, że chce sprzedać gminną drogę w Leleszkach.

- Niczego nie zrobiłbym bez zgody i woli mieszkańców - podkreślał. Wyjaśnił, że pismo Rolanda Kuenga dotyczyło zezwolenia na wycinkę drzew i krzewów, na co dostał zgodę z powiatu. Chęć odkupienia drogi jedynie była w nim zgłoszona jako zamiar, ale od tego do sprzedaży droga daleka.

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

DRZEWA I CHASZCZE

Omawiany odcinek gminnej drogi tak naprawdę nie był wcześniej wykorzystywany przez mieszkańców Leleszek i mało kto z miejscowych miał o niej pojęcie. Dopiero kiedy Roland Kueng wraz z sąsiadem wycięli krzaki i drzewa ukazał się zarys zapomnianego szlaku. Jak wyjaśnił obecny na spotkaniu geodeta, przed laty Agencja Nieruchomości Rolnych wytyczyła drogę wzdłuż brzegu Jeziora Leleskiego. Chodziło o zapewnienie dostępu do jego wód, jednak nie używana z czasem zarosła krzakami.

- Mimo wszystko nadal stanowi drogę gminną, a takiej władze samorządowe nie mogą sprzedać bez zgody mieszkańców - wyjaśniał geodeta, bo jak dodał, tak stanowi prawo.

Przy okazji zebrani poruszyli kwestię pozyskanego poprzez wycinkę drewna. Skoro droga, na której rosły drzewa jest gminna, to drewno też było gminne.

- Co się stało z wyciętymi drzewami, które znikły w tajemniczy sposób? - pytali zebrani.

- Drewno poszło do kotłowni, nie było żadnego szwindlu - zapewniał burmistrz Mius. Wyjaśnił, że to pasymski Zakład Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej wziął je na potrzeby swoich trzech kotłowni.

Głos zabrał także Roland Kueng, Szwajcar, który od 40 lat mieszka i gospodaruje w Leleszkach. Mówił, że przez te wszystkie lata nikt nigdy wcześniej drogą się nie interesował. Drzewa i krzewy wyciął na własny koszt, sądząc, że rosną one na jego gruncie. Teraz gdy dowiedział się, że jest to jednak droga stanowiąca własność gminy, chciałby jej odcinek, ten przyległy do swoich gruntów, odkupić.

Mieszkańcy Leleszek po zapoznaniu się z mapką przedstawiającą gminną drogę oraz ten jej odcinek, który miałby pójść do sprzedaży, postanowili przeprowadzić głosowanie – kto jest za, a kto przeciw.

Wynik był taki, że 10 osób oddało głos za sprzedażą, 1 był wstrzymujący a 29 przeciw. Droga pozostanie zatem własnością gminy.

Marek J.Plitt

{/akeebasubs}