Papier toaletowy, mydło, mięso, makarony, ryż, drożdże i … alkohol – to towary, które w ostatnich dniach błyskawicznie znikały ze sklepowych półek. W czasie epidemii, kiedy wiele osób siedzi w domach, sprzedawcy pozostają na pierwszej linii frontu.
Obrazki, które można było zaobserwować w sklepach w pierwszych dniach epidemii koronawirusa, przypominały to, co działo się w czasach odległego już PRL-u. Mieszkańcy na wieść o zagrożeniu masowo ruszyli na zakupy, by robić zapasy żywności i produktów higienicznych. Na nic zdały się zapewniania rządu, że nie ma takiej potrzeby. - Ludzie wykupują praktycznie wszystko. Najbardziej „schodzi” ryż, makaron, kasze, drożdże, mrożonki, papier toaletowy i wysokoprocentowy alkohol – wylicza Jadwiga Zyra, kierownik Sklepu Spożywczo – Przemysłowego na ul. Długiej w Szczytnie. Pracownice nie nadążają z wykładaniem towaru, bo po chwili już jest pusto.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Pracownicy sklepów są obecnie grupą zawodową na pierwszej linii frontu. Większość z nich obsługuje klientów w rękawiczkach. Mają też do dyspozycji płyny dezynfekujące. Częściej przecierają nimi blaty lad, kasy i terminale płatnicze. Część sklepów sugeruje klientom, aby dokonywali płatności kartą. Jedna z popularnych sieci drogeryjnych wprowadziła reglamentację niektórych towarów – można tu kupić maksymalnie trzy sztuki wybranego asortymentu na osobę.
W centrum Szczytna kilka sklepów niespożywczych na razie zawiesiło działalność. To samo dotyczy punktów usługowych.
(ew){/akeebasubs}
