Papier toaletowy, mydło, mięso, makarony, ryż, drożdże i … alkohol – to towary, które w ostatnich dniach błyskawicznie znikały ze sklepowych półek. W czasie epidemii, kiedy wiele osób siedzi w domach, sprzedawcy pozostają na pierwszej linii frontu.

Sprzedawcy na pierwszej linii frontu
Jadwiga Zyra: - Nie dajmy się zwariować, bo stres szybciej nas wykończy niż ta choroba

Obrazki, które można było zaobserwować w sklepach w pierwszych dniach epidemii koronawirusa, przypominały to, co działo się w czasach odległego już PRL-u. Mieszkańcy na wieść o zagrożeniu masowo ruszyli na zakupy, by robić zapasy żywności i produktów higienicznych. Na nic zdały się zapewniania rządu, że nie ma takiej potrzeby. - Ludzie wykupują praktycznie wszystko. Najbardziej „schodzi” ryż, makaron, kasze, drożdże, mrożonki, papier toaletowy i wysokoprocentowy alkohol – wylicza Jadwiga Zyra, kierownik Sklepu Spożywczo – Przemysłowego na ul. Długiej w Szczytnie. Pracownice nie nadążają z wykładaniem towaru, bo po chwili już jest pusto.

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.