Miasto zamierza sprzedać wspólnocie mieszkaniowej z ul. Śląskiej skrawek terenu, który wcześniej został przez nią nielegalnie zajęty podczas instalacji pomp ciepła. Wcześniejsza koncepcja zakładała dziewięcioletnią dzierżawę, ale na to nie zgodzili się radni.

Sprzedaż zamiast dzierżawy

SPRZECIW RADY

W ubiegłym roku wspólnota mieszkaniowa z ul. Śląskiej 12 zrealizowała inwestycję polegającą na instalacji ogrzewania opartego o odnawialne źródła energii. W ramach zadania zamontowano pompy ciepła oraz ogniwa fotowoltaiczne. Nowe ogrzewanie zaczęło funkcjonować już poprzedniej zimy. Okazało się jednak, że podczas wykonywania prac związanych z jego montażem, doszło do nielegalnego zajęcia miejskiego gruntu. Firma realizująca inwestycję umieściła w nim kilka sond pobierających ciepło z ziemi, nie informując o tym właściciela. Sprawa wyszła na jaw już po fakcie. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}Wspólnota, aby zalegalizować istniejący stan, wystąpiła do ratusza o bezprzetargową dzierżawę nieruchomości na 10 lat z zamiarem urządzenia na niej terenu zielonego i placu zabaw. Decyzję w tej sprawie miała podjąć Rada Miejska. Część radnych wyrażała jednak poważne wątpliwości, zastanawiając się, jak w ogóle mogło dojść do takiej sytuacji. Nie pomogło skrócenie planowanego terminu dzierżawy z 10 do 9 lat. Podczas sierpniowej sesji rada zdecydowała zdjąć z porządku obrad uchwałę w tej sprawie.

TERAZ TO KUPCIE

Miasto wraz ze wspólnotą zaczęło szukać innego rozwiązania. - Zaproponowaliśmy jej, żeby kupiła pasek ziemi, gdzie umieszczono najwięcej sond – informuje wiceburmistrz Krzysztof Kaczmarczyk. Dodaje, że chodzi o niewielki, 5-metrowy skrawek w bezpośrednim sąsiedztwie bloku. Dla pozostałego zajętego terenu miasto ustanowi odpłatną służebność, za którą wspólnota jednorazowo zapłaci. Wartość działki ma wycenić rzeczoznawca. Według szacunków wiceburmistrza, zakup wyniesie ok. 20 tys. zł, a służebność – 9 tys. złotych. Kaczmarczyk zapewnia, że miasto nie straci na transakcji. - Zostanie nam jeszcze prawie cała działka. Te 5 metrów niczego nie zmienia, bo nawet jak byśmy chcieli tam cokolwiek budować, to i tak musielibyśmy odsunąć się od bloku – tłumaczy. Przewodniczący Rady Miejskiej Mariusz Pardo zastanawia się, czy zamiast służebności, nie lepiej byłoby co roku żądać od wspólnoty opłaty za dzierżawę gruntu. Wiceburmistrz odpowiada jednak, że wpływy do budżetu w takim wypadku byłyby bardzo niskie. - Tych 9 tysięcy nie uzbieralibyśmy przez 200 lat – szacuje.

JESTEŚMY KRYCI

Za dotychczasowe bezumowne korzystanie z gruntu wspólnocie naliczono opłatę w wysokości 3,4 tys. złotych. Podpisała ona również z miastem 3-miesięczną umowę dzierżawy terenu. Ma ona obowiązywać do czasu sfinalizowania transakcji kupna. Według wiceburmistrza, cały proces może potrwać jednak dłużej niż 3 miesiące. Podpis pod umową sprzedaży muszą bowiem złożyć u notariusza wszyscy członkowie wspólnoty. - Wystarczy, że jedna osoba się nie stawi, albo wynikną jakieś sprawy spadkowe i wszystko się opóźni – wyraża swoje obawy Kaczmarczyk. Zapewnia jednak, że przez ten czas wspólnota będzie płacić miastu dzierżawę. - Jesteśmy kryci, nikt nam nie zarzuci niegospodarności – mówi.

Z kolei szef wspólnoty z ul. Śląskiej Zbigniew Chrapkiewicz w rozmowie z „Kurkiem” wcale nie przesądza, czy dojdzie do kupna terenu. Ostateczna decyzja w tej sprawie ma być podjęta po wycenie działki przez rzeczoznawcę.

Ewa Kułakowska{/akeebasubs}