Antoni Granacki, najstarszy mieszkaniec Jedwabna, ukończył sto lat. Mimo sędziwego wieku, wciąż cieszy się dobrym zdrowiem, pozostaje aktywny i pełen humoru, o czym mogli się przekonać goście, którzy przybyli do restauracji „Gościniec Mazurski”, aby złożyć dostojnemu Jubilatowi urodzinowe życzenia.
URODZINY Z LICZNYMI GOŚĆMI
Antoni Granacki to postać dobrze znana mieszkańcom Jedwabna. Całe swoje życie zawodowe pracował jako leśnik, a jego wielką pasją było łowiectwo. W miniony czwartek 28 grudnia obchodził swoje setne urodziny. Z tej okazji w restauracji „Gościniec Mazurski” odbyła się urodzinowa uroczystość. Z życzeniami do dostojnego Jubilata przybyli wicemarszałek województwa warmińsko – mazurskiego Sylwia Jaskulska, władze gminy Jedwabno na czele z wójtem Sławomirem Ambroziakiem, a także były dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Olsztynie Jan Karetko i obecny – Adam Roczniak. Nie mogło też zabraknąć kolegów pana Antoniego z Wojskowego Koła Łowieckiego „Łoś” w Olsztynie oraz członków rodziny.
Jubilat otrzymał m.in. okolicznościowy list od wójta Ambroziaka, kierownik USC Katarzyny Koperskiej i przewodniczącej Rady Gminy Jedwabno Elżbiety Brzóski. Pana sędziwy wiek jest naszym wspólnym, drogocennym dziedzictwem - czytamy w nim.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
SYMBOL LOKALNEJ SPOŁECZNOŚCI
Włodarz gminy podkreśla, że pan Antoni wymyka się wszelkim schematom i formułom. - To wielka osobliwość, autorytet i legenda Jedwabna – podkreśla wójt, zauważając, że najstarszy obecnie mieszkaniec gminy jest zaledwie o pięć lat młodszy niż odzyskana przez Polskę w 1918 r. niepodległość. Zwraca również uwagę, że pan Antoni ma tyle samo lat co Polski Związek Łowiecki, do którego od dekad należy. - Jest żywym symbolem naszej lokalnej społeczności, która tu się osiedliła po 1945 r. - mówi Ambroziak.
Jubilat, mimo sędziwego wieku, wciąż zachowuje dobrą formę i pozostaje aktywny. - Nie może spokojnie usiedzieć w miejscu – śmieje się wójt. Zdradza, że pan Antoni jakiś czas temu przesiadł się ze swojego charakterystycznego „malucha” do fiata uno, którym jeździ po Jedwabnie i okolicy. Nadal działa w środowisku myśliwskim. - Jak mówi, „witaminki” trzeba jeść, mając na myśli oczywiście dziczyznę – ujawnia sekret długowieczności Jubilata włodarz.
URODZONY W SERCU PUSZCZY
Antoni Granacki urodził się 28 grudnia 1923 r. we wsi Balinka w powiecie augustowskim, w samym sercu puszczy. Zamiłowanie do myślistwa odziedziczył po ojcu, który, podobnie jak większość tamtejszych mieszkańców, wiele czasu spędzał na polowaniach. Tuż przed wybuchem II wojny światowej ukończył szkołę II stopnia. Nie było to łatwe, bo aby się do niej dostać, musiał pokonywać ponad 10 kilometrów przez las, a zajęcia zaczynały się już o godzinie 7.00. Po wybuchu wojny i wkroczeniu Armii Czerwonej był świadkiem aresztowań i wywózek polskich urzędników, w tym administracji leśnej, na Syberię. Kiedy w 1941 r. rodzinna wieś pana Antoniego trafiła pod niemiecką okupację, część mieszkańców została wysłana na roboty przymusowe. Taki los stał się również jego udziałem. Pod koniec wojny skierowano go na Litwę, do kopania okopów. W trakcie ewakuacji przed zbliżającą się Armią Czerwoną, dotarł nad Zalew Wiślany. Podczas przemierzania go podjął decyzję o ucieczce, ale został przechwycony przez niemiecką żandarmerię i umieszczony w tymczasowym obozie. Stamtąd trafił do Gdańska, a następnie, wraz z innymi jeńcami okrętem węglarką przypłynął do Lubeki. Tuż przed ostateczną klęską III Rzeszy wraz z innymi jeńcami pracował przy wałach przeciwpowodziowych. Po pewnym czasie udało mu się uciec. W końcu znalazł się w obozie utworzonym przez zachodnich aliantów na terenie Niemiec. Był on odwiedzany przez polskich wojskowych walczących na zachodzie, jak i oficerów armii Berlinga. Jedni namawiali do pozostania, drudzy do powrotu do Polski. Pan Antoni zdecydował się wrócić do kraju. Po powrocie w rodzinne strony rozpoczął pracę w lesie w leśnictwie Brzozowe Grądy. Po ukończeniu pięciomiesięcznego kursu mógł już zostać pełnoprawnym pracownikiem lasów. Wtedy otrzymał kilka propozycji pracy. Ostatecznie wybrał Dłużek i tak rozpoczęło się jego życie na Mazurach. Przez dwa miesiące pracował w Nadleśnictwie Jedwabno, a w 1948 r. zdecydował się na posadę w Czarnym Piecu, gdzie początkowo mieszkał u jednego z autochtonów. W 1962 r. przeszedł do Rutki pod Tylkowem, gdzie pracował do emerytury, na którą odszedł w 1989 r. W okresie zatrudnienia w Czarnym Piecu, podczas sadzenia lasu, poznał swoją przyszłą żonę Różę. Pobrali się w 1953 r. i już niedługo będą świętować 71-lecie małżeństwa.
Pan Antoni za swoją długoletnią służbę został uhonorowany wieloma odznaczeniami. W 2009 r., za szczególne zasługi dla leśnictwa, otrzymał najwyższe wyróżnienie przyznawane leśnikom – Złoty Kordelas Leśnika Polskiego.
(ew), (łł){/akeebasubs}
