Jak dobrze, że wy teraz macie tak dobrze – często powtarza pani Kazimiera Olkowska z Dźwierzut, patrząc na dzisiejszy świat i na zmiany, jakie w nim zaszły przez minione stulecie. Można jej wierzyć, bowiem za kilkanaście dni obchodzić będzie swoje setne urodziny.
TRUDNE LOSY
Pani Kazimiera przyszła na świat 30 stycznia 1918 roku w Olkach w województwie mazowieckim. Mieszkanką naszego powiatu jest od 30 lat, czyli od kiedy zamieszkała z córką, Genowefą Laszczak. Do Dźwierzut na pewno ma wielki sentyment, jednak prawdziwy błysk w jej oku można dostrzec na samo wspomnienie rodzinnej miejscowości. Do czasu, kiedy zdrowie i siły pozwalały, bardzo chętnie tam wracała.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Czasy wojny były niezwykle trudne dla rodziny Olkowskich – w 1943 roku małżeństwo wraz z dziećmi zostało wysiedlone z domu, który stał się noclegownią dla żołnierzy niemieckich. Rodzinę Olkowskich pod swój dach przyjęli mieszkańcy wsi pod Przasnyszem, gdzie wspólnie przetrwali zimę. Olkowscy wiosną wrócili do domu.
NIE BAŁA SIĘ ŻADNEJ PRACY
Zapewne te i późniejsze trudne przeżycia nauczyły panią Kazimierę radzenia sobie z codziennością. Od zawsze była kobietą niezwykle zaradną. Zostając sama z dziećmi na gospodarstwie musiała przyjąć na siebie wiele typowo męskich obowiązków. Na pytanie czym zajmowała się w życiu, pani Kazimiera odpowiada: - Przędzeniem i szyciem. Koszule szyłam i ludziom, i dzieciom, i sobie. Tkałam z lnu chodniki i prześcieradła na krosnach. Niewiele z rzeczy uszytych przez jubilatkę się zachowało, bowiem większość wymieniła na jedzenie czy przedmioty, których brakowało w domu. - Babcia zawsze miała najpiękniejsze w całej wsi, własnoręcznie wykonane derki na wóz – wspomina wnuczka, Hanna Pijewska. - Już jako mała dziewczynka miała zdolności manualne i pomagała innym kobietom przy nawlekaniu nici na krosna – dodaje.
Dodatkowym źródłem dochodu dla pani Kazimiery, były wyjazdy do Gdyni, gdzie udawała się, by sprzedawać mleko, masło, drób czy jaja. Podróże wymagały wiele wysiłku – każdy z produktów trzeba było najpierw przygotować do sprzedaży, potem dostać się na stację kolejową, odległą od domu o 12 km z ciężkimi torbami, przebyć długą podróż pociągiem, by na końcu móc sprzedać te produkty. O tym, że pani Kazimiera żadnej pracy się nie bała świadczy także fakt, że sama umiała zaprzęgać i powozić końmi: - Pamiętam, jak jeździłam z babcią końmi do Krasnosielca sprzedawać ogórki z gospodarstwa. Babcia sama te konie zaprzęga ła, właściwie wszystko robiła przy nich sama – wspomina pani Hanna. Pani Kazimiera zawsze dbała, by jej dzieciom niczego nie brakowało. Wiele wysiłku i pracy włożyła w ich wykształcenie. A kiedy miała wolną chwilę dla siebie poświęcała czas na czytanie: - Babcia uwielbiała czytać, zawsze robiła to do bardzo późnych godzin. Do teraz pamiętam jak czytała nam przepowiednie Sybilli, a my z zaciekawieniem słuchałyśmy każdego słowa – opowiada pani Hanna. Poza tym całe życie kocha kwiaty, wszędzie zawsze miała ich pełno, na parapetach, w ogrodzie, zawsze zadbane, opielone. Całe życie starała się swoje obowiązki wykonywać najlepiej jak umiała: - Na niedzielę wszystko musiało być opielone, zagrabione, nawet źd źbła trawy na podwórku nie było – wspomina wnuczka.
NIE LUBI NARZEKAĆ
Kiedy pani Kazimiera mieszkała jeszcze w Olkach, często odwiedzała rodzinę w Dźwierzutach: - Uwielbiałyśmy, kiedy ba bcia przyjeżdżała do nas zimą. Bardzo dużo nam wtedy czytała, dużo opowiadała i robiła najlepszą jajecznicę z mąką – mówi wnuczka Hanna. - Z kolei my jeździłyśmy do babci każdego lata. Smak pieczonego przez nią chleba i robionego masła pamiętam do dziś – dodaje druga z wnuczek, Małgorzata Roman.
Pani Kazimiera była bardzo lubianą i szanowaną mieszkanką Olk. – Wszyscy mnie we wsi lubili, bo ja z „babami” nie plotkowałam – mówi pani Kazimiera.
Do dzisiejszego dnia nie lubi narzekać. Na pytanie o zdrowie odpowiada krótko i stanowczo: - Czuję się dobrze, nic mnie nie boli. A córka dodaje: - Od 10 lat mama nie bierze żadnych leków. Życzymy, aby tak pozostało przez długie lata. A już za kilkanaście dni jubilatce zostaną odśpiewane życzenia „dwustu lat”!
Anna Wielgoszewska{/akeebasubs}
