"Ale to już było i nie wróci więcej” - nawiązując do szlagieru Maryli Rodowicz w swoich felietonach będę przybliżała zachowane w szufladach pamięci wspomnienia. Jest ich bardzo dużo. Mam nadzieję, że te opowieści pozwolą wrócić do przeszłości, przywołają uśmiech, a może łezkę rozrzewnienia. Dadzą też obraz tego, co było a nie jest i zostanie zapisane w ten rejestr.

Święto kobiety...
Dzień Kobiet w Kole Spółdzielczyń był zawsze mile obchodzony (na zdjęciach uroczystości w roku 2002 r.)

Święto Kobiety ... wstydliwe teraz niestety. Mowa tu oczywiście o 8 marca, czyli Międzynarodowym Dniu Kobiet. Dniu Kobiet teraz często pomijanym i wyśmiewanym. W czasach mojego dzieciństwa i wczesnej kobiecości było to ważne i kultywowane święto. Na ten dzień w moim rodzinnym domu mama przygotowywała wielkie przyjęcie. Na stole królowała salaterka z sałatką jarzynową, grubo posmarowaną majonezem, który oczywiście ucierałyśmy na zmianę z siostrą. Przygotowanie dobrego majonezu wymagało nie lada umiejętności{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}, gdyż do żółtek delikatnym strumieniem lało się olej i od szybkości obrotów zależało, czy się uda, czy też zwarzy. Nasz udawał się zawsze i był smaczny. Sałatkę mama dekorowała „kwiatami” bzu. Otóż białko gotowanego jajka mieszała z buraczkami. Następnie dwa noże ustawiała tak, by utworzyły trójkąt i tę przestrzeń posypywała kolorowym białkiem, uzyskując piękne lilaki. Dodatkowo salaterkę z sałatką zdobiła krojąc jabłko i tworząc kolorowe koło. Obok michy sałatki na stole królował bigos i kotlety mielone. Jako deser mama podawała tort, który oczywiście był po części i moim dziełem. To ja w makutrze ucierałam biszkopt, a potem krem. Tort również był pięknie udekorowany. Boki miał białe, natomiast wierzch był posypany kawą i udekorowany w różne esy-floresy. Wszystko wymagało pracy i wysiłku, ale jak smakowało...Doceniali to goście. Za stołem zasiadali: mój chrzestny, obok niego stryjek ze stryjenką, wujek z wujenką, babcia oraz przyjaciele rodziców. Mama otrzymywała kwiaty – były to przepiękne i długo utrzymujące świeżość goździki oraz praliny; my dostawałyśmy czekolady z napisem „jedyna”. W domu było wesoło, a radość potęgowały wznoszone toasty. Gdy zbliżał się czas rozstania, stryj zwykł mawiać: „po jednym i do domu”. Nam dzieciom wcale nie zależało na tym, by się rozchodzili, wprawdzie nie siedzieliśmy z dorosłymi za stołem, ale ich wesołość sprzyjała wspólnym wygłupom i psotom. Stryjek kładł na skraju stołu pudełko zapałek i unosząc wskazujący palec ogłaszał: „Kto tym palcem zrzuci pudełko wygrywa pół litra”. Wówczas wszyscy obecni panowie podwijali rękawy koszul i każdy z nich bezbłędnie wykonywał zadanie. Stryj śmiał się z nich i powtarzał „to nie tak”. Wtedy mój ojciec wziął rękę pomysłodawcy konkursu i jego palcem strącił pudełko. W prosty sposób wygrał zawody, ale wówczas stryjek skwitował: „To się nie liczy, bo znałeś rozwiązanie”. Wszyscy mieliśmy niezły ubaw.

Gdy zaczęłam pracować, Dzień Kobiet w „Społem” był także uroczyście obchodzony. Męska część załogi obdarowywała nas tulipanami i rajstopami, a potem pakowała się do służbowego żuka i ruszała obdarowywać pracownice zatrudnione we wszystkich placówkach Spółdzielni. Wracali weseli i oczywiście na dwóch gazach.

W tamtych czasach również poczta i listonosze mieli dużo pracy, bowiem krewni i znajomi słali z różnych stron piękne widokówki. Mam całą kolekcję takich kartek. Nawet zachowałam prawdziwy telegram. Wszystkie te akcesoria tworzą bukiet utkany z kwiatów wspomnień, bo święto kobiety jest ważne... niestety. Lubię być kwiatami w tym dniu obdarowywana i na koncert do Miejskiego Domu Kultury zapraszana. Wiadomo, że dawniej to święto inny wymiar miało, ale najważniejsze, żeby ciągle trwało.

Grażyna Saj-Klocek{/akeebasubs}