Rozmowa z burmistrzem Pasymia Cezarym Łachmańskim
- Jak pan odebrał swoją przegraną z Marcinem Nowocińskim już w I turze wyborów?
- Z szacunkiem podchodzę do wyboru mieszkańców. Dziewięć lat temu powierzyli mi tę misję, a teraz zdecydowali, że dobiegła ona końca. Okres, który spędziłem na stanowisku burmistrza był, moim zdaniem, ale i części społeczeństwa, czasem rozwoju, stabilizacji finansów. Jestem dumny z tego, że są one w takim stanie, w jakim od początku historii samorządu nie były. Ponadto zrealizowaliśmy bardzo wiele inwestycji. Teraz będę patrzył na to, co zaprezentuje nowa władza.
- W czym upatruje pan przyczyn przegranej?
- Nie ma co domyślać się, dlaczego stało się tak a nie inaczej. To pytanie nie do mnie, tylko tych, którzy głosowali.
- Może popełnił pan jakieś błędy w kampanii? Pana rywal był w niej bardzo aktywny i ofensywny.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
- Pozostawiam to bez komentarza. Każdy określa jakąś strategię kampanijną. Musieliśmy ją prowadzić w zależności od tego, co prezentowali kontrkandydaci. Byłem zmuszony do prostowania pewnych rzeczy. Zobaczymy, jak będzie z realizacją programu wyborczego komitetu „Pasym dla Wszystkich”. Kibicuję w tym mojemu następcy, bo jeśli będzie on realizowany, to oznacza kolejne lata rozwoju dla naszej gminy. Mam nadzieję, że nasz dorobek nie zostanie zmarnotrawiony. Wierzę jednak głęboko, że mieszkańcy, głosując w wyborach, wiedzieli co robią.
- Czy te wybory kończą pana przygodę z samorządem?
- Na razie przygotowuję bilans zamknięcia tego, co zrobiliśmy, by przekazać władzę burmistrzowi – elektowi, ale nigdy się nie mówi się nigdy. Natomiast jeśli chodzi o bycie burmistrzem, to ja ten rozdział raczej zamykam.
- Jak się pan odnosi do zapowiadanych przez Marcina Nowocińskiego zmian kadrowych w urzędzie? Mówi on o likwidacji stanowiska zastępcy skarbnika oraz powrocie do pasymskiego ratusza Barbary Trusewicz.
- Nie chcę tego komentować, bo to już nie moja sprawa. Każdy sam decyduje, z kim chce współpracować. Będę się bacznie przyglądał efektom, bo one są najważniejsze dla społeczeństwa. A kto to będzie robił, to niech decyduje burmistrz poprzez dobór odpowiednich współpracowników.
- Będzie pan przychodził na sesje Rady Miejskiej?
- To zależy od tego, co będę robił dalej w życiu.
- Z urzędami wójtów rozstają się też włodarze Dźwierzut i Rozóg, którzy zaczynali rządy w tym samym czasie, co pan. Co pan myśli o ich przegranych?
- To jest to samo, co w moim przypadku. Jesteśmy wybieralni bądź nie. Każdy musi się z tym liczyć zaczynając pracę w samorządzie.
- Czy zdradzi pan, jakie ma plany na przyszłość?
- Niewykluczone, że wrócę do tego, co robiłem na początku swojej kariery zawodowej, czyli do szkoły na stanowisko nauczyciela wychowania fizycznego. Będę chciał jeszcze spokojnie popracować na rzecz naszego najmłodszego społeczeństwa. Byłby to mój powrót do korzeni, zwłaszcza że mój brat i mama też są nauczycielami wf-u. Moja misja jako dyrektora szkoły również się skończyła dziewięć lat temu i nie zamierzam wracać do zarządzania placówkami oświatowymi.
Rozmawiała:
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
