Weszliśmy w nowy rok kalendarzowy – oczywiście z hukiem.
Powodem nie był rzecz jasna fakt, że na trzy dwójki w dacie ludzkości trzeba było czekać aż osiemset lat (od roku 1222), tylko ludzkie przyzwyczajenia. Mimo tego że burzą się obrońcy praw zwierząt czy osoby lubiące po prostu ciszę, niemal w każdym zakątku naszego powiatu huki musiały być i basta! Nie były to huki w wersji oficjalnej – władze Szczytna, wzorem większości magistratów w województwie, zrezygnowały z ogólnomiejskiego przywitania nowego roku. Nie przeszkodziło to jednak fanom efektów pirotechnicznych. Tuż po Bożym Narodzeniu przedstawiciele głównie płci męskiej gromadnie wyruszyli do sklepów czy specjalnie przygotowanych stoisk, by za parędziesiąt złotych (a często więcej) zapewnić sobie i swoim gościom kilkanaście minut sylwestrowo-noworocznej radochy. Uwagę przyciągały wyrzutnie i baterie o wiele mówiących nazwach typu „SUPER BOMBA” bądź podobne produkty odwołujące się do tradycji patriotycznej („Husaria”, „Dzień Niepodległości”).
A propos obrońców praw zwierząt oraz samych czworonogów i innych stworzeń – na jednym ze stoisk wypatrzyliśmy artykuły pirotechniczne, których producenci albo dostrzegają nagłaśniany od paru lat problem, albo po prostu próbują wstrzelić się w trendy (fot. 1). Angielskie „quiet shot” (czyli ciche strzelanie) sprawia, że na pyszczkach i mordkach od razu pojawiają się uśmiechy. A może ograniczenie się w przyszłości jedynie do wizualnej wersji witania kolejnego roku w kalendarzu będzie obowiązkowe? Kto wie, czy za jakiś czas ktoś nie zakaże także dodatkowo zbyt głośnego otwierania butelek szampana/wina musującego?
OZDOBY NADAL CIESZĄ OCZY

Początek nowego roku to wciąż okres bożonarodzeniowy. Nadal możemy podziwiać świąteczne ozdoby, które – nie da się ukryć – bardziej klimatycznie wyglądały w wersji śnieżnej. Rok 2022 zaczęliśmy od temperatur dodatnich i śnieg się rozpuścił.
O ozdobach w centrum Szczytna pisaliśmy w poprzednich numerach. O to, by stolica powiatu i jej okolice wyglądały w okresie świątecznym ładnie, dbają jednak nie tylko władze samorządowe i odpowiednie służby. Efektowną iluminację mamy i na blokowych balkonach (fot. 2) , i w obejściach domków jednorodzinnych (fot. 3). Okazałej choinki doczekał się nie tylko szczycieński plac Juranda. Jeszcze wyższe drzewko – teraz przystrojone – rośnie sobie w centralnej części Kamionka (fot. 4).{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

Dekorować można nie tylko ulice, domy, sklepy czy skwery. Ostatnio widzieliśmy np. samochód z odpowiednimi dodatkami (fot. 5). Przywołało nam to na myśl zwyczaj ozdabiania narodowymi emblematami pojazdów podczas piłkarskich mundiali czy mistrzostw Europy.
ZIMOWE LUSTRA
W ostatnich dniach ubiegłego roku zima odeszła, ale nie jest powiedziane, że wkrótce nie wróci. Warto się na to zawczasu przygotować – odnosimy wrażenie, że nie zawsze wszyscy odpowiedzialni za bezpieczeństwo podczas np. niedawnej ślizgawicy stawali na wysokości zadania. Posypywać czy odśnieżać trzeba jezdnie i chodniki, ale czy to jedyne miejsca, w których trzeba coś robić? W ostatnim tygodniu starego roku (początkowo dość mroźnym) zastanowiła nas jeszcze jedna sprawa. W Szczytnie przybyło jakiś czas temu luster drogowych mających poprawiać bezpieczeństwo osobom wyjeżdżającym z dróg podporządkowanych. Pewnego mroźnego przedpołudnia zrobiliśmy sobie przejażdżkę wybranymi ulicami. Jak wyglądały owe lustra? Mniej więcej tak jak na fot.6 (skrzyżowanie ulic Drzymały i Kętrzyńskiego). Nie da się ukryć, że w takich warunkach lustra swojej funkcji nie spełniały…
SZCZYCIEŃSKIE WIEŻOWCE
Czy mamy w Szczytnie wieżowce? Odpowiedź na pytanie jest pozornie prosta: NIE. Owszem, możemy się pochwalić kilkoma wysokimi, wyglądającymi lepiej czy gorzej, wieżami (kościelnymi, ratuszową, ciśnień), ale wieżowce kojarzą się raczej z budynkami przeznaczonymi do stałego przebywania (praca, mieszkanie) w nim ludzi. Definicji drapaczy chmur znajdziemy ileś (pod uwagę biorąc metry lub kondygnacje), ale niedawno wyczytaliśmy, że w takim Olsztynie pierwszy wieżowiec miał… 6 pięter i wzniesiono go na początku lat 60. ubiegłego wieku. W Szczytnie punktem granicznym było od dawna czwarte piętro (czyli piąty poziom). Podobne standardy obowiązywały przez lata w wielu polskich miastach, a odnosiło się to do faktu, że w blokach 4-piętrowych nie trzeba było instalować wind. Naszym pierwszym wieżowcem miał być tzw. dom nauczyciela zbudowany na skrzyżowaniu ulic Barczewskiego i Lipperta. Skończyło się na czterech piętrach, ale w budynku pozostał wewnątrz ślad (od dołu do samej góry) po niedoszłym szybie windowym.
Windy pojawiły się w niedawno wzniesionych w Szczytnie budynkach. Mają one bryłę zdecydowanie atrakcyjniejszą od tej z bloków budowanych za komuny. W niektórych z nich zwiększyła się także liczba kondygnacji. Oto w bloku na ul. Dąbrowskiego, który za kilka miesięcy powinien być gotowy do użytku, pięter, jak widać (fot. 7), będzie pięć (kondygnacji – sześć).
Kiedyś nie było to normą, dziś trudno sobie wyobrazić stawianie bloków bez przygotowania rozsądnej liczby miejsc parkingowych. Przejeżdżając niedawno „blokową” częścią ulicy Łomżyńskiej dostrzegliśmy, że w paru miejscach z tym wytyczaniem stanowisk do parkowania coś jest nie tak. Oto np. pod jednym z budynków kierowcy i pasażerowie muszą wykazać się sporymi umiejętnościami, by nie uszkodzić poprawnie zaparkowanego pojazdu sąsiada (fot. 8).
TAJEMNICA CZARNEGO PRZYCISKU

W niewielkim parku rozrywkowo-naukowym zlokalizowanym w bezpośrednim sąsiedztwie Zespołu Szkół nr 2 w Szczytnie przybyło kolejne stanowisko. Jest nim armata powietrzna ( fot. 9) . Urządzeniu towarzyszy krótka instrukcja, a efekt działania armaty widzimy na fot.10 Do sterowania lufą potrzebny jest - według opisu – czarny przycisk, ale my takowego nie znaleźliśmy i posłużyliśmy się rączką.
Największą popularnością w opisywanym miejscu cieszy się chyba ścianka przytulanka, o której kiedyś w „Kronice” wspominaliśmy. Niestety, jest ona naukową zabawką najbardziej zniszczoną. Prętów, służących do przesuwania, sukcesywnie ubywa (fot.11) . Kilka nakrętek widzieliśmy pod samym urządzeniem, a jeden z prętów znaleźliśmy aż przy armatce powietrznej.
Tekst i foto (w większości):
G.P.J.P.
{/akeebasubs}
