Szczytno - Warszawa i odwrotnie

Wspomniałem dwa tygodnie temu, że wybieram się do Warszawy na uroczystości związane z wręczeniem dorocznej, prestiżowej nagrody dziennikarskiej imienia Andrzeja Woyciechowskiego. Organizatorem owej ważnej dla dziennikarzy gali jest Radio ZET. Radio, które stworzył nieżyjący już dzisiaj Andrzej. Ja, jako dawny przyjaciel byłego szefa popularnej rozgłośni, jestem co roku grzecznościowo zapraszany do warszawskiej Zachęty na ową luksusową imprezę. Oczywiście, że wraz z żoną staramy się jak najbardziej godnie reprezentować miasto Szczytno. Zawsze zresztą w towarzystwie Krzysztofa Topolskiego - aktualnie spod szczycieńskich Roman - którego znajomość i przyjaźń z Andrzejem Woyciechowskim jest jeszcze dawniejsza niż moja.

W tym roku byliśmy tam także. W czwartek 22 listopada.

Jak wspomniałem, impreza należy do jednej z najbardziej znaczących w Warszawie, a udział w gali i bankiecie to zaszczyt niedostępny dla typowych, telewizyjnych celebrytów widywanych na pokazach mody lub wręczaniu nieliczących się, masowych nagród show biznesu. Tym bardziej nęci mnie, aby podzielić się z Czytelnikami - tak po plotkarsku - swoimi wrażeniami.

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

Najważniejszym z gości był Pan Prezydent Bronisław Komorowski. Oczywiście w towarzystwie licznej grupy posłów i europosłów. Po bokach miał dwóch ochroniarzy. Niewysokich, nie rzucających się w oczy. My siedzieliśmy koło profesora Tomasza Nałęcza. Znaczącą i łatwo zauważalną postacią był dawniejszy premier Jan Krzysztof Bielecki. Mimo nikłego wzrostu trudno było go nie dostrzec z uwagi na ekspresyjną ruchliwość, dzięki której w każdym momencie był wszędzie. Mnie osobiście zaskoczyła męska para „papużek nierozłączek” w osobach panów posłów Stefana Niesiołowskiego (PO) i Jerzego Wenderlicha (SLD). Panowie przyszli razem i nie rozstawali się ani na chwilę podczas części bankietowej, wspólnie degustując jadła i napoje.

A co do jadła. Głównym gorącym daniem (spośród kilku) była pieczeń jagnięca z pęczakiem. Zupy - podawane w malutkich filiżaneczkach (takich na jeden łyk) - były to różne rodzaje kremów, z których najbardziej przypadł mi do gustu mus szparagowy z pasemkami parmeńskiej szynki. Pośród niezliczonych przekąsek królowały maleńkie foremki z kruchego ciasta wypełnione różnorakim farszem. Najlepsze były te z owocami morza oraz takie z przedziwną i nie znaną mi fantazją z wątróbek. Jeśli chodzi o desery, to było to wprawdzie coś pięknego, ale nic więcej nie potrafię powiedzieć, bo jako grubas słodyczy unikam.

Spośród licznie obecnych znanych dziennikarzy miałem okazję porozmawiać chwilę z Moniką Olejnik. Rozmawialiśmy na stojąco. Pani Monika jest malutka, ale tym razem wystąpiła w szpilkach co najmniej dwudziestocentymetrowych. Tak, że nawet nie musiałem się schylać.

No, a teraz - zgodnie z tytułem felietonu - było Szczytno w Warszawie, zatem Warszawa o Szczytnie.

Jak już niegdyś wspomniałem, otrzymuję regularnie miesięcznik historyczno-kulturalny „Skarpa Warszawska”. Jest to unikatowy periodyk, redagowany i wydawany z ogromnym pietyzmem, o kontrolowanym nakładzie 6000 egzemplarzy. Poświęcony niemal w całości historycznym wspomnieniom związanym z Naszą Stolicą. I oto w numerze październikowym dostrzegłem ogromną, na pół dużej strony, reprodukcję legitymacji z roku 1949 wydanej w Szczytnie. Jest to legitymacja Kazimierza Sheybala zamieszkałego niegdyś w naszym mieście, przy ulicy Żymierskiego, pracownika Komisji Organizacyjnej Liceum Mazursko-Warmińskiego im. Tadeusza Czackiego. Chodzi o tak zwane Liceum Krzemienieckie - znaczącą w latach 1920-1939 placówkę. Dzisiaj Krzemieniec należy do Ukrainy. Tuż po wojnie planowano stworzyć w naszym okręgu szkołę wzorowaną na szczytnych tradycjach owego słynnego, przedwojennego ogólniaka.

Historyczny artykuł jest niezwykle ciekawy. Napisała go wnuczka Kazimierza Sheybala – Aleksandra Sheybal-Rostek. Pani Rostek mieszka w Warszawie i już drugą kadencję piastuje godność miejskiej radnej. Jej mama przyszła na świat w Szczytnie. To co napisała jest niezwykle ciekawe. Do tematu prób kontynuowania w Szczytnie tradycji zasłużonego Krzemienieckiego Liceum chyba jeszcze powrócę.

Andrzej Symonowicz

{/akeebasubs}