Specjalny Ośrodek Szkolno – Wychowawczy w Szczytnie funkcjonuje już 50 lat. Przez ten czas jego mury opuściło łącznie blisko 2 tysiące absolwentów. W ciągu pięciu dekad istnienia szkoła zmieniła się nie do poznania. - Zazdroszczę nauczycielom, którzy pracują dziś w takich warunkach – mówił były dyrektor placówki i jeden z pierwszych jej pracowników, Jerzy Klenczon.

Szkoła otwarta na inność
Ważnym punktem jubileuszowej uroczystości był występ uczniów

PIĘKNY JUBILEUSZ

Jubileusz 50-lecia Specjalnego Ośrodka Szkolno – Wychowawczego w Szczytnie im. Janusza Korczaka odbył się w piątek 15 czerwca. W uroczystości udział wzięły władze samorządowe powiatu i województwa, a także przedstawiciel wojewody. Nie zabrakło też osób od lat wspierających ośrodek i blisko z nim współpracujących, w tym byłego posła na sejm, prof. Tadeusza Iwińskiego, rodziców, emerytowanych nauczycieli, byłych dyrektorów oraz wychowanków. Ci ostatni zaprezentowali gościom program artystyczny nawiązujący do jubileuszu szkoły. Historię SOSW przypomniała obecna jego dyrektor, Maria Jolanta Rudzka, która kieruje nim już od 18 lat. W ciągu minionego półwiecza mury placówki opuściło 1172 absolwentów szkoły podstawowej, 478 zasadniczej szkoły zawodowej, 245 gimnazjum, 46 szkoły przysposabiającej do pracy i 35 przedszkolaków. Nad ich edukacją czuwało ponad 260 pedagogów. W SOSW było też zatrudnionych 31 pracowników administracji i 135 obsługi.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} 

Pracownice SOSW o najdłuższym stażu odebrały podziękowania od dyrekcji i starosty Jarosława Matłacha

Szkoła przez ostatnie dekady przeszła wiele zmian. Przede wszystkim wzbogaciło się jej zaplecze, a warunki nauki dzieci niepełnosprawnych znacząco się poprawiły. Kilka lat temu wybudowano tu nową salę gimnastyczną z zapleczem edukacyjno – rehabilitacyjnym. Wykonano również wiele remontów, obejmujących m.in. wymianę dachu, okien i oświetlenia oraz zlikwidowano bariery architektoniczne. Sale zostały doposażone w pomoce dydaktyczne, w tym tablice interaktywne. Do transportu uczniów zakupiono dwa samochody, a w bibliotece stworzono centrum multimedialne. Dyrektor Rudzka zdradziła jednak zebranym, że ma jeszcze jedno marzenie. - Nasza szkoła – jubilatka czeka na nowe boisko do gier zespołowych – mówiła, kierując te słowa przede wszystkim do starosty Jarosława Matłacha, przedstawiciela organu prowadzącego placówkę. Ten zapewniał, że taki obiekt ma szansę powstać. Z okazji jubileuszu, na ręce dyrektor, przekazał szkole czek na 10 tys. złotych.

Maria Jolanta Rudzka kieruje ośrodkiem od 18 lat, najdłużej spośród wszystkich dyrektorów

Specjalne podziękowania podczas uroczystości odebrały nauczycielki o najdłuższym stażu pracy w ośrodku: Maria Cekała, Iwona Kacak, Jadwiga Duńczyk, Anna Staniszewska – Boszko, Bogumiła Sochacka i Iwona Golon.

WSPOMNIENIA BYŁEGO DYREKTORA

Jerzy Klenczon, jeden z pierwszych pracowników szkoły, wspominał jej początki

W trakcie jubileuszu nie mogło zabraknąć wspomnień związanych z początkami placówki. Dzielił się nimi z przybyłymi gośćmi były dyrektor SOSW i jeden z pierwszych zatrudnionych tu pedagogów, Jerzy Klenczon. Wspominał, że administracja rozpoczęła pracę 1 stycznia 1968 r., a nauczanie dzieci ruszyło 1 lutego. Tego dnia i on zaczął tu swoją zawodową przygodę. - Do pracy w ośrodku namówił mnie pierwszy jego dyrektor i jednocześnie mój nauczyciel z liceum pedagogicznego, Stanisław Manujło – opowiadał Jerzy Klenczon. Na terenie, gdzie wybudowano szkołę i internat, znajdowało się pole obejmujące obszar od ul. Konopnickiej do ul. Tetmajera. - Te pierwsze lata to ogrom pracy ówczesnych pracowników, którzy musieli to wszystko zagospodarować – mówił były dyrektor. Na terenie ośrodka istniał ogródek, w którym panie kucharki same uprawiały warzywa, wykorzystywane potem do przygotowywanych dla dzieci posiłków. Rosnące do dziś przy SOSW drzewa także sadzili pracownicy, na czele z pierwszym dyrektorem. Jerzy Klenczon wspominał również, że zajęcia sportowe odbywały się w spartańskich warunkach, bo służąca do tego sala nadawała się jedynie do gry w … warcaby lub szachy. Mocno mu to przeszkadzało, bo sam był nauczycielem wychowania fizycznego. - Teraz, gdy spojrzę na tę nową salę, to zazdroszczę nauczycielom, którzy tu dzisiaj pracują. Mogą wysoko podskoczyć, a my musieliśmy uważać, żeby nie uderzyć głową w sufit – żartował Jerzy Klenczon, podkreślając, że warunki w ośrodku zaczęły się poprawiać pod koniec lat 90., kiedy to pieczę nad placówką przejęło starostwo powiatowe.

Ewa Kułakowska{/akeebasubs}