Jacek Choma, wędkarz ze Szczytna, złowił w Jeziorze Domowy Małym sandacza ważącego ponad 6,5 kg. Imponującym okazem postanowił pochwalić się naszej redakcji. - Nie trzeba wcale jeździć gdzieś dalej, bo miejskie jeziora są bogate w ryby – podkreśla wędkarz. Wyczyn mieszkańca Szczytna wywołał jednak liczne kontrowersje, związane z tym, czy zamiast na patelnię, ogromny sandacz nie powinien trafić z powrotem do jeziora.
NIE TRZEBA JEŹDZIĆ DALEKO
Jacek Choma wędkuje od małego. Mieszkaniec Szczytna jest członkiem olsztyńskiego koła „Sum”. Najczęściej łowi ryby w szczycieńskich jeziorach. Ostatnio najchętniej zasadza się na sandacze. - To trudna do złowienia ryba, a ja lubię wyzwania – mówi pan Jacek. W miniony czwartek wędkował na Jeziorze Domowym Małym. Nie spodziewał się, że jego łupem padnie tak wielka ryba{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
CZY ZŁAMAŁ REGULAMIN?
Złowiony przez pana Jacka sandacz trafił na patelnię, a potem został przyrządzony jako ryba po grecku. Wędkarz zdradza, że właśnie w tej postaci lubi tę rybę najbardziej. Zauważa, że sandacz to gatunek bardzo ceniony ze względów kulinarnych, głównie dlatego, że nie ma wielu ości.
Informacja o okazie złowionym przez mieszkańca Szczytna opublikowana na stronie facebookowej „Kurka” wywołała prawdziwą burzę oraz falę komentarzy. Kontrowersje budzi to, czy wędkarz nie powinien wypuścić tak dużego sandacza do jeziora. Część komentujących zwraca uwagę, że pan Jacek mógł złamać regulamin obowiązujący na akwenach użytkowanych przez Okręg PZW w Olsztynie, w tym Jeziorze Domowym Małym. Zgodnie z nim, wymiary ochronne sandacza wynoszą tu do 50 cm i powyżej 70 cm. Próbowaliśmy skontaktować się z wędkarzem, aby odniósł się do stawianych mu zarzutów. Pomimo wielu prób nawiązania połączenia, nie odbierał jednak telefonu.
(ew){/akeebasubs}
