27. edycja Dni i Nocy przeszła do historii. Publiczność, w tym turyści z różnych stron kraju, mogła posłuchać rocka, popu oraz tanecznych rytmów. Najliczniejsza frekwencja towarzyszyła sobotniemu koncertowi, którego gwiazdami były zespoły Feel i Varius Manx z Katarzyną Stankiewicz.

Tak minęły Dni i Noce
Odtwarzający postać Juranda Tadeusz Piórkowski (zdjęcie z prawej) dokonał wpisu do Złotej Księgi Miasta. Na zakończenie imprezy już nie przybył, ale w historyczny kostium przebrała się za to burmistrz Danuta Górska

DZIESIĘĆ LAT ZA DARMO

W tym roku minęło dokładnie dziesięć lat od momentu, kiedy Dni i Noce całkowicie zmieniły swoją formułę. W 2007 r. po raz pierwszy zrezygnowano z biletowanych koncertów na plaży miejskiej, przenosząc je na scenę zlokalizowaną na pl. Juranda. Odtąd na czas imprezy wyłączone z ruchu są także główne ulice w centrum, w tym ul. Odrodzenia, na której odbywa się Jarmark Jurandowy. Jego dopełnieniem od niedawna są także kramy rękodzielników ustawione przy ul. Spacerowej.

Piotr Kupicha z zespołu Feel porwał publiczność  do wspólnej zabawyTegoroczne święto grodu rozpoczęło się akcentem folklorystycznym. Na scenie wystąpił Zespół Pieśni i Tańca „Ziemia Żywiecka” z partnerskiego Żywca. Oficjalne otwarcie miało miejsce później niż w minionych latach, bo tuż przed godziną 20.00. Co może zaskakiwać, po raz pierwszy głosu nie zabierali zaproszeni na imprezę politycy, nie witano też z pietyzmem, jak to bywało dawniej, wszystkich przybyłych gości. Główną postacią otwarcia Dni i Nocy był więc Jurand, a właściwie odtwarzający go od 1991 r. Tadeusz Piórkowski. Podczas inauguracji święta grodu spotkało go oraz jego małżonkę Ewę wyróżnienie w postaci wpisu do Złotej Księgi Miasta. Została ona utworzona z okazji 25-lecia samorządu. Do tej pory widnieje w niej dziesięć wpisów osób zasłużonych dla Szczytna. Ewa i Tadeusz Piórkowscy są właścicielami pensjonatu „Sasek” w Sasku Małym i hodowcami koni. Od 26 lat organizują podczas Dni i Nocy orszak Jurandowy, w którym pan Tadeusz odtwarza postać rycerza ze Spychowa.

POD ZNAKIEM ROCKA

Po oficjalnym otwarciu przyszedł czas na pierwszy koncert. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} 

Tradycyjnie już piątkowy wieczór zarezerwowany jest dla brzmień rockowych. W tym roku doszły jeszcze akcenty bluesowe, bo jako pierwszy wystąpił Old Breakout, który m.in. przypomniał kompozycje niezapomnianego Tadeusza Nalepy. Kiedy zaczęło się ściemniać, na scenę wkroczyli weterani Dni i Nocy, czyli Hunter. W historii szczycieńskiej imprezy nie ma drugiego takiego zespołu, który występowałby w jej trakcie tak często. Grupa, założona ponad 30 lat temu w Szczytnie przez Pawła Grzegorczyka, ma swoich zagorzałych fanów, zawsze owacyjnie przyjmujących jej występy. Zespołowi w kilku utworach towarzyszył szczycieński chór „Kantata”. Po Hunterze przyszła pora na jeszcze ostrzejsze brzmienia zaserwowane przez śląską formację Neu Oberschleisen. Jej występ został wzbogacony o widowiskowe efekty pirotechniczne, ale do końca wytrwali tylko najwięksi fani ciężkiego grania.

AKCENTY KLENCZONOWSKIE

Występ Jana Yaniny Iwańskiego szczególnie spodobał się fanom Krzysztofa Klenczona

Najwyższa frekwencja towarzyszyła sobotniemu koncertowi. Oficjalnie jest on poświęcony pamięci Krzysztofa Klenczona, jednak akcentów związanych z liderem Czerwonych Gitar i Trzech Koron w jego trakcie jest coraz mniej. W tym roku do twórczości Klenczona nawiązywał występ Jana Yaniny Iwańskiego wraz z zespołem, w którym uwagę przyciągała urocza basistka. Przypomniał on najbardziej znane kompozycje związanego ze Szczytnem artysty oraz zaprezentował własne, osadzone mocno w estetyce lat 60. i 70. Muzyk apelował do publiczności o to, by pamiętała o polskich twórcach, w tym również tych już nieżyjących. Po występie Yaniny na scenę wkroczyła Alicja „Bibi” Klenczon, która promuje swoją nową książkę „Historia jednej znajomości”. Podczas krótkiej rozmowy z prowadzącym koncerty Mariuszem Korpolińskim zachęcała do jej lektury, mówiąc, że jest to „kontrowersyjna saga o Krzysztofie Klenczonie”. Wyraziła też nadzieję, że organizatorzy Dni i Nocy powrócą do konkursu jego imienia. Obecnie wydarzenie to odbywa się w Pułtusku, mieście, w którym artysta przyszedł na świat.

GWIAZDY I GWIAZDECZKI

Pierwszą dużą gwiazdą sobotniego koncertu był zespół Feel. Podczas jego występu na pl. Juranda zrobiło się najtłoczniej. Grupa zaprezentowała swoje największe, znane z anten radiowych hity, które wraz z wokalistą Piotrem Kupichą śpiewała publiczność, żywiołowo reagując na zachęty muzyka do wspólnej zabawy. Z kolei koncert Varius Manx z Katarzyną Stankiewicz nie spotkał się z aż tak entuzjastycznym odbiorem, pomimo że grupa wykonała swoje największe przeboje, w tym te z czasów, kiedy wokalistką była Anita Lipnicka. Zaskakujący był też finał ich koncertu. Zabrakło bisów, a grupa dość pospiesznie opuszczała scenę, tłumacząc, że taka jest wola organizatorów. Zaraz potem nad ratuszową wieżą wystrzeliły sztuczne ognie i około północy koncert dobiegł końca. Z kolei w niedzielę publiczności było zdecydowanie mniej. Zapewne wpływ na to miała zmienna aura i przelotne opady deszczu. Przed oficjalnym zamknięciem imprezy w tuż po nim zagrał olsztyński zespół Harlem. Potem scenę opanowali wykonawcy reprezentujący nurt dance i disco polo – Agata Sobocińska, zespół Power Play i Magda Femme.

NIE MA ODWROTU

Niedziela upłynęła pod znakiem tanecznych rytmów. Podczas występu discopolowego zespołu Power Play pod sceną zapanowała prawdziwa euforia

Dni i Noce to, jak co roku, także wydarzenia towarzyszące. Tradycyjnie już przy ruinach zamku powstała wioska rycerska, w której odbywał się turniej łuczniczy, a na małym jeziorze regaty modeli łodzi żaglowych. Swoją strefę zabaw mieli też najmłodsi. W sobotnie przedpołudnie na pl. Juranda można było wziąć udział w pikniku służb mundurowych. Po raz pierwszy na plaży stanęła mała scena, na której prezentowali się miejscowi wykonawcy.

W wieczornych koncertach brało udział wielu przyjezdnych, którzy pojawili się w Szczytnie tylko po to, by usłyszeć dany zespół. Na imprezę przyjechali m.in. z sąsiednich miast, takich jak Mrągowo czy Nidzica, ale też z województwa mazowieckiego, a nawet ze Śląska.

Wydaje się, że od obowiązującej formuły Dni i Nocy nie ma już odwrotu, nawet jeśli nie wszystkim ona odpowiada. Czy jednak za rok organizatorzy zdobędą się na jej odświeżenie? Na to pytanie odpowiedź poznamy w lipcu 2018 r.

Ewa Kułakowska{/akeebasubs}