W jednej z sensacyjnych powieści Kena Folletta szef międzynarodowej komórki wywiadowczej zadaje swojemu podwładnemu, wysokiej rangi oficerowi, pytanie mające sprawdzić poziom jego inteligencji. A pytanie owo brzmiało mniej więcej tak: „Dlaczego odbicie w lustrze zamienia stronę lewą i prawą, a nie zamienia góry z dołem”.

Takie sobie ciekawostkiCiekawy problem, ale odpowiedź nie sprawiła mi specjalnego kłopotu. Otóż strony lewa – prawa, to pewna umowność, podczas, gdy góra i dół to fizyczny fakt. Tak na przykład, gdy patrzymy na swoje odbicie, to nasza lewa ręka jest nadal jest ręką lewą, a policzek lewy także, tyle że gdyby zamiast odbicia stał naprzeciw nas inny człowiek, to wtedy jego prawa strona byłaby vis a vis naszej lewej. A co do góry i dołu, to wystarczy położyć się na podłodze. Na boku, twarzą do lustra. Położymy się na przykład na boku lewym, ale lustro pokaże nam, umownie, że to bok prawy, natomiast góra będzie tak i tak górą. Pochwaliłem się przed żoną jaki to ja jestem mądry. Tymczasem małżonka moja postukała się w czoło i sięgnęła na regałową półkę w naszym pokoju, skąd zdjęła niedużą książeczkę. Książeczkę tę podała mi ze słowami: Trzeba było powiedzieć, że masz taki ciężki problem do rozwiązania. Tutaj jest to wszystko opisane, a także jeszcze więcej. Podejrzewam, że chciała zakończyć swoją wypowiedź słowami „baranie jeden”, ale ugryzła się w język.

Ta książka, to wydany w roku 2009 światowy bestseller pod tytułem „Dlaczego pingwinom nie zamarzają stopy”.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Jakoś przeoczyłem jej istnienie, choć od kilku lat miałem to dziełko w zasięgu ręki. Zacząłem starannie przeglądać owo opracowanie i dowiedziałem się z niego sporo ciekawych rzeczy. Bo też jest to książka wyjaśniająca wiele pozornie nienaturalnych zjawisk, a także rozprawiająca się z niektórymi mitami, głęboko zakorzenionymi w ludzkich wierzeniach. Zacytuję zatem kilka interesujących przykładów.

Zaciekawiły mnie dywagacje na temat mniej lub bardziej uzasadnionych praktyk związanych z piciem wina, a także innych napojów. Zawsze myślałem, że słynny cytat z filmów z Jamesem Bondem, kiedy zamawia on drinka, zaznaczając, że koktajl ma być wstrząśnięty, a nie zmieszany, jest wymysłem autora scenariusza, mającym świadczyć o oryginalności bohatera. Tymczasem okazuje się, że dla znawców win ogromne znaczenie ma poziom natlenienia napoju, czyli jego zmieszanie z powietrzem. Na przykład delikatne przelanie wina z butelki do karafki właściwie napowietrza trunek. Co innego jakieś kilkakrotne, burzliwe przelewania. Podobnie jest ze sprawą jednorazowego wstrząśnięcia lub długotrwałego mieszania.

Całkiem odwrotnie przedstawia się sprawa przygotowania herbaty. Podobno istnieje przekonanie, że do jej zaparzenia należy zawsze używać wody tylko raz przegotowanej. Drugie gotowanie wody pozbawia ją części tlenu, niezbędnego dla prawidłowego smaku napoju. Osobiście nigdy o czymś takim nie słyszałem, ale też prawie nie pijam herbaty. Natomiast autor książki, wielbiciel tego napoju, udowadnia, że istniejący mit jest zupełnie nieuzasadniony i nie ma żadnego pokrycia w rzeczywistości.

Pewną ciekawostkę dla mnie stanowi temat przechowywania w lodówce owoców. Otóż jeśli chodzi o nasze rodzime jabłka, czy gruszki, to proszę bardzo. Dlaczego nie. Natomiast gorzej jest z przechowywaniem owoców tropikalnych i podzwrotnikowych. Podobno banan, w temperaturze poniżej 10 stopni, błyskawicznie ciemnieje i psuje się. Nawet w ciągu jednej nocy.

Skoro wspomnieliśmy lodówkę. Wielokrotnie sprawdzono, że gorąca woda wstawiona do zamrażalnika, zmieni się w lód szybciej niż woda zimna. Pozorny paradoks, a jednak udowodniony. Natomiast dowiedziałem się z wymienionej książki, że takie zjawisko zaobserwował już Arystoteles i opisał je w swojej „Meteorologii”. Oczywiście nie pisał nic o lodówkach.

Na zakończenie kilka słów na tematy nie kulinarne. Autor zabawnie i kpiarsko rozprawia się z pomysłem, aby w uszkodzonej, spadającej windzie podskakiwać, bo może uda nam się znajdować w powietrzu podczas zderzenia podłogi windy z ziemią. Sama koncepcja wydaje się całkowicie absurdalna, a jednak spotkałem niegdyś pozornie niegłupiego pana, który usiłował wyjaśnić mi, że jest to całkiem sensowny sposób, aby taki wypadek przeżyć.

Nie mniej ciekawe są dywagacje na temat tego, co dzieje się z kulą karabinową wystrzeloną w górę. Przy założeniu, że uda się ją wystrzelić idealnie pionowo. Czy spadnie na strzelającego? Czy będzie mogła zabić? Tutaj autor przedstawia bardzo ciekawe obliczenia balistyczne. Polecam więc tę lekturę.

Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}