Arkadiusz Młyńczak nie jest już skarbnikiem w Urzędzie Miasta i Gminy Pasym. Odwołali go radni, bo prawomocnym wyrokiem sądu został uznany kłamcą lustracyjnym, a prawo zabrania takim osobom pełnienia najważniejszych funkcji w samorządach. Były już skarbnik zaprzecza, aby współpracował z komunistyczną służbą bezpieczeństwa.
Arkadiusz Młyńczak nie jest już skarbnikiem w Urzędzie Miasta i Gminy Pasym. Odwołali go radni, bo prawomocnym wyrokiem sądu został uznany kłamcą lustracyjnym, a prawo zabrania takim osobom pełnienia najważniejszych funkcji w samorządach. Były już skarbnik zaprzecza, aby współpracował z komunistyczną służbą bezpieczeństwa.
ODWOŁANIE W AURZE TAJEMNICZOŚCI
Odwołanie Arkadiusza Młyńczaka po ponad dwudziestu latach sprawowania funkcji skarbnika miasta i gminy Pasym owiane było aurą tajemniczości. Przed sesją, w programie której znalazł się ten punkt, burmistrz Cezary Łachmański nie chciał wyjawić powodów zmiany na tym stanowisku. Zapewniał tylko, że nie mają one związku z pracą Młyńczaka w pasymskim urzędzie. Z kolei radni o przesłankach przemawiających za odwołaniem skarbnika dowiedzieli się podczas zamkniętego spotkania odbywającego się tuż przed obradami. W trakcie samej sesji, transmitowanej na żywo, również nie padły żadne wyjaśnienia. Mieszkańcy śledzący obrady usłyszeli tylko kurtuazyjne podziękowania. Burmistrz tłumaczył, że o powodach odwołania skarbnika dowiedzą się z artykułów w lokalnej prasie.
SĄD: JEST KŁAMCĄ LUSTRACYJNYM
Dlaczego Arkadiusz Młyńczak musiał rozstać się z funkcją? Okazuje się, że przyczyną jest prawomocny już wyrok sądu, który uznał byłego skarbnika kłamcą lustracyjnym.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
USTALENIA SĄDU
Z wnioskiem o wszczęcie postępowania lustracyjnego wystąpił prokurator IPN biura oddziałowego w Białymstoku. Stwierdził, że analiza zgromadzonego materiału dowodowego wskazuje, że Młyńczak w okresie od listopada 1984 roku do 28 czerwca 1986 roku był tajnym i świadomym współpracownikiem SB, czyli tzw. organu bezpieczeństwa państwa. A to bezwzględnie powinno być ujawnione w oświadczeniu lustracyjnym. Sąd Okręgowy w Olsztynie, który wszczął postępowanie lustracyjne 25 maja 2020 r. ustalił, że Młyńczak, będąc studentem wydziału matematyczno-przyrodniczego WSP w Olsztynie, znalazł się w sferze zainteresowania służby bezpieczeństwa. Przeprowadzono z nim rozmowę w Rejonowym Urzędzie Spraw Wewnętrznych w Nidzicy, zachęcając do podjęcia współpracy w charakterze tajnego współpracownika. W listopadzie 1984 r. Młyńczak wyraził zgodę na współpracę. Własnoręcznie sporządził meldunek, przyjmując kryptonim „Grześ”. Współpraca ze strony SB była nakierowana na uzyskiwanie wiedzy o ówczesnym Ośrodku Duszpasterstwa Akademickiego i Wyższej Szkole Pedagogicznej w Olsztynie. Z ustaleń sądu wynika, że lustrowany udzielał SB informacji, sporządzał meldunki i wyraził oczekiwanie na gratyfikacje finansowe za przekazywane informacje. W związku z tym otrzymywał wynagrodzenie pieniężne. Ponadto udzielono mu obietnicy dostarczenia karty pamięci do aparatu fotograficznego. Bardzo szybko, bo już w 1985 r. Młyńczak podjął próbę zakończenia tej współpracy. Stwierdził, że brak mu do tego predyspozycji. Złożył w tym zakresie oświadczenie i to doprowadziło ostatecznie do rezygnacji ze współpracy. Formalnie ze strony SB zakończona została 28 czerwca 1986 r.
W postępowaniu przygotowawczym lustracyjnym Młyńczak nie przyznał się do współpracy z organami SB, chociaż potwierdził fakt podpisania zobowiązania do zachowania w tajemnicy rozmowy, która miała miejsce we wrześniu 1984 r. w Nidzicy. Wykluczył jednak fakt podpisywania jakichkolwiek innych dokumentów. W ocenie sądu jego wyjaśnienia okazały się niewiarygodne. W tej sprawie sporządzono aż trzy opinie biegłych, żeby stanowczo ustalić kwestię związaną z autentycznością podpisów. Zdaniem sądu, najbardziej wiarygodna i szeroko wyjaśniająca okoliczności tej sprawy jest opinia biegłej Katarzyny Wójtowicz Garncarz, która, co podkreślił sąd, bardzo obszernie i profesjonalnie odniosła się do zapisów, które były przedmiotem badań. Ponad wszelką wątpliwość wynika z tego, że te zapisy są autentyczne i pochodzą od lustrowanego.
W czasie postępowania nie udało się uzyskać zeznań oficera prowadzącego TW „Grześ”, ze względu na to, że już nie żyje. Pozyskano natomiast zeznania innego oficera SB, który miał wgląd w tę sprawę i potwierdził autentyczność tej sytuacji i zgromadzonej dokumentacji. Wskazał również na problemy związane z prowadzeniem tajnego współpracownika, o czym świadczą zachowane dokumenty.
W tej sytuacji sąd uznał, że całokształt zebranych dokumentów i innych dowodów jednoznacznie wskazuje na to, że lustrowany podjął świadomą i tajną współpracę. Miała ona relatywnie krótki okres, ale najważniejsza w tej sprawie była kwestia oceny, czy oświadczenie lustracyjne było zgodne z prawdą.
MŁYŃCZAK: NIE PODPISAŁEM DEKLARACJI
Orzeczenie sądu oznacza, że przez najbliższe cztery lata były skarbnik ma zakaz wykonywania określonych funkcji. - Dla mnie to prawie jak dożywocie – komentuje decyzję sądu, dodając, że do emerytury pozostało mu sześć i pół roku. Zapewnia jednak, że gdyby miał dziś składać oświadczenie lustracyjne, byłoby ono identyczne jak to, które złożył w 2008 r.
Z jakiego powodu służba bezpieczeństwa tak bardzo się nim interesowała, że próbowała go zwerbować? Młyńczak nie ma na to pytanie jasnej odpowiedzi. Wspomina, że dwa lata wcześniej, jeszcze jako uczeń liceum w Nidzicy, w reakcji na wprowadzenie stanu wojennego, zorganizował wraz z koleżankami i kolegami akcję ulotkową upamiętniającą wydarzenia na Wybrzeżu w grudniu 1970 r. - Nie rozumiem, dlaczego po dwóch latach od tej akcji miałbym podjąć współpracę z SB – zastanawia się. O zawartości teczki TW „Grzesia” mówi, że były w niej jedynie mikrofilmy, na których znajdują się kopie dokumentów, w tym raportów składanych oficerowi prowadzącemu. - Nie ma tam podpisanej przeze mnie deklaracji o współpracy ani oświadczenia o przyjęciu pseudonimu – twierdzi były skarbnik. Potwierdza, że podpisał jedynie oświadczenie o zachowaniu w tajemnicy rozmowy werbunkowej. - I to był mój błąd – przyznaje. Dodaje, że pisane rzekomo jego ręką donosy z inwigilacji olsztyńskiego duszpasterstwa akademickiego zawierają błahe informacje. Jako przykład podaje raport z andrzejek, gdzie mowa jest o tym, że na imprezie „królowały pączki i oranżada”.
CZY ZOSTANIE W URZĘDZIE?
Co będzie dalej z byłym skarbnikiem? Nieoficjalnie mówi się, że może on nadal pracować w pasymskim urzędzie, ale na innym stanowisku, nieobjętym ustawowymi obostrzeniami. Burmistrz Łachmański tego nie potwierdza, ani też nie zaprzecza. - Drzwi do naszego urzędu są dla pana Młyńczaka otwarte. Będziemy się zastanawiać, w jaki sposób zagospodarować jego wiedzę i doświadczenie – mówi włodarza Pasymia. Co sądzi o całej sprawie? - Ja z wyrokami niektórych sądów nie dyskutuję. Znam pana Arkadiusza Młyńczaka od ponad trzydziestu lat i mam do niego pełne zaufanie – odpowiada burmistrz.
Arkadiusz Młyńczak, choć pochodzi z Nidzicy, z Pasymiem związany jest od 1989 r. Trafił tu zaraz po studiach na kierunku matematycznym, rozpoczynając karierę zawodową w miejscowej szkole podstawowej. Potem pracował w Regionalnej Izbie Obrachunkowej w Olsztynie, olsztyńskim oddziale PKO BP, a następnie Regionalnym Inspektoracie Celnym w Olsztynie. Pod koniec 2002 r. ówczesna burmistrz Pasymia Lucyna Kobylińska, jego niedawna konkurentka w wyborach samorządowych, zaproponowała mu objęcie funkcji skarbnika, którą piastował aż do minionego czwartku.
W latach 1998 – 2002 Młyńczak zasiadał w pasymskiej radzie. W połowie lat 90. współtworzył Stowarzyszenie Miłośników Ziemi Pasymskiej „Kalwa”.
Ewa Kułakowska, (o){/akeebasubs}
