Tegoroczne lato zapowiada się niezbyt ciekawie. Cytując wieszcza: Bronią się jeszcze twierdze Grenady, ale w Grenadzie zaraza. Szczytno, to nie Grenada, a nasze zamkowe ruiny, to nie taka znowu twierdza. Niemniej wszyscy walczmy dzielnie z pandemicznym paraliżem wszelakiej, rozrywkowej inicjatywy. Co do mnie, to walczę. I o tym chcę dzisiaj napisać.
Wiemy już, że liczne, planowane jak każdego lata imprezy, nie odbędą się. Przede wszystkim Dni i Noce, a także Jarmark Mazurski. Zwłaszcza żal mi tej drugiej. Jarmark, zarówno dla mnie, jak i dla wielu przyjezdnych, stałych bywalców szczycieńskiego ludowego bazaru, to była coroczna, rzadka okazja do zakupu prawdziwych, regionalnych wyrobów. Chińskiego badziewia mamy pełne stragany podczas każdego wakacyjnego festynu. W całej Polsce. Tymczasem nasz Jarmark Mazurski od lat stanowi jakże rzadki, chlubny wyjątek.
Towarzystwo Przyjaciół Muzeum w Szczytnie, którego prezesem jest moja żona Monika Ostaszewska-Symonowicz, zaproponowało władzom miasta zorganizowanie, jak co roku, trzech inicjatyw kulturalno-rozrywkowych. Nie wiemy, co z tego wyjdzie, ale uzyskaliśmy życzliwe błogosławieństwo Pana Burmistrza, a także stosowną dotację. Tak się składa, że na zlecenie TPM akurat ja (wespół z Mariuszem Nowakiem) zajmę się bezpośrednią organizacją sezonowych zamierzeń. Opiszę zatem, czego możemy, EWENTUALNIE(!), spodziewać się tego lata.
Co roku, pod koniec czerwca, widokową, ratuszową wieżę otwierano dla zwiedzających. Fantastyczny widok na Szczytno i okolice zachwyca wszystkich.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Chciałbym, aby i tego lata odbył się koncert jazzu tradycyjnego. To już byłaby doroczna impreza nr 12. W Szczytnie mieszka wielu amatorów starych, tradycyjnych standardów jazzowych. Ten rodzaj muzyki niejednokrotnie prezentowano na szczycieńskich estradach, ale stała, cykliczna impreza jest moim osobistym „dzieckiem” i chciałbym, aby żyło ono wiecznie. Niegdyś popierał moją inicjatywę pan burmistrz Paweł Bielinowicz - koneser i znawca tego rodzaju muzyki. Dzisiaj jest mi przychylny obecny włodarz miasta Krzysztof Mańkowski. To także wielbiciel tradycyjnego jazzu. Ale nie tylko Urząd Miejski nam pomaga. Wspiera nas dotacjami także Urząd Marszałkowski w Olsztynie oraz warszawskie stowarzyszenie STOART - mecenas muzycznych artystów wykonawców. A to dlatego, że owe koncerty mają już uznaną, wysoką rangę w Polsce. Po słynnych i niedoścignionych festiwalach jazzowych w Iławie, jest to druga, rozpoznawalna impreza ekscytująca miłośników tego rodzaju muzyki, w jej bardzo tradycyjnym, a czasem wręcz staroświeckim, wydaniu. Polega to na tym, że ja - były aktywny członek studenckiego klubu STODOŁA (lata sześćdziesiąte), a była to wówczas centrala wszelakich jazzowych polskich inspiracji, korzystam dzisiaj z dawnych znajomości. Wspaniali jazzmani tamtych lat dobiegają już wiekowo osiemdziesiątki, ale muzycznie są nadal znakomicie precyzyjni, a jeśli chodzi o styl, to absolutnie niezastąpieni. Takich to właśnie ludzi zawsze zapraszam do Szczytna.
I jeszcze kilka słów odnośnie renomy naszych koncertów. Mam trochę rodziny w hiszpańskim, przepięknym mieście nad oceanem Conil de la Frontera. Mam tam także przyjaciół. Jednym z nich jest Holender o imieniu Ton (Antoni). Tenże, choć nie mówi po polsku, uwielbia nasz kraj. Co roku bywa w Polsce latem (w Hiszpanii jest mu wówczas za gorąco). I od iluś lat (nie pamiętam od ilu) zawsze odwiedza Szczytno. Z reguły tak, aby załapać się na nasz Wieczór Jazzowy. Ma chłop już swoje lata (nawet trochę starszy ode mnie), ale będąc ogromnym wielbicielem tradycyjnej odmiany muzyki improwizowanej uważa, że tylko w Szczytnie może jeszcze usłyszeć ten naprawdę stary i dobry jazz. Niedawno telefonował do mnie z pytaniem o datę tegorocznego koncertu. Ton jest obecnie bardzo poważnie chory, ale powiedział, że absolutnie musi przylecieć do Polski i być „na jazzie”. Bo to przecież może być jego ostatni raz. No cóż, może uda nam się zorganizować koncert. Planowany termin to 7 sierpnia. W razie problemów zrobimy to później.
Trzecią imprezą Towarzystwa Przyjaciół Muzeum będzie coroczny konkurs „Fotograf szczycieński”. Tu nie powinno być problemów pandemicznych. Zachęcam fotoamatorów do przestudiowania aktualnych warunków. Liczymy, że w temacie „wydarzenia” otrzymamy reporterską rejestrację czasu zarazy. No to trzeba działać już!
Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}
