Wielokrotnie zdarzyło mi się pisać o rozkoszach konsumpcji. Zarówno tej kuchennej jak i barowej. Czyli obracałem się wokół tematyki grzechów głównych - obżarstwa oraz opilstwa, ponieważ o rozkoszach podniebienia opowiadałem całkiem poważnie. Dzisiaj zatem pożartujmy sobie wesoło na temat różnorakich dziwactw, jakimi obrosła tradycja spożywania wyskokowych trunków.

Trunkowe ciekawostki i dziwactwa
Cedrowa skrzyneczka MASU z kieliszkiem sake. Trunek wlewa się do momentu, aż się przeleje

Zacznijmy od wina. To, że w zależności od jego jakości klasyfikuje się ów napój do jednej z czterech grup, to rzecz ogólnie znana. Najmarniejsze z win, to wina określane mianem stołowe (vin de table). Te najwyższej jakości posiadają oznaczenie AOC, z francuskiego appellation d’origine controlee. Przy czym te najlepsze posiadają jeszcze dalszą klasyfikację, ale tak już drobiazgową i rozległą, że tylko wybitni znawcy są w stanie połapać się w tym wszystkim. Pewną ciekawostkę przy owym podziale stanowi ocena smaku kolejnego rocznika. Otóż fachowcy (kiperzy), oceniający smak wyprodukowanego napoju, charakteryzują go posługując się podobieństwem do innych smaków. Najczęściej owocowych, ale nie tylko. Przeglądając fachowe opisy różnych win, natknąłem się na szokujące porównania. Smak wina Savignon Blanc określono następująco: świeżo skoszona trawa, szparagi, koci mocz (pipi de chat). Natomiast pewien rodzaj Burgunda opisano tak: ciemne czereśnie, cynamon, korzenie drzew, goździki, zużyte opony, łajno. Proszę sobie wyobrazić, że wymienione oceny mają charakter pozytywny. Ale skąd ci wszyscy kiperzy wiedzą jak smakuje koci mocz, czy zużyte opony?!

Teraz kilka słów na temat szampana. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Zacznę od krótkiego cytatu z „Pana Tadeusza”. Adam Mickiewicz charakteryzuje w nim upadek obyczajów i skąpstwo szlacheckiej braci:

Węgrzyna pożałuje,

a pije szatańskie

fałszywe wino modne,

moskiewskie szampańskie

Skąd ta niechęć do jakże popularnego w Europie, szlachetnego wina musującego? Otóż w XIX wieku pito szampana o wiele bardziej słodkiego niż dzisiaj. Rosjanie importowali to wino z Francji, ale co do poziomu cukru, to żądali napoju o nadzwyczajnej jego zawartości, bo aż 30 dag na litr. Straszliwy ulepek, ale nasz klient, nasz pan. Według gustu. Rosjanie tak pokochali ów słodki napitek, że sami zaczęli produkować własne, niesłychanie słodkie „Moskowskoje Szampanskoje”. I właśnie o tym fałszywym szampanie pisze z takim niesmakiem Adam Mickiewicz.

Przenieśmy się jeszcze dalej na wschód. Do Japonii. Jak wiadomo, narodowym trunkiem Japończyków jest sake. My mówimy o niej wódka. Japończycy nazywają sake winem. Natomiast jest to tak naprawdę rodzaj piwa bez gazu i chmielu, produkowanego ze spleśniałego ryżu. Japończycy nie są szczególnie odporni na alkohol, co zresztą jest uzasadnione genetycznie, stąd ich narodowy napój jest trunkiem dość słabym. Z tym, że podczas II wojny światowej Japończycy wzmacniali swoją sake innymi dostępnymi alkoholami i tak im zostało po dziś dzień. Współczesna, alkoholizowana sake ma z reguły 16-18% alkoholu. Cóż to jest dla Europejczyka? Niewiele, ale dla dzisiejszego samuraja, to jednak wyzwanie.

Na zakończenie kilka słów o koktajlach. Już Mikołaj Rej z niejakim wstrętem wspomina o stołowych obyczajach Włochów, w tym mieszaniu napojów:

Żabka, kotek, ślimaczek - to u nich źwierzyna, A potem wódkę pije,

przymieszawszy wina.

W Polsce, do czasów II wojny światowej nie uznawano mieszania alkoholi.

Wiele jest teorii skąd wzięła się nazwa koktajl. Mnie najbardziej odpowiada taka najbardziej złośliwa. Podaję ją na podstawie książki Adama Granville. Otóż dawniej, w amerykańskich barach ustawiano ceramiczne naczynia w kształcie kogutów. Na zlewki z niedopitych kieliszków i resztki z butelek. Uboższym klientom proponowano tę miksturę po cenach promocyjnych. Nalewano ją z kraniku umieszczonego w kogucim ogonie. A koguci ogon to po angielsku cock (kogut) tail (ogon). I stąd zapewne malownicza nazwa mieszanego trunku. Koguci ogon.

Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}