Kilka dni temu zatelefonowała do mnie zaprzyjaźniona pani. Mieszkanka Szczytna. Porozmawialiśmy trochę o tutejszych sprawach, po czym usłyszałem: dlaczego ty o tym nie piszesz? Zdumiało mnie to trochę, ponieważ na temat co najmniej połowy omawianych tematów wypowiedziałem swoje zdanie w licznych kurkowych felietonach. Kiedy powiedziałem o tym mojej rozmówczyni, to ona z kolei zdziwiła się i wyjaśniła: wiesz, nie czytam twoich felietonów, bo ty zawsze pisałeś o sprawach warszawskich, a to mnie specjalnie nie interesuje.

Trzeba trafu, że dzień później spotkałem w Kaufladzie jednego z moich stałych czytelników. Starszego pana, z którym raczej rzadko mam przyjemność rozmawiać. Toteż postaliśmy sobie dłuższą chwilę na parkingu, gawędząc o tym i owym. W pewnym momencie mój rozmówca „zaatakował mnie” następująco: co pan, panie Andrzeju ostatnio wciąż pisze o szczycieńskich sprawach. Mamy tu trzy tygodniki i o wszystkim wiemy. A od pana to zawsze spodziewam się jakichś ciekawostek ze świata.
No i bądź tu mądrym. Na ogół staram się reagować na szczycieńskie nowinki, ale nie będę przecież odbierał tematów prawdziwym zawodowcom. Raczej próbuję wiązać wydarzenia szczycieńskie z tym, co dzieje się poza Szczytnem. Wychodzi mi to różnie. Ostatnie dwa felietony w całości poświęciłem wyłącznie naszemu miastu. No to dzisiejszy tekst dedykuję mojemu rozmówcy z parkingu przed supermarketem.
Tydzień temu zmarła w wieku 91 lat Xymena Zaniewska. Architektka i plastyczka, która zasłynęła jako projektantka kreacji dla „Mody Polskiej”, a także, a może przede wszystkim, jako autorka znakomitych scenografii dla Teatru Telewizji oraz innych scen polskich i zagranicznych. Była także wykładowczynią w łódzkiej szkole filmowej. Wielka Artystka!{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Xymena Zaniewska ukończyła Wydział Architektury Politechniki Warszawskiej w roku 1952. Tę samą uczelnię co ja, tyle że ja 18 lat później. Chciałbym zatem napisać kilka słów o niej i jej środowisku. O artystach estradowych, teatralnych i filmowych wiemy na ogół dość dużo. Media uwielbiają plotkować na ich temat. O wielkich artystach, którzy zasłynęli w innych dziedzinach sztuki wiemy niewiele. Postaram się uzupełnić tę wiedzę, także trochę plotkując.
Pani Xymena (to dziwne imię jest żeńskim odpowiednikiem imienia Szymon) dwa lata temu napisała bardzo fajny, wspominkowy artykuł do miesięcznika „Skarpa Warszawska”, do którego ja także pisuję. Opisywała w nim swoją pracę jako początkującej architektki przy budowie warszawskiego MDM. Powierzono jej, między innymi, zaprojektowanie wnętrz kawiarni „Pod Kurantami” na rogu Marszałkowskiej i Wilczej. Ta kawiarnia, otwarta na początku lat pięćdziesiątych, wkrótce stała się najmodniejszym warszawskim lokalem. Miał on dwa poziomy. Pani Zaniewska opisuje z jakim samozaparciem projektowała eleganckie, dębowe schody na piętro. Z tych schodów była do końca życia niezwykle dumna. Kawiarni już dawno nie ma, ale schody zostały. Artystka ponoć co jakiś czas zaglądała tam, aby jeszcze raz spojrzeć na swoją młodzieńczą realizację. Przed wieloma laty bywałem „Pod Kurantami” i dość dobrze stary lokal pamiętam. Poszedłem w to miejsce kilka miesięcy temu, aby przypomnieć sobie owe schody. Obecnie jest tam piwiarnia „Warka”. Lokal zupełnie inny, ale dębowe schody autorstwa pani Xymeny nadal prowadzą na piętro.
Xymena Zaniewska była dwukrotnie odznaczona Orderem Odrodzenia Polski (jeden z nich z Gwiazdą). Była też laureatką wielu znaczących nagród. Mnie szczególnie zaimponowała Nagroda Związku Architektów Szwajcarskich za projekt pawilonu wystawienniczego. Otrzymała tę nagrodę w roku 1972. W tym czasie byłem już architektem, zajmowałem się wystawiennictwem i doskonale pamiętam jak niezwykle trudno było nam konkurować z kolegami z zagranicy, biorąc pod uwagę siermiężne, nienowoczesne możliwości techniczne polskich przedsiębiorstw realizacyjnych. Aby te niedostatki przezwyciężyć i do tego zasłużyć na nagrodę, trzeba było naprawdę wielkiego artyzmu.
Na zakończenie kilka słów o synu pani Zaniewskiej. Także artyście wielkiej sławy. Sześćdziesięcioletni dziś Iwo Zaniewski, to przede wszystkim znakomity malarz. Ale zajmuje się także innego rodzaju twórczością i jak sądzę tę jego działalność znają wszyscy posiadacze telewizorów. W roku 1999 Iwo Zaniewski wspólnie z Kotem Przyborą (syn Jeremiego Przybory) założyli agencję reklamową. Rewelacyjną. To ich autorstwa były takie telewizyjne kampanie reklamowe jak „Mariola O KOCIM spojrzeniu”, „Frugo”, „Żubr” i szereg innych, a pośród nich trwająca aż 7 lat kampania reklamowa dla „Plusa”, realizowana wspólnie z kabaretem „Mumio” (kopytko).
Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}
