Mieszkańcy i letnicy biją na alarm – z jeziora Świętajno w zastraszającym tempie ubywa wody. Nie pomogła wielomilionowa inwestycja gminy Jedwabno polegająca na budowie wodociągu w Nartach, Warchałach i Brajnikach, co miało zahamować spadek poziomu wód gruntowych spowodowany kopaniem studni głębinowych. Miejscowi zbierają podpisy pod petycją do Wód Polskich, domagając się, aby eksperci zbadali, co jest przyczyną niepokojącego zjawiska i podjęli odpowiednie kroki.
POLSKIE MALEDIWY BEZ WODY
Jezioro Świętajno leżące w gminie Jedwabno to turystyczna perełka nie tylko gminy Jedwabno, ale całego powiatu szczycieńskiego. Od lat cieszy się ono opinią jednego z najczystszych w Polsce, a nawet w Europie. W sezonie wakacyjnym przyciąga prawdziwe tłumy, dając zarobek lokalnym przedsiębiorcom. To się jednak wkrótce może skończyć. Wszystko przez zauważalny z roku na rok gwałtowny spadek poziomu wody.
Mieszkający w Jedwabnie Józef Garbowski do Warchał nad jeziorem Świętajno przyjeżdża regularnie od czterdziestu lat. Pokazuje nam, że w latach 80. woda sięgała daleko w głąb obecnej plaży, obmywając rosnące w pobliżu drzewa. Dziś to już całkiem suchy ląd. - Obawiam się, że część turystów przestanie tu przyjeżdżać. Na razie jeszcze trochę tej wody jest, ale strach pomyśleć, co nastąpi za dziesięć, piętnaście lat, jeśli będzie jej ubywać w takim tempie – mówi pan Józef.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
MOŻNA SIĘ TYLKO POMODLIĆ
Prowadzący nad jeziorem bazę nurkową Tadeusz Borowski również wspomina, że jeszcze dziesięć lat temu wody było zdecydowanie więcej niż obecnie. Zauważa jednak, że od tego czasu nie było zim z prawdziwego zdarzenia i mało jest opadów. Za ten stan rzeczy wini nie tylko zmiany klimatu, ale też postępującą betonozę, która do niedawna była zmorą dużych miast, ale ostatnio dociera też na prowincję. Mimo wszystko wierzy, że Warchały nie stracą na turystycznej atrakcyjności. W podobnym tonie wypowiada się Grażyna Tomczak, właścicielka hotelu „Natura Mazur”. Biznes turystyczny w Warchałach prowadzi od 2001 r. - Jak zimą śniegu było po pas, to wiosną woda z jeziora występowała na brzeg. Odkąd nie ma zim, nie jest uzupełniana. To problem nie tylko naszego jeziora, ale w zasadzie całego świata – zauważa. Przyznaje, że odwiedzający hotel turyści ubolewają z tego powodu, ale nie wpływa to liczbę rezerwacji. - Co ja mogę z tym zrobić? Tylko złożyć ręce i się pomodlić – mówi Grażyna Tomczak.
MIAŁO BYĆ LEPIEJ, A JEST CORAZ GORZEJ
Duże nadzieje na poprawę sytuacji wiązano z inwestycją, którą kilka lat temu kosztem ok. 10 mln zł przeprowadziła gmina Jedwabno. Wybudowała ona sieć wodociągową, z której mogą korzystać mieszkańcy i letnicy z Warchał, Nart i Brajnik. Liczono, że zahamuje to spadek poziomu wody w jeziorze, bo ludzie zaprzestaną kopania studni głębinowych. Okazuje się jednak, że nie odniosło to oczekiwanego skutku. Wójt gminy Jedwabno Sławomir Ambroziak informuje, że nie wszyscy podłączyli się do wodociągu, bo nie jest to obowiązkowe. Problem dotyczy głównie Nart. - Za wodę z sieci trzeba płacić, a za tę z własnego ujęcia – nie – zauważa włodarz. - Dla nas to przerażające. Myśleliśmy, że jak wybudujemy wodociąg, to sytuacja się poprawi. Tymczasem nie dość, że się nie poprawia, to jest coraz gorzej – ubolewa wójt.
Oprócz zmian klimatycznych, przyczyn ubytku wody w jeziorze upatruje w przeprowadzonych tu przed laty melioracjach, a także specyficznym położeniu akwenu. - Jezioro Świętajno leży na granicy wododziału Pregoły i Wisły. Zawsze tereny o takim usytuowaniu mają predyspozycje, aby się odwadniać – tłumaczy. Jako kolejną prawdopodobną przyczynę wymienia działania prowadzone tu jeszcze w XIX w., kiedy to ówcześni gospodarze tych ziem, zmienili akweny bezodpływowe w odpływowe, mocno ingerując tym samym w stosunki wodne. Tak dramatycznego ubytku wody nie ma jednak w innych jeziorach na obszarze gminy, co mogłoby potwierdzać teorię o niesprzyjającym położeniu na granicy wododziału.
SZYKUJĄ PETYCJĘ DO WÓD POLSKICH
Czy jest sposób, by zahamować niekorzystną tendencję? - Wody Polskie, będące właścicielem jezior, powinny przeprowadzić konkretne badania – odpowiada Ambroziak.
Mieszkańcy i letnicy nie zamierzają siedzieć bezczynnie i czekać, aż jezioro zamieni się w zarastające trzciną bagno. Z inicjatywy Agaty Wojdak, prowadzącej w Nartach działalność agroturystyczną, trwa zbiórka podpisów pod petycją do Wód Polskich. - Domagamy się, aby ktoś z tej instytucji tu przyjechał i zbadał, co się dzieje, a następnie by zostały podjęte działania, bo jak dotąd nikt nic nie robi – mówi pani Agata. Jej zdaniem na ratowaniu jeziora powinno zależeć wszystkim, a zwłaszcza tym, którzy dzięki niemu żyją, prowadząc tu swoje biznesy. Według niej w tym sezonie wody ubyło bardzo dużo. - Na temat przyczyn krąży wiele teorii, ale my chcemy, żeby ktoś wreszcie wykonał rzetelne badania. Jak to jezioro zniknie, wiele osób nie będzie miało z czego żyć – zauważa, podkreślając, że zaangażowała się w sprawę nie tyle ze względu na siebie, ile swojego 6-letniego syna. - My może jeszcze nie odczujemy tak mocno tej katastrofy, ale jego pokolenie już tak. Chciałabym, aby i on miał z tego jeziora korzyści, a nie za trzydzieści lat patrzył na bagno – mówi pani Agata.
Ewa Kułakowska, (o){/akeebasubs}
