Nie zachwyciło tegoroczne Święto Mazurskiego Kartoflaka. Przysmak, rekomendowany jako mazurski specjał kulinarny, konsumowali tylko najzagorzalsi smakosze, którym niestraszne było stanie w kolejce pod rozpalonym niebem.

Upalny i nudny kartoflak

Rozmach tegorocznej VII edycji „Mazurskiego Kartoflka” był duży. Najpierw, o czym już pisaliśmy, odbyły się imprezy gminne w Świętajnie, Pasymiu i Dźwierzutach. Finał w Szczytnie, po którym obiecywano sobie wiele, nie porwał jednak publiczności. Zjawiła się nawet telewizja z kilkoma kamerami, ale na nic zdały się wysiłki reporterów usiłujących podbić niemrawą atmosferę święta.

Tylko tysiąc porcji kartoflaka (w poprzednim roku 4 000) rozeszło się szybko, ale kolejki były znacznie mniejsze, niż w ubiegłych latach. Niedobór tytułowego specjału miały ratować inne potrawy oferowane przez restauracje biorące udział w finalnym konkursie.

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

„Mazuriana” serwowała pyszne młode kartofelki z kapustą, baraniną oraz grzybami. Z kolei stołówka „U Eli” częstowała kartoflanką i kartaczami. Były też kanapki ze smalcem i ogórkiem, a nawet deser – ciasto drożdżowe z powidłami. Nie było jednak tego wiele i te nadprogramowe dania rozeszły się także szybko. Gdyby nie to, że na palcu Juranda i ul. Spacerowej ustawiły się liczne stoiska z garmażerką, wędlinami, serami i pieczywem, a także pamiątkami oraz rękodziełem, widzowie nie mieliby się czym zająć.

Ale trzeba jeszcze dodać, że tak na dobrą sprawę nie było gdzie konsumować regionalnego przysmaku i pozostałych potraw. Kilka z grubsza ciosanych stołów, kilkanaście krzeseł ustawionych na rozgrzanym placu Juranda nie zapewniało komfortu. Widzowie chowali się po zacienionych kątach na tyłach placu, umykali w cień stoisk, czy namiotu aparatury technicznej służącej na potrzeby sceny.

Na tyłach placu spotkaliśmy 5-letniego Wiktora, który pałaszował właśnie kartoflaka, wystanego przez mamę.

- Skoro dziecko je z apetytem, znaczy że smaczny – mówi mama.

Czas widzom miały też umilać rozmaite konkursy, ale tych nie było zbyt wiele, m. in. na obieranie ziemniaków plastikową łyżką, czy na najdłuższą obierzynę. W międzyczasie przewodniczący jury Wojciech Charewicz wraz z dietetyczką Aleksandrą Czarnewicz-Kamińską wygłaszali pogadanki kulinarne i demonstrowali garstce widzów smażenie ażurowych placków ziemniaczanych.

Ukoronowaniem pierwszej części święta kartoflaka było ogłoszenie wyników konkursu publiczności i profesjonalnego jury. Wyniki były podobne – zwycięsko z kulinarnych bojów wyszła restauracja rodzinna „Dom pod Kogutem” z Tylkowa.

Wieczorem rozpoczęła się II część – koncerty muzyczne. Wystąpiły zespoły Ampha Romeo i Big Day, a gwiazdą wieczoru była Ewa Farna. Jak zauważyli jej licznie przybyli fani, znakomita była inscenizacja koncertu, czegoś takiego nie widzieli i nie słyszeli nawet podczas „Dni i Nocy Szczytna”.

Marek J.Plitt

{/akeebasubs}