W ręce funkcjonariuszy pasymskiego posterunku straży rybackiej wpadł „Czerwony październik”. Nie był to jednak atomowy radziecki okręt podwodny ze znanego filmu, lecz znacznie mniej skomplikowana jednostka pływająca wykorzystywana przez kłusowników do nielegalnych połowów ryb.
„Czerwony październik”, bo taką nazwę nosił kajak wykorzystywany do kłusowniczego procederu, od miesięcy był celem funkcjonariuszy z rejonowego posterunku straży rybackiej w Pasymiu. - „Polowaliśmy” na niego od początku czerwca, ale bez powodzenia – informuje komendant posterunku Mirosław Żelazko. Dodaje, że kajak wraz ze sprzętem służącym do nielegalnego połowu ryb był dobrze ukryty z lesie. Kłusownicy czuli się bezkarni. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Posterunek straży rybackiej w Pasymiu ma pod swoją opieką 260 jezior w powiatach szczycieński, olsztyńskim, mrągowskim i nidzickim. Gdy powstawał 11 lat temu, skala kłusownictwa była znacznie większa niż obecnie. - W pierwszych latach działalności zatrzymywaliśmy ok. 50 osób rocznie, w tym roku jest ich na razie tylko 7 – mówi komendant. Podkreśla, że na ukrócenie procederu duży wpływ mają działania podejmowane przez Państwową Straż Rybacką. Zajmuje się ona nie tylko łapaniem kłusowników, ale także usuwaniem zastawianych przez nich sieci. Oprócz tego posterunek w Pasymiu ściśle współpracuje nie tylko z policją, ale również ze szczycieńskim sanepidem. - W sezonie letnim wspólnie z jego pracownikami kontrolujemy smażalnie i bary sprawdzając, czy serwowane tam ryby pochodzą z legalnego źródła – informuje Mirosław Żelazko.
(ew){/akeebasubs}
