W ręce funkcjonariuszy pasymskiego posterunku straży rybackiej wpadł „Czerwony październik”. Nie był to jednak atomowy radziecki okręt podwodny ze znanego filmu, lecz znacznie mniej skomplikowana jednostka pływająca wykorzystywana przez kłusowników do nielegalnych połowów ryb.

Upolowali
„Czerwony październik” od czerwca był na celowniku funkcjonariuszy straży rybackiej

„Czerwony październik”, bo taką nazwę nosił kajak wykorzystywany do kłusowniczego procederu, od miesięcy był celem funkcjonariuszy z rejonowego posterunku straży rybackiej w Pasymiu. - „Polowaliśmy” na niego od początku czerwca, ale bez powodzenia – informuje komendant posterunku Mirosław Żelazko. Dodaje, że kajak wraz ze sprzętem służącym do nielegalnego połowu ryb był dobrze ukryty z lesie. Kłusownicy czuli się bezkarni. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} - „Czerwony październik” był bardzo uciążliwy. W sezonie otrzymywaliśmy wiele zgłoszeń od turystów i wędkarzy, którzy widzieli, jak kłusownicy rozstawiają sieci. Na wszelkie uwagi reagowali agresją i wulgaryzmami – relacjonuje komendant. W końcu jednak jeden z nich wpadł. W czwartek 11 października na jeziorze Babant Mały w pobliżu miejscowości Śledzie w gminie Dźwierzuty strażnicy rybaccy zatrzymali na gorącym uczynku 41-letniego mieszkańca powiatu mrągowskiego. Niewykluczone są dalsze zatrzymania, bo mężczyzna miał pomocników, których wystawiał jako „czujki”. Oprócz czerwonego kajaka ozdobionego sowiecką gwiazdą, funkcjonariusze zarekwirowali także dwie sieci rybackie produkcji rosyjskiej o łącznej długości ok. 150 metrów oraz 5 kg ryb. Następnego dnia dowody te zostały przekazane Komendzie Powiatowej Policji w Szczytnie. Kłusownikowi grozi do 2 lat pozbawienia lub ograniczenia wolności, bądź grzywna. Obligatoryjnie zapłaci także nawiązkę, w tym przypadku wynoszącą od minimum 250 do maksimum 1 tys. złotych.

Posterunek straży rybackiej w Pasymiu ma pod swoją opieką 260 jezior w powiatach szczycieński, olsztyńskim, mrągowskim i nidzickim. Gdy powstawał 11 lat temu, skala kłusownictwa była znacznie większa niż obecnie. - W pierwszych latach działalności zatrzymywaliśmy ok. 50 osób rocznie, w tym roku jest ich na razie tylko 7 – mówi komendant. Podkreśla, że na ukrócenie procederu duży wpływ mają działania podejmowane przez Państwową Straż Rybacką. Zajmuje się ona nie tylko łapaniem kłusowników, ale także usuwaniem zastawianych przez nich sieci. Oprócz tego posterunek w Pasymiu ściśle współpracuje nie tylko z policją, ale również ze szczycieńskim sanepidem. - W sezonie letnim wspólnie z jego pracownikami kontrolujemy smażalnie i bary sprawdzając, czy serwowane tam ryby pochodzą z legalnego źródła – informuje Mirosław Żelazko.

(ew){/akeebasubs}