Przypuszczam, że moi czytelnicy pamiętają telewizyjne, żartobliwe wykłady profesora mniemanologii stosowanej, czyli kabaretowego artysty Jana Tadeusza Stanisławskiego. Z cyklu „O wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą”.
Gdzie mi tam mierzyć się z Jankiem, który w dawnych, młodzieńczych latach był moim mistrzem. Natomiast tytuł jego „wykładów” zainspirował mnie dzisiaj do podjęcia tematu innych świąt. Bardziej osobistych, czyli urodzin oraz imienin. Akurat, jako Andrzej obchodzić będę jutro dzień mojego patrona (jest niedziela), natomiast świętowanie urodzin czeka mnie kilka dni później. Na Świętej Barbary, jak to drzewiej mawiano.
W dzisiejszym świecie ludzkość podzieliła się na tych, którzy obchodzą wyłącznie urodziny i takich, co to jedynie imieniny uznają za powód do świętowania. Są oczywiście także osobnicy, którzy korzystają z dobrodziejstw uroczystości jednej i drugiej. Choćby z powodu podwojenia wesołych, towarzyskich spotkań, a także okolicznościowych prezentów. Bywają jednak również tacy, którzy nic nie obchodzą. Ale to są zwyczajne smutasy. A zatem przypomnijmy sobie, co to są urodziny oraz imieniny i skąd się wzięły owe święta.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Zacznijmy od mądrego spostrzeżenia, że podstawą egzystencji człowieka jest cykliczność. Zmieniające się pory roku, a także dobowa regularność nocy i dni, to podstawa planowania i organizacji codziennego życia. Kiedy wymyślono kalendarz, a także zegar (jaki by on nie był) można było zaistniałe i planowane wydarzenia lokalizować w czasie. Pierwsze wzmianki na temat świętowania rocznic urodzinowych pochodzą ze starożytnej Grecji. Uroczyście czczono tam urodziny królewskie, a także niektórych bogów. Co do uhonorowania jubileuszem prostych ludzi, spośród przyjaciół i rodziny, to jeszcze długo trzeba było czekać.
Zaczęło się od pierwszych spisów ludzkości, w których rejestrowano dzieci nowo narodzone. Przypomnę tu wydarzenia związane z przyjściem na świat Jezusa. Łukasz Ewangelista zapisał: W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby wprowadzić spis ludności w całym państwie. Dopiero, kiedy powstały owe spisy, zaczęto powszechnie świętować kolejne rocznice urodzin. Wszędzie. Ale jeśli chodzi o katolików, to trwało to niezbyt długo. Pierwsi chrześcijanie uznali urodziny za obrządek barbarzyński. Według nich ziemska, fizyczna śmierć człowieka stawała się dopiero prawdziwym początkiem jego życia. Życia wiecznego. Wówczas to, aby odciąć się od barbarzyńskich urodzin, kapłani wymyślili konkurencyjną uroczystość, czyli imieniny. Za dzień, który należy uczcić, uznano datę śmierci patrona, nadanego człowiekowi podczas chrztu. Wybrano dzień jego śmierci, ponieważ dla wiernych jest to jednocześnie dzień rozpoczęcia, przez osobę świętą, życia wiecznego.
Jako rzekłem na początku, dzisiejszy świat jest podzielony. Nie tylko z powodu odmiennych religii, ale także wieloletniej tradycji, różnorodności obyczajów i nawyków. Nawet na terenie Polski, w takich regionach jak Górny Śląsk, albo Kaszuby świętowanie imienin jest rzadkością. Dominują urodziny. Natomiast pewną ciekawostką jest dla mnie fakt, że taka, na przykład Szwecja, w 60% luterańska, a w 40 nieokreślona, kraj, gdzie obecność w kościołach ocenia się na 5% mieszkańców, jest wielkim miłośnikiem obchodów imieninowych.
Wspomniałem o uwarunkowaniu religijnym. Zatem, żeby nie zanudzić czytelników, drobna, wspomnieniowa anegdotka. Otóż niegdyś spędziłem bardzo sympatyczny miesiąc w stolicy Maroka, Rabacie. Zaprosili mnie moi przyjaciele architekci, którzy pracowali na kontrakcie w tamtejszym Królewskim Biurze Projektów. Anegdotka nie dotyczy rocznicy urodzin, ale urodzin aktualnych. Otóż jednemu z moich kolegów urodził się synek. Oczywiście w Warszawie. Dowiedzieli się o tym marokańscy koledzy z biura projektów. Kiedy przyszedł do pracy, w jego pokoju, na zestawionych stołach, stały baterie butelek. A były to: coca-cola, seven up, sprite, mirinda, a także soki i wody mineralne. Mahometańscy kumple złożyli mojemu Henrykowi życzenia, po czym usłyszał, co następuje: Stary, mówiono nam, że w Polsce takie urodziny są okazją do dużego picia. No to przygotowaliśmy wszystko, co potrzeba. Na zdrowie! Kochane chłopaki. No, ale islamiści.
A wracając do opisywanych świąt. Ileż to przedziwnych obyczajów, na całym świecie, przyjęto za obowiązujące w dzień urodzin. Na przykład na Litwie goście jubilata muszą go trzykrotnie podnieść do góry razem z krzesłem, na którym siedzi. Sam to widziałem. Duńczyk, w dniu swoich urodzin, wywiesza na domu flagę narodową. W Argentynie i Brazylii bohatera urodzin ciągnie się za ucho, a w Australii, zamiast kawałka tortu, tak jak to jest u nas, należy skonsumować pajdę chleba posmarowaną masłem i posypaną kawałkami czekolady. Czyli co kraj, to obyczaj.
I to by było na tyle - jak zwykł kończyć swoje wykłady Janek Stanisławski.
Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}
