Jesień znacznej części osób przywołuje negatywne skojarzenia i jest dla niejednego porą roku do przeczekania, która powinna minąć jak najszybciej.

Niektórzy wybierają się jesienią na urlop do ciepłych krajów, by rozkoszować się słońcem i wysokimi temperaturami. A przecież czwarty kwartał roku to – od strony wizualnej – okres bardzo urozmaicony, który wzbogaca nasze wzrokowe doznania. W kończącym się powoli październiku mieliśmy u nas sporo złotej polskiej jesieni. Owa złotość to nie tylko dominująca w niektórych miejscach barwa liści na drzewach. To także kolor dziko rosnących roślin, którymi – jeśli tylko chcemy – możemy się zachwycać (fot. 1) . Van Gogh, gdyby żył, prawdopodobnie by się zachwycił i mógłby przyjechać do nas na plener. Jesienne mgły stanowią wprawdzie zagrożenie na drogach, ale tworzą razem ze wschodzącym (np. nad Szczytnem) słońcem ciekawy efekt (fot. 2).
Swoiście wygląda też w takim momencie spacer nad Jeziorem Domowym Dużym, którego niekiedy w ogóle nie widać… Innego dnia – tęcza, jeszcze innego – poranne oszronienie (fot. 3). Nie da się ukryć, że jesień to chyba najbardziej urozmaicona pora roku, choć jej teoretycznie najmniej atrakcyjna część jeszcze przed nami.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
ZMIANA CZASU

W najbliższy weekend spotka nas to, co pod koniec października spotkać musi – czyli zmiana czasu z letniego na zimowy. Historia zmiany czasu nie jest stara jak świat, dotyczy w gruncie rzeczy kilku ostatnich wieków, a w praktyce tereny obecnego powiatu szczycieńskiego znalazły się w czołówce rewolucyjnych przemian. Jako pierwsi zmianę czasu wprowadzili bowiem Niemcy – a było to podczas I wojny światowej, gdy wskazówki przesunięto do przodu - i z kwietnia zrobił się maj, ponieważ dokonano tego na przełomie tych miesięcy. Później wyznaczano różne miesiące jako moment przejścia w czas zimowy czy powrót do czasu letniego. Nie wszyscy muszą pamiętać (niżej podpisanemu też wyleciało to z głowy), że w Polsce do roku 1995 czas zimowy był wprowadzany w ostatni weekend września, a w latach powojennych zmiana pojawiała się na jakiś czas, po czym w ogóle znikała. W 2019 r. Parlament Europejski zatwierdził plan zniesienia zmiany czasu od roku 2021 - i mamy to, co mamy. Przyglądanie się sprawie trwa…
Za zmianą czasu nie przepada wiele osób. Po przejściu na inny czas mamy przez ileś dni zaburzony rytm dobowy, zamieszanie z porą pójścia do łóżka czy wstawania. Teoretycznie wszystko ma służyć oszczędzaniu energii, czyli celom ekonomicznym, ale ile jest w tym prawdy? Długie letnie wieczory są sympatyczne, lecz co wybrać jesienią: gremialne wychodzenie do pracy po ciemku (wschód słońca bez zmiany czasu następowałby u nas przed godziną 9.00) czy narzekanie na mroki po piętnastej? To nasze dylematy – w takiej Skandynawii jest ciemno przez prawie całą zimową dobę, a latem jest jasno aż zbyt długo.
Nie musimy się martwić o przestawianie zegarków w telefonach i innych urządzeniach elektronicznych, pozostaje za to wykonanie ruchu pokrętłem w zegarach wskazówkowych. W przypadku zegarków naręcznych czy wiszących na ścianie jest to kwestia pamiętania o tej czynności wykonywanej dwa razy do roku. Trochę więcej wysiłku wymaga przestawienie zegarów na wieżach ratuszowych, kościelnych czy dworcowych. Czasomierze te żyją często własnym życiem, regularnie spieszą się, późnią lub pokazują różne godziny na poszczególnych ścianach owych budynków (fot. 4).
Jeszcze bardziej oryginalny zegar widzieliśmy podczas wakacyjnej wyprawy na północne rubieże naszego województwa. Oryginalny jest już sam obiekt, który stanowił jeden z celów wyjazdu – to XVIII-wieczny pałac w Drogoszach niedaleko Korsz. Długość budowli równa się mniej więcej długości boiska piłkarskiego i wynosi blisko 100 metrów (fot. 5). Czas od lat biegnie tu jakby inaczej. Kiedyś była to siedziba szlacheckiego rodu, tuż po drugiej wojnie znalazły tu biura NKWD, potem w pałacowym gmachu utworzono Ośrodek Szkolenia Rolniczego. Od jakiegoś czasu niszczejący pałac wraz z przyległościami znajduje się w prywatnych rękach, ale na planowaną zamianę obiektu w ekskluzywny hotel przyjdzie jeszcze poczekać – o ile ktoś się tego doczeka. Wspomniany nietypowy zegar znajduje się wejściem głównym – na ścianie… sufitowej (fot. 6). Oczywiście nie chodzi…
DZIWNY SEZON
Tegoroczny sezon grzybowy, jeszcze trwający, należy uznać za dość dziwny. Niedawno pisaliśmy w „Kurku” o wysypie borowików, podgrzybków czy koźlarzy, a jako dowód zamieściliśmy zdjęcia z ponadprzeciętnymi okazami znalezionych owocników. Grzyby rosną w tym roku jakby wyspowo – to, że wejdziemy do lasu z ładnym poszyciem i pójdziemy w miejsca, w których grzyby zawsze rosły, nie oznacza, że coś znajdziemy. W ostatnich dniach sprawę trochę skomplikowały chłodne noce, inny problem to brak opadów. Niekiedy możemy znaleźć imponującego wielkością borowika czy maślaka, a potem długo, długo nic… Część osób, która chwali się swoimi zbiorami, stwierdza, że całą gromadę grzybów znalazła niejako przypadkowo, np. udając się pomiędzy drzewa za potrzebą. Niekoniecznie z całymi koszami wychodzą z lasu nawet leśnicy, którzy mają przecież swoje rewiry. O tym, że sytuacja wygląda podobnie w różnych częściach naszego województwa, świadczą wpisy na stronie grzyby.pl. Oto przykłady komentarzy z drugiej połowy października:
„Cześć, w okolicznych lasach nie ma grzybów. Miejscowi czekają na podgrzybki i gąski, których na razie nie widać.”
„To już chyba końcówka sezonu. Grzyby w odwrocie.”
„Bardzo rozczarowuje mała ilość podgrzybków, w tym sezonie wysypu już raczej nie będzie.”
„Smutne, ale to już chyba koniec.”
„Wszystkie grzyby stare i wysuszone. Mocno robaczywe. Ewidentnie zabrakło deszczu.”
Z grzybami więc jest, jak jest. Czy pojawią się gromadnie zamykające praktycznie sezon zielonki i siwki – jeszcze zobaczymy. Zamiast grzybów podczas leśnych przechadzek można znaleźć dość nieoczekiwanie coś rosnącego zazwyczaj na działkach czy w ogródkach – chociażby pigwowce (fot. 7)
ROZŚWIETLIĆ MROK

Widać już efekty prac związanych z realizacją Programu Bezpiecznej Infrastruktury Drogowej, a konkretnie działań, których celem było ustawienie w całym kraju specjalnych lamp na przejściach dla pieszych. Program dotyczy jedynie dróg krajowych i to właśnie na nich i tuż przy nich zrobiło się zdecydowanie jaśniej (fot. 8). Jasność na widocznym na zdjęciu skrzyżowaniu ulicy Pasymskiej (DK 53) i Sikorskiego w Szczytnie kontrastuje z tym, co mamy raptem parędziesiąt metrów dalej na każdej z ulic. Za lepszym oświetleniem tęsknią ci, którzy muszą chodzić wieczorem po pasach (lub tamtędy przejeżdżać) w innych częściach Szczytna, znajdujących się poza strefą dróg krajowych. Tam o wypadek nietrudno.
Z dróg krajowych przebiegających przez Szczytno szczęścia nie ma odcinek DK 57 – od głównego skrzyżowania do szpitala. Tam od krajówki odchodzi cała grupa ulic bez wyznaczonych przejść dla pieszych – po prostu nie ma ani pasów, ani żadnych znaków. Nie tak dawno oznakowane przejście powstało na skrzyżowaniu ulic Skłodowskiej-Curie i Kochanowskiego. Lamp jednak nie dostawiono. Jakiś dowcipniś przekręcił za to tablicę oznaczającą przejście dla pieszych
(fot. 9) .{/akeebasubs}
