Złamany podczas czerwcowej nawałnicy klon zniszczył nagrobek rodziny Stanisława Tomaszczyka na szczycieńskim cmentarzu komunalnym. Mieszkaniec wystąpił do miasta o odszkodowanie, ale zarówno urzędnicy, jak i ubezpieczyciel twierdzili, że mu się ono nie należy. Zmienili zdanie dopiero po tym, jak zlecona przez pana Stanisława ekspertyza dowiodła, że drzewo, wbrew ich twierdzeniom, już od dawna zagrażało bezpieczeństwu.

Utarł nosa urzędnikom
Zlecona przez Stanisława Tomaszczyka ekspertyza dowiodła, że stan rosnących na cmentarzu drzew, wbrew zapewnieniom urzędników, może zagrażać bezpieczeństwu

WALKA O ODSZKODOWANIE

Wieczorem 21 czerwca nad Szczytnem przeszła potężna nawałnica. W jej trakcie na starej części cmentarza komunalnego silny podmuch wiatru złamał około stuletni klon. Drzewo runęło na stojące w pobliżu nagrobki, powodując duże szkody. Jednym z poszkodowanych był Stanisław Tomaszczyk. Jego pech był tym większy, że akurat w dniu, w którym doszło do zdarzenia, została zakończona renowacja nagrobka należącego do jego rodziny polegająca na wymianie płytek polbrukowych i wzmocnieniu podstawy. Mieszkaniec zgłosił szkodę miejskim urzędnikom. - Stwierdzili jednak, że żadne odszkodowanie mi się nie należy, bo pomnik nie był ubezpieczony – wspomina pan Stanisław. To mocno go zdziwiło{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} , bo choć od 1964 r. nagrobek był kilkakrotnie odnawiany, to nikt nie informował, że powinien go ubezpieczyć. Przedstawiciele urzędu wykluczali również, aby do zdarzenia przyczynił się zły stan drzewa. Mimo zniechęcających sygnałów płynących od urzędników, wystąpił do burmistrz o odszkodowanie. Urząd odesłał go do administrującego cmentarzem Zakładu Gospodarki Komunalnej. Jednak i tu mieszkaniec niewiele wskórał, bo dyrektor Andrzej Pleskot skierował go do ubezpieczyciela zakładu. Niezrażony pan Stanisław po zebraniu kompletu dokumentów zastosował się do tej wskazówki. Pod koniec lipca firma ubezpieczeniowa poinformowała go, że nie znajduje podstaw do wypłaty odszkodowania. Swoje stanowisko argumentowała tym, że powodem zniszczenia pomnika była silna wichura, a ZGK nie otrzymywał wcześniej żadnych zgłoszeń dotyczących konieczności usunięcia drzewa. Z informacji uzyskanych z zakładu wynikało, że nie nosiło ono żadnych zewnętrznych oznak chorobowych, które kwalifikowałyby je do podjęcia takich działań.

MIESZKANIEC NIE ZŁOŻYŁ BRONI

Pan Stanisław z taką argumentacją nie nie zgodził. Od początku uważał, że klon zagrażał bezpieczeństwu. Zlecił więc na własny koszt ekspertyzę dendrologiczną, która dowiodła, że miał rację. Przeprowadzający ją specjalista stwierdził, że drzewo było co najmniej od kilkunastu lat zaatakowane przez chorobotwórcze grzyby odpowiadające za rozwój zgnilizny korzeni i podstawy pnia. Rozwój tych grzybów odpowiada za spadek kondycyjny i zdrowotny drzew, czego objawem jest między innymi zasychanie koron drzew, utrata stabilności oraz zmniejszenie odporności drzewa na działanie czynników pogodowych takich jak wiatr, oblodzenie lub ośnieżenie - czytamy w ekspertyzie.

Uzbrojony w taką opinię mieszkaniec złożył w towarzystwie ubezpieczeniowym reklamację, która została uwzględniona. - Odszkodowanie już wpłynęło na moje konto – cieszy się.

DRZEWA ZAGRAŻAJĄ BEZPIECZEŃSTWU

Przy okazji wyszło na jaw, że stan rosnących na cmentarzu drzew wcale nie jest tak dobry, jak zapewniają urzędnicy. W ekspertyzie zleconej przez mieszkańca znalazła się informacja, że w bliskim sąsiedztwie złamanego klonu rośnie inny, również zainfekowany chorobotwórczymi grzybami i silnie rozwiniętą jemiołą. Mieszkaniec zwrócił się do ZGK z wnioskiem o wydanie zgody na jego wycinkę. Dyrektor Pleskot zapewnia, że miasto wystąpi w tej sprawie do starostwa. - Po decyzji zezwalającej na wycinkę, drzewo zostanie uwzględnione w jej planie na 2018/2019 rok – deklaruje szef ZGK.

Ewa Kułakowska{/akeebasubs}