Tego jeszcze nie było. Szczycieński oddział Safilinu szuka pracowników, wykorzystując do tego tzw. „szczekaczki”. Zakład ma w planach zwiększenie produkcji, a rąk do pracy brak. - Myślę, że na dziś spokojnie moglibyśmy zatrudnić jeszcze 80 osób – mówi dyrektor Jakub Karoń.
POTRZEBA IM RĄK DO PRACY
Mieszkańcy Szczytna przyzwyczaili się, że od czasu do czasu ulicami miasta przejeżdża samochód z megafonem. Najczęściej w ten sposób zapowiadane jest otwarcie nowego sklepu lub promocji w tych już istniejących. Po tę formę reklamy sięgali też kandydaci w wyborach samorządowych, a niedawno tak właśnie zachęcano do udziału w dniu otwartym powstającej właśnie szkoły sportowej. Dotąd nie zdarzyło się jednak, aby za pomocą „szczekaczki” szukano pracowników do któregoś z miejscowych zakładów. Tymczasem po taką właśnie niekonwencjonalną metodę rekrutacji sięgnął szczycieński oddział „Safilinu”. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
CHCĄ PRACY LEKKIEJ I PRZYJEMNEJ
Jakub Karoń, dyrektor szczycieńskiego oddziału „Safilinu” precyzuje, że firma zamierza zwiększyć w tym roku produkcję o 20%. Obecnie mieszczący się na ul. Gnieźnieńskiej zakład zatrudnia ok. 350 osób, w tym ok. 40 z Ukrainy. - Spokojnie moglibyśmy przyjąć jeszcze z 80 ludzi – informuje. Dyrektor wolałby jednak, aby kadrę stanowili Polacy. - Nie dlatego, abyśmy mieli coś przeciwko Ukraińcom – zastrzega. - Problem polega na tym, że oni przyjeżdżają do nas na bardzo krótki okres. Taki pracownik, jak tylko trochę się poduczy, już wyjeżdża – mówi dyrektor Karoń. Wśród powodów, dla których trudno jest znaleźć dziś pracowników wymienia to, że coraz więcej młodych ludzi emigruje na zachód. - Młode pokolenie szuka innego rodzaju pracy, jak najlżejszej i przyjemniejszej – uważa, dodając, że inne są teraz oczekiwania ludzi.
MINIMALNEJ NIE PŁACĄ
Osoby, które pracowały w Safilinie narzekają na panujące tam warunki pracy, w tym hałas i pył, a także zmianowość. Do tego zarobki też do najwyższych nie należą. Dyrektor nie do końca zgadza się z takimi opiniami. - Owszem, nie jest to praca biurowa, czy taka jak w sklepie. Jeśli chodzi o pył, to zachowujemy wszelkie normy, co potwierdzają regularne kontrole sanepidu. Poza tym pył lniany jest naturalnie wchłaniany przez organizm – zapewnia. Według niego warunki płacowe wcale nie są złe. - Rok temu przyjęliśmy zasadę, że nie płacimy najniższej krajowej. U nas pensja, w zależności od stanowiska, jest o ok. 400 zł wyższa od minimalnej – mówi Jakub Karoń. Firma planuje również wprowadzenie nowego systemu premii, w tym za frekwencję oraz pracę na przędzalni, gdzie warunki są najtrudniejsze. Pracownikom już teraz oferowane są trzy razy w tygodniu owoce, firma pracuje też nad wprowadzeniem systemu posiłków regeneracyjnych. - Chcemy być najlepszym zakładem w powiecie, konkurującym choćby z Ikeą – zdradza ambitne plany dyrektor. Zapewnia, że podniesienie płacy minimalnej nie zahamowało rozwoju firmy i nie spowolniło inwestycji. Niedawno udało się m.in. wymienić dach na budynku zakładu za kwotę 0,5 mln złotych. W najbliższym czasie planowany jest zakup nowych, łatwiejszych w obsłudze i emitujących mniejszy hałas maszyn.
KREATYWNI W SZUKANIU
Safilin nie jest jedyną firmą w powiecie, w której brakuje rąk do pracy. Tendencję tę potwierdza zastępca dyrektora Powiatowego Urzędu Pracy w Szczytnie Wiesława Napiórkowska. - Obserwujemy większą trudność z realizowaniem ofert pracy – mówi. Dodaje, że z Safilinem urząd współpracuje już od dłuższego czasu i obecnie też prowadzi rekrutację do tego zakładu. - To, że szukają pracowników w tak nie konwencjonalny sposób świadczy o tym, że wykazują tu większą kreatywność niż inni – zauważa zastępca dyrektora. Według niej, trudności Safilinu w znalezieniu kadry wynikają ze specyficznych warunków pracy w tym zakładzie. - Nie każdy może tam pracować nawet, jak ma chęć. Zdarza się, że ludzie podejmują zatrudnienie, a nawet już po kilku godzinach czy dniach stwierdzają, że to nie dla nich i odchodzą, bo im za ciężko lub nie są aż tak zdeterminowani, aby podjąć zatrudnienie – mówi Wiesława Napiórkowska. Według niej prawdą jest to, że zmieniły się oczekiwania pracowników względem pracodawców. - Jeszcze 20 lat temu ludzie chcieli pracy, żeby mieć na chleb. Teraz pracę znaleźć łatwiej i mniej jest osób tak zdeterminowanych – przekonuje. Dlatego zmienił się także charakter działalności urzędów pracy. Dziś są one nakierowane bardziej na wsparcie pracodawców, aby umożliwić im np. to, by płacili ludziom pensje wyższe niż minimalna. - To nie te czasy, żeby od pracownika dużo wymagć, a mało mu płacić. Dziś trzeba w niego sporo zainwestować, aby móc go u siebie przytrzymać – konstatuje zastępca dyrektora.
W związku z podniesieniem od nowego roku płacy minimalnej pojawiły się obawy, że wielu pracodawców nie wytrzyma tego obciążenia i będzie dochodzić do zwolnień. W styczniu tego roku w szczycieńskim PUP zarejestrowało się ok. 300 osób, jednak Wiesława Napiórkowska nie wiąże tego ze wzrostem najniższej pensji. - Tylu mniej więcej ludzi rejestruje się co roku o tej porze. Na razie nie spotkałam osoby, która by powiedziała, że została zwolniona właśnie z tego powodu.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
