Święta, święta i niby po świętach, ale początek nowego roku to wciąż okres bożonarodzeniowy.

Dekoracje świąteczne nadal zdobią wiele miejsc. Na naszym Facebooku pokazywaliśmy niedawno filmik z Jedwabna z efektownie prezentującym się domostwem. Do listy miejsc, o których warto wspomnieć, dopisać należy szczycieńską chatę mazurską, przed którą ustawiono figury postaci rodem z widowiska misteryjnego (fot. 1).
Akcentów bożonarodzeniowych nie brakuje nawet na cmentarzach. Poczucie więzi z tymi, których już nie ma, tworzą m.in. odpowiednio wyglądające znicze, stroiki czy nawet choinki (żywe) udekorowane bombkami, światełkami i girlandami (fot. 2).
DWORZEC CZĘŚCIOWO GOTOWY

Chcieliśmy mieć otwarty dworzec kolejowy – no to mamy. Z poślizgiem prawie dwuipółletnim i otwarty zdecydowanie nie do końca - ale mamy. Było to coś w rodzaju gwiazdkowego prezentu od kolei – wejście główne otworzono 23 grudnia. Remont w gruncie rzeczy skończył się już jakiś czas temu, trwały jednak perturbacje z oddaniem przyłączy gazowych i energetycznych. Jak widać z lewej strony fot. 3. , na zewnątrz zostały jeszcze jakieś kable, które mają najprawdopodobniej charakter tymczasowy. Znikło za to ogrodzenie oddzielające główny dworcowy budynek. Do końca roku nie można było jednak wjechać na wybudowany już kilkanaście miesięcy temu parking, który wciąż jest otoczony siatką. Kilka miejsc postojowych zajmują ponadto kontenery dworca tymczasowego. Prowadzi to do nieco dziwnych sytuacji. Widoczny na fot. 3 biały samochód nie przymierza się do skręcenia w lewo lub prawo – został w taki kuriozalny sposób zaparkowany. Kierowca (spoza Szczytna) najwyraźniej nie wiedział, gdzie można zatrzymać na kilkanaście minut swój pojazd.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

Wnętrze dworcowego gmachu to połączenie stylu minionych dziesięcioleci z nowoczesnością. Ściany niewielkiego hallu wyłożono, podobnie jak przed remontem, jasnobrązowymi kafelkami (fot. 4) . Obok niedużych papierowych rozkładów jazdy zobaczymy znacznie większe tablice świetlne podające godziny najbliższych połączeń. Jeśli skręcimy w lewo, dotrzemy do wytapetowanej (!) minipoczekalni z transparentnymi krzesełkami i tablicą manipulacyjną dla dzieci (fot. 5). Biletu w kasie co najmniej na razie nie kupimy – jest ona nieczynna. Z jakichś powodów wejście do budynku dworca przez kilka dni było jednocześnie wyjściem. Choć drzwi prowadzące do zadaszonej poczekalni znajdującej się już na zewnątrz, skąd dalej można dostać się na perony, zostały zachowane, to z ich obu stron widzieliśmy tabliczki treści widocznej na fot. 6 . Zmieniono to po tygodniu.
Przed remontem dworcowy budynek był użytkowany przez kilka podmiotów prowadzących różną działalność. W tej chwili z obiektu korzystają tylko podróżni. Mają oni do swej dyspozycji m.in. parę toalet, co powinno być standardem już ileś lat temu. W sytuacjach szczególnych można skorzystać ze znajdującego się w widocznym miejscu defibrylatora. Warto dodać, że budynek jest strzeżony, co powinno uniemożliwić dewastowanie go przez jakieś bezmyślnie zachowujące się osoby. Jak widać, coś w temacie ruszyło. Zatrzymał się jednak czas – zegar nad głównym wejściem niezmiennie od miesięcy pokazuje godzinę 7.47 – rano lub wieczorem (fot. 7).
TO JUŻ DWADZIEŚCIA LAT
Gdyby żył, niedawno obchodziłby jubileusz 50-lecia kapłaństwa. Święcenia przyjmował razem z grupką kilkunastu diakonów olsztyńskiego seminarium. Wśród nich znajdowali się pochodzący ze Szczytna ks. Maciej Maciejewski i związany ze stolicą naszego powiatu ks. Marian Opat, obecnie posługujący w Niemczech. Obaj świętowali ubiegłoroczny jubileusz. Tylko trzydziestu lat w kapłaństwie doczekał ks. Robert Dziewiatowski (fot. 8) , którego 20. rocznicę śmierci wierni wspominali w minionym tygodniu. Przyszedł na świat tuż po zakończeniu II wojny światowej. Urodził się na Kresach, ale jego rodzina bardzo szybko przeprowadziła się na tereny obecnego województwa warmińsko-mazurskiego. Młody Robert Dziewiatowski szkolne lata spędził w Morągu. Po zakończeniu studiów seminaryjnych został na dwa lata skierowany do Kętrzyna, do parafii św. Katarzyny, w której wikariuszami było później wielu kapłanów posługujących w szczycieńskich świątyniach. W 1974 r. trafił do Szczytna i służył w jedynej wówczas parafii Wniebowzięcia NMP. Dwa lata później został skierowany do kościoła Świętego Stanisława Kostki, niebędącego wtedy jeszcze świątynią parafialną. Pomagał ks. Władysławowi Łaniewskiemu. Proboszczem niedawno utworzonej parafii został w roku 1984.
Na tablicy na grobie ks. Roberta widnieją m.in. słowa PRZYJACIEL CZŁOWIEKA. Być może znajdą się osoby z jakichś powodów kapłanowi niechętne, ale bez wątpienia należał on do księży, którzy swoją osobowością zasłużyli na pamięć. Świadczą o tym chociażby liczne znicze zapalane na jego grobie podczas uroczystości Wszystkich Świętych. Był osobą powszechnie znaną i lubianą w mieście, towarzyską, pogodną, bezinteresownie niosącą pomoc.
Została po nim nie tylko pamięć. Widoczne ślady po ks. Robercie to wieża dobudowana do kościoła św. Stanisława Kostki, grota Matki Bożej Różańcowej w Linowie, dom parafialny na ul. Niepodległości i pomnik Sybiraków na cmentarzu komunalnym w Szczytnie.
ODCINEK PO PETYCJI
„Wszystkie drogi prowadzą do Mrągowa” – śpiewają od lat na Pikniku Country. Ze Szczytna drogi prowadzą tam aż dwie, ale jakość żadnej z nich na kolana nie rzuca. Przyzwoita na kilku niezbyt długich odcinkach jest ta wiodąca przez Stare Kiejkuty, będąca kombinacją dwóch dróg krajowych i króciutkiego łącznika stanowiącego drogę wojewódzką. O pomstę do nieba od lat woła stan drogi wojewódzkiej nr 600, czyli trochę krótszej trasy prowadzącej przez Romany i Nowe Kiejkuty. Co pewien czas liftingu doczekują się pewne fragmenty tego szlaku, ale przy takim tempie, zanim wyremontowany zostanie jakiś ostatni odcinek (który konkretnie – nie wiadomo), w kiepskim stanie będą te wyremontowane ileś lat wcześniej. W połowie tego roku petycje do Zarządu Województwa wysłali mieszkańcy podszczycieńskich Roman i leżącego już bliżej Mrągowa Rybna. Powodem był oczywiście marny stan nawierzchni. Ci drudzy postulaty mają poważniejsze – chodzi o przebudowę odcinka liczącego kilkanaście kilometrów. Ci pierwsi wnioskowali o znacznie mniej, czyli 1300 m nowej nawierzchni między Lipową Górą Wschodnią i Romanami. Życzenie mieszkańców Roman, zainteresowanych przede wszystkim docieraniem do Szczytna w bardziej komfortowych warunkach, zostało niedawno częściowo spełnione. Poprawiona nawierzchnia zaczyna się nie w Romanach, ale kawałek za ich granicą, tuż przed zakrętem. Na czym polega różnica między drogą pamiętającą czasy komuny i jej odnowionym fragmentem, pokazuje fot. 9.
Tekst i foto (w większości):
G.P.J.P.{/akeebasubs}
