Poznaniu opinii mieszkańców gminy Wielbark na temat rozważanej na jej terenie budowy farmy wiatraków służyć miała debata zorganizowana przez warszawską Fundację Nowej Wspólnoty. Czy przyczyni się ona do znalezienia kompromisu między zwolennikami a przeciwnikami dużej inwestycji?
„Wiatraki: kto skorzysta, kto straci? Dialog lokalny w Wielbarku” – pod takim hasłem w miniony czwartek w Gminnym Ośrodku Kultury w Wielbarku odbyła się debata o planach dotyczących budowy farmy wiatrowej na terenie okolicznych miejscowości. Organizator, Fundacja Nowej Wspólnoty, w różnych miejscach w Polsce rozmawia z ludźmi na tematy, które w danej społeczności lokalnej budzą napięcie. - Chcemy mieszkańcom dawać głos i stwarzać taką przestrzeń, w której ludzie spokojnie rozmawiają ze sobą nie z założeniem, żeby się przekonać, ale żeby się spokojnie wysłuchać – przedstawiali cel spotkania jego organizatorzy, którzy do tej pory zorganizowali już 130 debat, także w formie online, w różnych miejscowościach na tematy, które budzą kontrowersje.
Z grona przybyłych kilkudziesięciu osób, dziewięcioro z nich wyraziło chęć udziału w dyskusji. Reszta, wśród której znaleźli się m.in. burmistrz Jerzy Szczepanek i przewodniczący Rady Miejskiej Dariusz Szepczyński przyjęli rolę słuchaczy. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
U większości dyskutantów przeważały obawy. - Dlaczego nasi włodarze chcą nam postawić potwory 300 metrowe ze skrzydłami o rozpiętości 180-200 metrów. Jak to się będzie wpisywało w nasze tu spokojne wiejskie życie – mówiła jedna z uczestniczek debaty. Powoływała się przy tym na opinie rzeczoznawców, które mówią, że nieruchomości w pobliżu wiatraków tracą 30% na wartości. - Cały świat odchodzi od wiatraków, a do nas przywożą niemiecki złom Siemensa. Kto na tym zyska - nasze społeczeństwo, czy gospodarka niemiecka? - zadawała pytania. Z kolei miejscowy przedsiębiorca Ryszard Mróz zachęcał do znalezienia kompromisowego rozwiązania. Wskazywał, że inwestycje tworzą nowe miejsca pracy i dochody dla budżetu gminy. - Trzeba znaleźć wspólny język, jeśli chcemy, żeby Wielbark się rozwijał – przekonywał, wskazując na korzyści płynące z innych źródeł zielonej energii, np. biogazowni.
O kompromis może być jednak trudno, na co zwracała uwagę Aneta Krzyszkowska, pełnomocnik komitetu Stop Wiatrakom w Gminie Wielbark: - Nie przekonamy się, bo jedni z inwestycji będą czerpać korzyści, a drugim pogorszy ona życie.
Na brak merytorycznej dyskusji narzekał też były szef Rady Miejskiej Andrzej Kimbar. - Jestem za każdym źródłem odnawialnej energii, także za wiatrakami. Tylko wiele rzeczy trzeba uszczegółowić i sprawdzić – mówił Kimbar, żałując jednocześnie, że o wyjeździe do farmy wiatrowej w Pelplinie nie poinformowano wszystkich zainteresowanych.
Jedna z pań kierowała pretensje do obecnych na sali przedstawicieli władz: - Jak to się stało, że nikt z panów oficjalnie nie powiadomił mieszkańców, że są plany powstania farmy wiatrowej. Informacja wyszła chyłkiem jak jeździł przedstawiciel inwestora po rolnikach i proponował im dzierżawy za obrzydliwie niskie pieniądze. Bo średnia w Polsce wynosi 150 tys. zł, a naszym mieszkańcom proponowano 50 tys. zł i wielu się nabrało.
Debata w GOK-u trwało blisko 3 godziny. Dyskutanci chwalili pomysł jej zorganizowania przez fundację z Warszawy, chociaż niektórzy żałowali, że nie doszło do niej wcześniej z inicjatywy lokalnej władzy.
(o){/akeebasubs}
