W czwartkowy wieczór odwiedziłem szczycieński Pub nr 9 i obejrzałem tam wspaniały koncert pod nazwą „Wieczerza żydowska” w wykonaniu zespołu Warmia Klezmer Band. Widowisko na najwyższym poziomie. W zasadzie nie powinienem się temu dziwić, bowiem nasz szczycieński klub cieszy się ogólnopolską renomą i formalnie, od ośmiu lat, jest oficjalnie zrejestrowany, jako „Kabaretowa scena Trójki”. Trójki, czyli trzeciej rozgłośni Polskiego Radia.

Wieczerza żydowska w pubie nr 9
Warmia Klezmer Band i Wiesław Nideraus (w kapeluszu)

„Ojcem chrzestnym” Dziewiątki jest Artur Andrus, natomiast miejscowymi animatorami działalności scenki są Jacek Jastrzębski oraz znakomity aktor estradowy i niezrównany kabareciarz Wiesław Nideraus. Warto dodać, że w Polsce tylko trzy kluby zasłużyły sobie na zaszczytną przynależność do radiowej, trójkowej rodziny. Oprócz Szczytna i oczywiście Warszawy, nazwą „Kabaretowa scena Trójki” firmowany jest klub w Łodzi, o nazwie „Przechowalnia”, prowadzony przez Andrzeja Poniedzielskiego. Nic zatem dziwnego, że w naszej Dziewiątce występowały już takie sławy jak Urszula Dudziak, Magda Umer, Elżbieta Jodłowska, Marian Opania, Alosza Awdiejew i jeszcze inni, nie mniej znani artyści. Pośród nich kabaretowi radiowcy z Trójki, czyli Artur Andrus, Tomasz Jachimek oraz Krzysztof Daukszewicz. Tyle o Pubie nr 9. Wróćmy do czwartkowego koncertu.

Zespół Warmia Klezmer Band to czteroosobowa grupa muzyków. Naprawdę muzyków „z najwyższej półki” - znam się na tym. Razem z nimi śpiewa znakomita piosenkarka Ewa Kaliszuk oraz kabaretowy artysta (Kaczki z Nowej Paczki) Andrzej Brzozowski.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  Całość prowadzi niewiarygodnie sprawny, wszechstronny artysta Wiesław Nideraus. Wiesiek (znamy się od lat) potrafi w ciągu kilku minut rozśmieszyć publiczność do łez, a za chwilę tak ich rozczulić, że płaczą nadal, ale teraz już nie ze śmiechu, a ze wzruszenia. Cały wieczór, przygotowany artystycznie przez Niderausa, to mieszanka lirycznych, chwytających za serce nastrojów oraz przezabawnych, szmoncesowych żartów. Rewelacyjnie serwowanych przez głównego mistrza ceremonii, czyli Wiesława. Ubranego stosownie, a także perfekcyjnie posługującego się akcentem znanym z przedwojennych szmoncesów.

No właśnie. Co to jest szmonces i skąd się wziął. W okresie międzywojennym tak nazywano kabaretową formę opartą na humorze żydowskim. Na żartach powstałych w tym właśnie środowisku. Dla ówczesnych kabaretów, takich jak słynne „Qui Pro Quo”, szmoncesowe skecze pisali renomowani artyści. Julian Tuwim, Marian Hemar, czy Konrad Tom. Na ogół żartowano ze szczególnego, arcypraktycznego podejścia do życia, charakterystycznego dla kultury żydowskiej. W tamtych latach najsłynniejszym wykonawcą szmoncesowych tekstów był Kazimierz Krukowski, czyli sceniczny Lopek („nie znacie Lopka? Lopek i kropka” - jak zwykł przedstawiać się). W czasach współczesnych najpopularniejszym wykonaniem szmoncesowego dialogu była, jak sądzę, telefoniczna rozmowa z kabaretu „Dudek”. Edwarda Dziewońskiego z Wiesławem Michnikowskim. Przypomnę fragment: „Haloo? - Kuba? - Kto mówi? - Ale czy to Kuba...” i tak dalej. Skecz nazywał się SĘK.

Jeszcze kilka słów na temat innego określenia. Słowa klezmer, użytego w nazwie zespołu. Otóż słowo to ma w naszym języku dwa znaczenia, zatem warto o tym napisać. W czasach PRL tematy żydowskie poruszano rzadko. Był to temat tabu. Natomiast słowo klezmer było w powszechnym użyciu w muzycznym świecie. Oznaczało ono muzyka, który potrafi zagrać wszystko. Jak to mówiono „z kapelusza”. Bez żadnych nut. Z każdym zespołem i w każdej tonacji. Znałem takich. Jako typowe przykłady pianisty - klezmera wymienię dwóch znakomitych muzyków znanych z telewizyjnego programu „Śpiewające fortepiany”: Janusza Tylmana, którego pamiętam jeszcze z dawnych lat „stodolanych”, oraz Czesława Majewskiego (mam grać?). Genialni klezmerzy! Dopiero po latach dotarło do nas, że słowo klezmer wywodzi się z kultury polskich Żydów. Dotyczyło ono ubogich i społecznie nisko usytuowanych grup, które utrzymywały się z grania na instrumentach. Nie mieli ci ludzie żadnego wykształcenia, nie znali nut, ale swoje muzyczne umiejętności przekazywali z pokolenia na pokolenie. I tak powstawały prawdziwe dynastie znakomicie grających, wszechstronnych muzykantów. Potrafili zagrać wszystko mimo braku podstawowej, teoretycznej wiedzy.

Wracając do zespołu Warmia Klezmer Band. Wiem, że są oni wykształconymi muzykami najwyższej klasy. Ale grają prawdziwie po klezmersku. Rewelacyjnie! No i oczywiście bez żadnych nut.

Jak napisałem na początku felietonu, „Wieczerza Żydowska” to był koktail żartu i liryki. Czyli, na zakończenie, kilka słów o owej liryce, bo o szmoncesach już było. Zatem o Ewie Kaliszuk, ponieważ to piosenki w jej wykonaniu wprowadzały nas w nastrój poważny, a nawet wzniosły. Dziewczyna (młoda, ładna) ma świetny głos, a poza tym cudowne wyczucie nastroju. Dwie słynne piosenki żydowskie „Main idisze mame” oraz „Miasteczko Bełz” zaśpiewała w języku jidysz, czyli żydowskim żargonie używanym dawniej w Europie. Te piosenki śpiewały niegdyś Hanna Skarżanka oraz Magda Umer, a nawet, przed wojną, Hanka Ordonówna. Słyszałem wszystkie, mam porównanie. Brawo pani Ewo! Pani magister Ewo, jak zapowiadał panią prześmiewca Wiesiek Nideraus.

I to by było na tyle.

Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}