W gminie Wielbark coraz częściej dochodzi do ataków wilków na psy. Eugeniusz Kulis z Wesołówka stracił już trzy czworonogi. Ostatni został zagryziony w poniedziałkowy ranek, niedaleko domu. - Nie ma teraz komu zaszczekać na podwórku – załamuje ręce pan Eugeniusz. - Co będzie dalej? Czy nas w końcu też zaczną zjadać? - pyta pełen obaw.
PORANNY ATAK
Dramat w obejściu Eugeniusza Kulisa rozegrał się w poniedziałek o świcie. Gospodarz postanowił wypuścić swojego psa, któremu urządził legowisko w kotłowni. - Było gdzieś tak po 6.00, już robiło się jasno – relacjonuje. Po pewnym czasie, niedaleko od zabudowań, dostrzegł unoszące się nad polem stado kruków i wron. Wybiegł z domu i zauważył na śniegu ślady krwi. Po nich doszedł w miejsce, gdzie znalazł już tylko łeb swojego pupila. Okazało się, że psiak został rozszarpany i pożarty przez stado wilków, które w okolicy były widywane od jesieni. - To nie pierwszy mój pies, którego zagryzły – mówi pan Eugeniusz.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
PILNUJMY NASZYCH PSÓW
Adam Gełdon, pracownik Nadleśnictwa Spychowo i znawca wilków przekonuje, że ataki tych drapieżników na psy nie są żadną nowością. - Kiedy 15 lat temu zacząłem jeździć w Bieszczady, by badać ten problem, tam psy znikały na potęgę. U nas to wciąż sporadyczne przypadki – mówi, dodając, że akurat okolice Wielbarka od dawien dawna były zamieszkiwane przez wilcze rodziny. Jak tłumaczy, wilki traktują psy jako konkurentów o zasoby żywieniowe. - To, że nasze udomowione czworonogi wywodzą się od wilków, nie ma dla tych drapieżników żadnego znaczenia – mówi Adam Gełdon. Wyjaśnia, że do ataków dochodzi najczęściej po zmierzchu lub wczesnym rankiem, kiedy w pobliżu nie ma ludzi. Według leśnika, mieszkańcy muszą się nauczyć żyć z tymi zwierzętami i odpowiednio zabezpieczać swój inwentarz. - Jedyne, co możemy zrobić, to pilnować naszych psów. Po pierwsze, należy dbać o to, aby nie biegały samopas. Warto również zapewnić szczelne ogrodzenie obejścia i wyprowadzać psy na smyczy – podpowiada. Jak mówi, nawet będąc ze swoim pupilem w lesie, powinniśmy zbierać jego odchody. - Pies, załatwiając się, znaczy swoje terytorium. Dzięki temu wilk może go łatwo wytropić – tłumaczy. Absolutnie nie wolno też trzymać psa na łańcuchu. Jak przekonuje nasz rozmówca, uwiązane zwierzę, nawet najsilniejsze, nie ma szans w starciu z wilkiem. Podpowiada również, żeby przypadki takie jak te z Wesołówka zgłaszać Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Olsztynie. Jest to instytucja, która pomaga w zabezpieczeniu inwentarza, służąc radą choćby przy budowie ogrodzeń chroniących przed wilkami.
CZŁOWIEK NIE JEST WILKOWI KONKURENTEM
Adam Gełdon wyklucza, aby drapieżniki te mogły być groźne dla ludzi. - Nie ma takiej możliwości, żeby wilk zaatakował człowieka. Wynika to z tego, że one nie traktują nas jak konkurentów o zasoby żywieniowe – tłumaczy. - Są one pod ochroną gatunkową i nie możemy brać im za złe, że polują.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
